logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Z Łączki do Kąkolewnicy

Sobota, 15 lipca 2017 (03:45)

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, wiceprezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Kiedy poznamy nazwiska kolejnych ofiar terroru komunistycznego odnalezionych na powązkowskiej Łączce?

– Sądzę, że na pewno jeszcze w tym roku poznamy kolejne imiona i nazwiska tych polskich bohaterów, których udało się nam odnaleźć podczas poszukiwań i zidentyfikować.

Wiem, że głęboko w sercu nosi Pan pragnienie, aby przekazać Polakom nazwiska m.in. gen. Fieldorfa „Nila” czy rotmistrza Witolda Pileckiego. Czy jest taka nadzieja?

– Mam wewnętrzne przekonanie, że wśród ostatnio odnalezionych na Łączce są także szczątki gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, rotmistrza Witolda Pileckiego czy płk. Łukasza Cieplińskiego i innych Żołnierzy Niezłomnych. To tylko kwestia czasu. Wierzę w to głęboko, że tak się już stało, że te szczątki naszych bohaterów odnalezione w dołach śmierci są już wśród nas. Na tę chwilę nie jesteśmy w stanie ich precyzyjnie wskazać, ale ufam, że tak jest.

Jakie cele przyświecały ostatniemu etapowi prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych na warszawskich Powązkach?

– Tym celem było wyznaczenie całego zakresu i granic pola więziennych pochówków. Ponadto przebadanie całego tego obszaru i wydobycie wszystkich szczątków ofiar komunizmu, które tam ukryto. I to wszystko zrealizowaliśmy. Dzisiaj możemy powiedzieć, że na Łączce nie ma już żadnych ludzkich szczątków. Po pięciu latach od momentu, kiedy po raz pierwszy przybyliśmy na kwaterę „Ł”, a było to w lipcu 2012 r., możemy teraz powiedzieć, że Łączka została przebadana i już nie kryje w sobie żadnych ofiar systemu komunistycznego. Wszystkie one zostały wydobyte.

Czym te działania różniły się od poprzednich?

– Zakończone niedawno działania stanowiły bez wątpienia najtrudniejszy etap prac archeologiczno-ekshumacyjnych na Łączce na warszawskich Powązkach. Był to etap ostatni w kolejności, ale zdecydowanie najtrudniejszy. Ta trudność polegała głównie na tym, że pracowaliśmy zupełnie inaczej niż w poprzednich etapach. Weszliśmy na teren, gdzie jeszcze do niedawna stały pomniki i groby. Stąd najpierw musieliśmy rozebrać prawie dwieście konstrukcji – w większości betonowych – stanowiących podstawy grobów, pomników budowanych na Łączce w latach 1982-1984. I to był pierwszy problem. Drugi – najważniejszy, to fakt, że na całym tym obszarze – poza dwoma miejscami – odnajdywaliśmy wyłącznie fragmenty ludzkich szczątków, które były bardzo mocno zniszczone. Zniszczone poprzez działania ciężkiego sprzętu – koparek, które pracując w latach 80. przy budowie współczesnych grobów, niszczyły szczątki więźniów systemu stalinowskiego z lat 40. i 50. I to były dwa najpoważniejsze problemy, z którymi musieliśmy sobie poradzić w ciągu ostatnich kilku tygodni od 18 kwietnia do 8 lipca tego roku.

Nie były to jedyne trudności, z którymi musiał się zmierzyć kierowany przez Pana Profesora zespół…  

– Owszem, kolejną trudnością, której musieliśmy stawić czoła, było przeprowadzenie działań poszukiwawczych wzdłuż cmentarnego muru, na samym skraju kwatery „Ł”. Chodzi o miejsce, które w latach 50. wyznaczono jako teren do grzebania tam szczątków żołnierzy niemieckich, którzy zginęli podczas Powstania Warszawskiego. Najpierw byli oni grzebani na terenie Lasku Bielańskiego, a następnie w wyniku działań ekshumacyjnych w roku 1950 i 1951 ich zwłoki przewieziono na pole więziennych pochówków na cmentarzu Powązkowskim. Na tym samym obszarze mieliśmy także do czynienia z szeregiem pochówków osób o nieustalonej tożsamości. Wszystko wskazuje na to, że były to osoby pochowane tam na zlecenie opieki społecznej. Mieliśmy spory obszar, gdzie odnajdywaliśmy wiele fragmentów różnego rodzaju butelek, medykamentów, a więc coś, co zostało przywiezione z jakiegoś szpitala i wrzucone tam, na skraju pola więziennych pochówków z okresu stalinizmu. I to były cztery największe problemy, z jakimi musieliśmy się zmierzyć. Bardzo się cieszę, że mimo wielu trudności osiągnęliśmy cele, które sobie postawiliśmy przed przyjazdem na Łączkę, aby zrealizować ostatni etap działań.

Nie byłoby to możliwe bez ludzi, którzy garnęli się do kierowanego przez Pana zespołu, tak specjalistów, jak i wolontariuszy.

– Przede wszystkim podziękowania należą się członkom zespołu – wspaniałym ludziom, którzy pracują w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji IPN – moim współpracownikom, którzy codziennie, z ogromnym zaangażowaniem działali na rzecz prac archeologiczno-ekshumacyjnych na Łączce. Bardzo im dzisiaj za to dziękuję, bo bez ich zaangażowania te działania nie mogłyby się odbyć. Podziękowania należą się także naszym wspaniałym wolontariuszom – ludziom, którzy z kraju i z zagranicy przyjeżdżali do Warszawy i ręka w rękę ciężko z nami pracowali. To bardzo wielu ludzi. Na co dzień na Łączce pracowało kilkunastu wolontariuszy, ale bywały dni, kiedy w jednej chwili było to ponad 50 osób. Na sitach – bo każdą garść ziemi trzeba było przesiewać w poszukiwaniu bohaterów polskiej wolności – obok siebie pracowali ludzie różnych środowisk czy zawodów. Byli to studenci, politycy, duchowni, urzędnicy, funkcjonariusze różnych służb, osoby bezrobotne i tak naprawdę trudno byłoby wymienić w tym gronie kogoś, kogo z nami nie było. I za tę obecność, za poświęcenie, za oddanie tej sprawie, ważnej dla nas, wszystkich Polaków, chciałbym im bardzo podziękować. Słowa podziękowań należą się także wszystkim tym, którzy w najróżniejszy sposób towarzyszyli nam każdego dnia, czy to pracując z nami, czy dodając nam otuchy bądź to dobrym słowem, bądź też przynosili nam różnego rodzaju posiłki. To wszystko bardzo nam pomagało w tej pracy, w dużej mierze ją ułatwiało. W tych momentach mieliśmy namacalny dowód, że dla bardzo wielu Polaków czymś niezwykle ważnym jest, aby wspomóc wszelkie działania o charakterze państwowym. I za to podejście każdemu, kto okazał nam w czasie tych prac poszukiwawczych wsparcie i życzliwość, z serca dziękuję.

Jakie są dalsze plany kierowanego przez Pana zespołu?

– Oczywiście na Łączce nasze poszukiwania się nie kończą. Już w przyszłym tygodniu wyruszymy do Kąkolewnicy na terenie Lubelszczyzny w okolice Radzynia Podlaskiego, do miejsca, gdzie na przełomie 1944 i 1945 roku Smiersz – stalinowski kontrwywiad wojskowy i Informacja Wojskowa doprowadziły do uśmiercenia kilkuset żołnierzy II Armii Wojska Polskiego, ale także AK-owców aresztowanych na terenie Lubelszczyzny, w Kąkolewnicy. Również w następnym tygodniu rozpoczynamy prace w Warszawie na terenie aresztu śledczego przy ul. Rakowieckiej, w pobliżu muru, gdzie wykonywano egzekucje, a także w miejscu, gdzie spodziewamy się znaleźć ludzkie szczątki. Trzecie miejsce to Opolszczyzna, gdzie w okolicach Starego Grodkowa razem z żołnierzami I Pułku Saperów w Brzegu będziemy prowadzić poszukiwania partyzantów NSZ z oddziału kpt. Henryka Flamego „Bartka” zamordowanych we wrześniu 1946 r. w tamtym rejonie przez UB. Kolejnym miejscem, gdzie wyruszamy, jest Wileńszczyzna, gdzie w kilku miejscach zamierzamy podjąć prace poszukiwawcze szczątków żołnierzy Armii Krajowej zamordowanych w czasie II wojny światowej. To są cztery miejsca, w których rozpoczniemy prace w następnym tygodniu. Jak widać, mamy przed sobą bardzo pracowity okres, ale mam nadzieję, że będzie owocny – podobnie jak ten na Łączce. I że za jakiś czas będziemy mogli ujawnić polskiemu społeczeństwu nazwiska kolejnych Polaków, którzy zginęli z rąk różnych okupantów. 

A co z poszukiwaniami na terenie Ukrainy?

– W tej chwili trwają rozmowy, trudne rozmowy ze stroną ukraińską. I w tym wątku na razie, niestety, nic więcej powiedzieć nie mogę. Mogę natomiast zapewnić, że zrobimy wszystko, żeby przerwane na Ukrainie działania zmierzające do odnalezienia kolejnych ofiar zbrodni były kontynuowane. Nie ma innej możliwości. Te działania musimy prowadzić, a trudności się pojawiały, pojawiają i – jak sądzę – będą się nadal pojawiać. Jesteśmy po to, żeby te trudności pokonywać. Mamy jasno określony cel i będziemy dążyć do jego realizacji. To nasza rola, jesteśmy to winni naszym rodakom, którzy polegli.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl