logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Rozdmuchiwanie kosztów

Poniedziałek, 11 września 2017 (18:51)

Amber Gold mogło być pralnią pieniędzy – ocenił świadek zeznający przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold.

 

Posłowie pytali Ireneusza Dylczyka, byłego dyrektora marketingu linii lotniczych Jet Air, które zostały przejęte przez Amber Gold, o jego zeznania w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Powiedział on wówczas, że firma ta mogła być pralnią pieniędzy. – Moje odczucie było takie, że generalnie coś tu jest nie tak – stwierdził Ireneusz Dylczyk w Sejmie.

Wskazał, że mimo deklaracji małżeństwa P., że Jet Air miały być linią niskokosztową, to jednak koszty funkcjonowania spółki były „rozdmuchiwane do bizantyjskich rozmiarów”. – Trudno, mając wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje ten rynek, jak funkcjonują tacy przewoźnicy, nie odnieść wrażenia, że koszty są rozdmuchiwane nieproporcjonalnie – zeznał były pracownik linii.

Dylczyk zaznaczył, że „nie ocenialiśmy, jak może wyglądać ten proces” prania pieniędzy. – Nie wiem, czy było to wyprowadzanie pieniędzy, ale akcje marketingowe były ogromne, pieniądze na to szły naprawdę gigantyczne – powiedział, zaznaczając, że nie decydowano o tym w Jet Air.

Posłowie z komisji śledczej pytali go, jaki był sens inwestowania w upadającą firmę tak dużych pieniędzy. – To nie do końca jest tak, że zainwestowanie 300 mln zł w upadającego przewoźnika jest abstrakcją i nonsensem. To ma sens pod warunkiem, że jest to prowadzone w odpowiedni sposób – odpowiedział Dylczyk. Świadek zeznał, że nie wiedział, czym było Amber Gold i z jakiej dokładnie działalności pochodziły pieniądze, które zostały zainwestowane w linie. – Jeśli chodzi o pochodzenie kapitału, to osobiście miałem świadomość, że pochodzi z innej działalności państwa P. Nie oceniałem, czy Amber Gold to piramida finansowa, parabank, bo się na tym nie znam – powiedział przed komisją śledczą.

Linie lotnicze Jet Air zostały przejęte przez spółkę Amber Gold w połowie 2011 r. Następnie przejęła ona większościowe udziały także w liniach OLT Germany i Yes Airways, tworząc linie OLT Express. Pod tą nazwą rozpoczęły one działalność w kwietniu 2012 r. Upadłość ogłosiły pod koniec lipca tego roku, niecały miesiąc przez upadłością Amber Gold.

Przed komisją zeznawał też gdański biznesmen Marius Olech, który miał być inwestorem w Jet Air, zanim weszła do linii Amber Gold. – Nigdy nie byłem zainteresowany żadnymi inwestycjami w linie lotnicze – zaprzeczył Olech. Tak samo jak dementował informacje, że miał obiecywać szefom Jet Air pomoc w poszukiwaniu inwestora. Olech stwierdził też, że nie znał szefa Amber Gold Marcina P.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik