logo
logo

Zdjęcie: Kolegium św. Stanisława Kostki/Facebook/ -

Liczymy na pomoc

Niedziela, 10 września 2017 (20:54)

Z Ewą Petrykiewicz, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego Niepublicznego, Kolegium św. Stanisława Kostki w Warszawie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki jest rozmiar strat w Liceum Polonijnym w Warszawie, jakie wywołała awaria sieci hydraulicznej?

– Jeśli chodzi o nasze straty, to przede wszystkim dotyczą one sprzętu. Zniszczeniu uległy m.in. wszystkie komputery, drukarki w pracowni informatycznej, ponadto wyposażenie sal lekcyjnych, a więc ławki, biurka oraz księgozbiór szkolnej biblioteki, w tym podręczniki i lektury oraz pomoce dydaktyczne, plansze czy tablice. Biorąc pod uwagę koszt utworzenia nowej pracowni komputerowej, jest to ok. 80 tysięcy złotych, z tym że sytuacja się zmienia niemal z dnia na dzień, bo w minionym tygodniu dwóch darczyńców ofiarowało nam komputery. Jest to 19 komputerów, wprawdzie używanych, ale w dobrym, znacznie lepszym stanie niż te, które uległy zniszczeniu. Ten sprzęt pozwoli nam na odtworzenie pracowni komputerowej. Od drugiego darczyńcy otrzymaliśmy kolejne pięć komputerów, również używanych, co umożliwi nam na odtworzenie i prowadzenie dziennika elektronicznego jako stanowiska dla nauczyciela w każdej klasie. Korzystając z okazji, pragnę podziękować za te gesty życzliwości i ofiarności. Nie zostaliśmy pozostawieni samym sobie, bo np. kilka osób zadeklarowało, że przyślą nam trochę lektur, również Empik zapowiedział, że przyśle nam zestaw lektur, za co z góry dziękuję. Oczywiście jeden egzemplarz powieści czy takiego lub innego dzieła literackiego nie wystarczy dla liczącej 30 osób klasy, ale każdy gest serca jest dla nas bardzo cenny.

Wspomniała Pani, że zniszczeniu uległo też wyposażenie sal lekcyjnych…

– Owszem, bez wątpienia musimy kupić nowe ławki oraz biurka, które zalała i zniszczyła woda, a więc cały majątek ruchomy. Natomiast ściany, sufity w salach, które poodpadały, podłogi, wykładziny, które uległy zniszczeniu, na własny koszt remontuje właściciel budynku. Zresztą to nie my jesteśmy sprawcami tej szkody, bowiem rura wodociągowa pękła piętro wyżej. Przypomnę też, że Kolegium św. Stanisława Kostki – Liceum Polonijne zajmuje dwie kondygnacje budynku przy ul. Bobrowieckiej 9 w Warszawie. Tak czy inaczej cała ta sytuacja utrudniła nam działalność, nie mogliśmy do przygotowanych wcześniej sal, wyposażonych pracowni poszczególnych przedmiotów wprowadzić uczniów.

Gdzie zatem odbywa się nauka po rozpoczęciu nowego roku szkolnego?         

– Sale są kompletnie zniszczone, obecnie trwa tam remont. Póki co, właściciel budynku udostępnił nam pomieszczenia, z których na co dzień korzystają studenci. Do rozpoczęcia roku akademickiego pozostało jeszcze trochę czasu, więc możemy z tych pomieszczeń korzystać. Mam nadzieję, że do końca września remont się zakończy, bo jeśli nie, to będziemy mieli problem, gdzie dalej pracować.

Jak w tej niełatwej sytuacji funkcjonuje placówka?

– Przede wszystkim jest to dla nas trudne logistycznie. Sale, jakie nam udostępniono, są na różnych piętrach, więc nauczyciele z uczniami krążą. Pomieszczenia są wprawdzie duże, ale nie możemy tam umieścić swoich pomocy dydaktycznych, szaf z książkami itp. Mimo to sądzę, że ten miesiąc jakoś przetrwamy. Najgorsze jest to, że brakuje nam podręczników, wprawdzie nauczyciele kserują część materiałów, ale jest to rozwiązanie doraźne. Podręczniki są konieczne. W szkole mamy system, który przewiduje jeden zestaw podręczników na dwóch uczniów. Ponieważ nasi uczniowie mieszkają w internacie, więc nie ma problemów z korzystaniem i wymianą podręczników. Ten system wprowadziliśmy dlatego, że rodziców po prostu nie stać na zakup podręczników. Do tego dochodzą koszty utrzymania i wyżywienia naszych uczniów, co też jest nie lada problemem. W Polsce koszty wyżywienia uczniów pokrywają rodzice, ale rodziców ze Wschodu, którzy przysyłają nam swoje dzieci, zwyczajnie na to nie stać. W tej sytuacji musimy się starać o dofinansowanie z różnych innych źródeł. Nie ukrywam, że najbardziej liczymy na Senat RP, bo tak naprawdę innych źródeł, które mogłyby nas wspomóc, nie ma. To są bieżące trudności, które staramy się ogarnąć. Najtrudniejsze były pierwsze chwile po tej awarii, bo na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego tak naprawdę nic nie było gotowe. Nasi uczniowie, zwłaszcza klas trzecich, którzy przygotowują się do matury, bardzo to wszystko przeżywali, bo nikt nie miał pewności, czy rok szkolny w ogóle się rozpocznie. Jednak z pomocą Bożą i dobrych ludzi poradziliśmy sobie z tym. Cieszy też fakt, że mamy wspomniane już komputery, że ze strony społeczeństwa jest odzew, że z tym problemem nie jesteśmy sami.

Tych problemów pewnie udałoby się uniknąć, gdyby władze Warszawy przekazały szkole samodzielny obiekt, w którym mogłaby się odbywać działalność oświatowa…?

– Naszą największą bolączką jest to, że nie mamy własnej siedziby i musimy ciągle wynajmować pomieszczenia. Można powiedzieć, że jesteśmy tułaczami, ponieważ dla szkoły z internatem władze miasta stołecznego Warszawy wciąż nie potrafią znaleźć dla odpowiednich pomieszczeń. Jesteśmy więc skazani na to, żeby wynajmować pomieszczenia, co przy niekomercyjnej szkole, która utrzymuje się tylko z dotacji resortu edukacji oraz wsparcia Senatu RP, jest rzeczą niezwykle trudną. Uczeń, którego edukuje nasza placówka, wymaga dużo większego nakładu sił, ale też finansowego ze względu na różne potrzeby. Ale te poniesione nakłady zaangażowania, a także finansowe się zwracają. Już 14 lat kształcimy polską młodzież ze Wschodu, przyczyniliśmy się także do powrotu do Polski wielu rodzin, i to wcześniej, zanim problem repatriacji został ruszony. Można zatem powiedzieć, że pomoc tym ludziom, tej polonijnej młodzieży jest inwestycją w przyszłość, która się na pewno zwróci niewspółmiernie do kosztów, jakie na bieżąco musimy ponosić. Szkoda tylko, że z wieloma problemami, jak chociażby lokalowe, jesteśmy osamotnieni instytucjonalnie.

Jak wygląda pomoc państwa? Wspomniała Pani o wsparciu ze strony MEN oraz Senatu.

– W zeszłym i w tym roku otrzymaliśmy z MEN dotacje na kształcenie uczniów, którzy wracają do Polski, ale słabo znają ojczysty język. Stąd też wymagają dużo większego zainteresowania i zwiększonej liczby zajęć, które pozwolą im opanować język polski i wyrównać poziomy w nauczaniu. Natomiast jeśli chodzi o kwestie utrzymania, to od 2012 r., który był rokiem kryzysowym, kiedy pieniądze związane ze wsparciem Polonii i Polaków przejęło MSZ, wówczas założyliśmy Fundację „Dla Polonii” i wielu ludzi, którym bliski jest los Polonii na Wschodzie, wspierało nas, fundując wyżywienie i utrzymanie naszych uczniów. Od tego czasu pochodzi też idea naszego mecenatu, gdzie darczyńcy, dobrodzieje szkoły deklarują się wspierać bądź to konkretnych uczniów czy też wszystkich, zwłaszcza tych, którzy pochodzą z rodzin wielodzietnych, a trudna sytuacja materialna, życiowa nie pozwala im na utrzymanie dzieci uczących się w Polsce. Cieszy fakt, że dobro się ujawnia, że serca są otwarte dla Polaków ze Wschodu, dla naszych rodaków – potomków tych, którzy z różnych przyczyn tam się znaleźli. Nie ukrywam, że byłoby nam znacznie łatwiej, gdybyśmy dysponowali własnymi pomieszczeniami, własną siedzibą, wówczas generowalibyśmy znacznie mniejsze koszty niż wynajmowanie. To pozwoliłoby nam spokojniej funkcjonować, bo szkoła nie lubi takich wstrząsów, po prostu musi być bezpieczna i stabilna.   

Dlaczego władze warszawskiego ratusza nie pomogły w uzyskaniu liceum polonijnemu własnego lokum? Skąd ten opór?   

– Na przestrzeni kilkunastu lat na terenie Warszawy były zamykane różne szkoły i za każdym razem liczyliśmy, że chociaż jeden budynek, jeden obiekt trafi do nas, jednak na próżno. Nasza szkoła jest specyficzna i nietypowa w porównaniu z innymi, wymagająca przede wszystkim nieco większego wsparcia. Nasi rodzice nie wpłacają takich pieniędzy, które pomogłyby nam spokojnie egzystować, bo zwyczajnie ich na to nie stać. Natomiast władze Warszawy, zamiast nam przekazać taki czy inny obiekt, wolały przeznaczyć go na cele komercyjne. Za każdym razem tłumaczono nam, że szkół, które czekają w kolejce, jest wiele, a my wcale nie jesteśmy najważniejsi.

Jak przebiega akcja społeczna pod hasłem #PowódźWcentrumMiasta?

– Otrzymujemy już wpłaty na konto od darczyńców, od osób, które przejęły się naszą bardzo trudną sytuacją. Akcja ta ma na celu zebranie potrzebnej kwoty przede wszystkim na zakup ławek, które są niezbędne, a częściowo też na zakup podręczników dla młodzieży. Jak obliczyliśmy, tylko na zakup podręczników potrzeba nam ok. 20-25 tysięcy złotych. Wynika to z faktu, że mamy w tym roku więcej uczniów, niż planowaliśmy przyjąć. Tak dużo chętnych się zgłosiło, z tak dobrymi wynikami w nauce i tak pięknie umotywowanym pragnieniem przybycia do Polski, że zamiast dwóch otworzyliśmy trzy klasy pierwsze. W tej chwili mamy ok. 160 uczniów, w tym kilku na poziomie gimnazjalnym, bo mamy jeszcze dwie klasy gimnazjum zgodnie z reformą włączone do liceum. Ponadto reaktywujemy naszą szkołę podstawową, gdzie też mamy uczniów ze Wschodu, z tym że nie mieszkają oni w internacie, ale są dowożeni przez rodziców, którzy już mieszkają w Polsce i tu pracują bądź starają się znaleźć zatrudnienie. Są oni bardzo zainteresowani, aby ich dzieci uczęszczały do takiej właśnie szkoły, która poświęca takim dzieciom więcej czasu, a my potrafimy z takimi dziećmi pracować. To ważne, aby te dzieci nie gubiły się wśród innych uczniów, którzy świetnie znają język polski, bo urodzili się w Polsce.

Jak jeszcze można pomóc Liceum Polonijnemu?

– Jeśli ktoś zechce się zainteresować losem naszych uczniów, to można zostać mecenasem wybranych osób i wspierać ich kształcenie oraz pobyt w Polsce dobrowolnie i w dowolny sposób. Ważne dla nas jest to, żeby to było wsparcie systematyczne, bo to nam ratuje budżet szkoły, czyli umożliwia pokrycie kosztów utrzymania i wyżywienia uczniów. Natomiast jeśli chodzi o środki na odtworzenie pracowni informatycznej, wyposażenie sal lekcyjnych oraz zakup podręczników i pomocy naukowych dla Liceum Polonijnego po powodzi, to można wpłacać dobrowolne kwoty na konto: Fundacja Dla Polonii, ul. Bobrowiecka 9, 00-728 Warszawa, numer konta: 86 1240 6175 1111 0010 4598 7860, w tytule przelewu należy wpisać „Darowizna powódź”. Każde wsparcie jest ważne i cenne. Warto też odwiedzić stronę Fundacji „Dla Polonii”, gdzie także jest numer konta, na które można wpłacać pieniądze: 86 1240 6175 1111 0010 4598 7860. Zapraszam również do odwiedzenia strony internetowej http://witajciewdomu.pl/powodz-w-centrum-miasta, gdzie też znajduje się informacja, jak można pomóc liceum i młodzieży polonijnej. Za każdy przejaw życzliwości z góry bardzo dziękujemy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl