logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zaskakujące zmiany

Wtorek, 9 stycznia 2018 (22:33)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Spektakl pt. rekonstrukcja rządu zakończony. Prawie wszystko jest jasne. Te zmiany chyba nie bardzo Pana zaskakują, zwłaszcza że w trakcie poprzednich rozmów wskazywał Pan na nazwiska, które mogą zostać zagospodarowane?

– Temat rekonstrukcji żył własnym życiem od dobrych kilku miesięcy, dlatego więc pamięcią wracam do naszych wcześniejszych rozmów, kiedy owszem mówiłem chociażby o byłym już marszałku Joachimie Brudzińskim, który mógłby objąć resort MSWiA. Podobnie wspominałem też o Jadwidze Emilewicz, która – jak się okazuje – objęła kierownictwo w rządzie, w nowym resorcie przedsiębiorczości i technologii, wspominałem też o ewentualnym przejściu Mariusza Błaszczaka do Ministerstwo Obrony Narodowej, co też stało się faktem. Myślę, że ogłoszone dziś zmiany są efektem pewnego kompromisu. Tak czy inaczej te i inne roszady, które się dokonały są pewnym odświeżeniem wizerunkowym rządu, ale poniekąd też sporym zaskoczeniem, bowiem osoby takie jak Antoni Macierewicz czy prof. Jan Szyszko odchodzą. I to jest chyba największym zaskoczeniem, bo obaj ministrowie wydawali się być pewniakami.

Czy zatem możemy mówić o trzęsieniu ziemi w rządzie?

– Może nie aż tak, ale z całą pewnością jest to potwierdzenie jednej ważnej reguły, że w polityce nie ma nic pewnego, nie ma nic na wieczność. W polityce się bywa, a miejsca i fotele nawet te najbardziej zaszczytne są bardzo gorące. I wszystko – jak widzimy – może się wydarzyć.  Tak czy inaczej premier ma prawo dobierać sobie współpracowników i tak najpewniej się stało.

W spekulacjach medialnych było głośno, że premier Mateusz Morawiecki nie ma zaplecza politycznego. Tymczasem, jak widać, jest skuteczny…

– Objęcie sterów rządu przez premiera Mateusza Morawieckiego stało się doskonałym pretekstem do przeprowadzenia głębokiej zmiany w strukturach władzy. Tak to można i należy nazwać. Do rządu, którym kieruje Morawiecki, weszły nie tylko osoby związane z obecnym premierem, ale też osoby sprawdzone w ramach Zjednoczonej Prawicy. Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz pełniła funkcję wiceministra w resorcie rozwoju kierowanym przez Mateusza Morawieckiego, również obecna minister finansów Teresa Czerwińska zajmowała dotąd fotel podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mamy zatem dowartościowanie pewnych osób, czyli pokazanie, że gabinet premiera Mateusza Morawieckiego będzie chciał postawić na profesjonalizm i na jeszcze większą merytorykę. Pojawia się też nowy resort Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju na czele z Jerzym Kwiecińskim. Jedyną niewiadomą jest to, kto zostanie nowym ministrem cyfryzacji, zastępując Annę Streżyńską, bo jak słyszymy, resort zostaje. Tak czy inaczej mamy zatem pewne nowe otwarcie w rządzie Zjednoczonej Prawicy i czas pokaże, jak te zmiany będą owocować.

Wspomniał Pan o tym, że objęcie funkcji przez premiera Morawieckiego stało się pretekstem do głębokiej zmiany w strukturach władzy. Część ministrów odchodzi…

– Nie zdziwiłbym się, gdyby były minister Antoni Macierewicz otrzymał propozycję objęcia funkcji marszałka Sejmu. Obejmujący resort spraw wewnętrznych Joachim Brudziński tworzy wakat na stanowisku wicemarszałka Sejmu, więc nie wykluczałbym, że w tej roli – jako formę rekompensaty za utratę stanowiska szefa MON – wkrótce możemy ujrzeć Antoniego Macierewicza. Czy tak się stanie, czas pokaże. Pytanie jest tylko, co dalej z ministrem Janem Szyszko. Czy powróci do pracy w Sejmie czy może są jeszcze jakieś inne warianty, ale nie spieszmy się w rozdawaniu kart. Jedno jest pewne, że część osób, które dotychczas zasilały ławy rządowe, będzie się musiała odnaleźć w nowej rzeczywistości i jako przedstawiciele partii rządzącej będą mieli nowe zadania.

Premier Morawiecki oddaje resort finansów i rozwoju...

– Minister Kwieciński był dotychczas jednym z najbliższych współpracowników premiera, a wcześniej wicepremiera Morawieckiego, podobnie jak min. Emilewicz. Miałem przyjemność współpracować z tymi osobami i mogę powiedzieć, że są to fachowcy, osoby bardzo merytoryczne. Również minister finansów Teresa Czerwińska, której nie znam, wydaje się być osobą bardzo kompetentną. Tak czy inaczej widać, że wszystkie te zmiany – nie znam się na służbie zdrowia, ale słyszałem bardzo pochlebne opinie o min. Łukaszu Szumowskim. Wszystko to pokazuje, że możemy mieć do czynienia z bardzo ciekawym, merytorycznym, eksperckim rządem.     

Jakie znaczenie ma zmiana na stanowisku szefa MSZ w kontekście relacji Polski z Komisją Europejską?

– Być może ta zmiana da nowy impuls we wzajemnych relacjach. Czy tak będzie, zobaczymy. Czy ten manewr z nowym człowiekiem w roli szefa polskiej dyplomacji się sprawdzi, pokaże przyszłość. Osobiście liczyłem, że nowym szefem polskiej dyplomacji zostanie Konrad Szymański. 

Czy pozycja negocjacyjna premiera Morawieckiego z Komisją Europejską będzie po tych zmianach mocniejsza?

– Z całą pewnością będzie inna. Jednocześnie – jeśli chodzi o negocjacje z kierownictwem Komisji Europejskiej – nic się nie zamyka. Właściwie wszystkie karty pozostają na stole, a foteli wręcz przybędzie do rozmów. Jestem zdania, że jeśli chodzi o relacje na linii Komisja Europejska – polski rząd, czeka nas ciekawa zima i wiosna. Przy czym jestem optymistą, jeśli chodzi o wypracowanie wspólnego porozumienia.

Jak po nowym rozdaniu w składzie rządu będą się układały relacje z prezydentem Dudą, które, co by nie powiedzieć, nie były najlepsze?   

– W trakcie uroczystości w Pałacu Prezydenckim zwróciłem uwagę na nieco dłuższą rozmowę prezydenta Dudy z min. Błaszczakiem, co pokazuje, że relacje obu panów są dobre, co pozytywnie rokuje na przyszłość. Zresztą te relacje Andrzeja Dudy z Mariuszem Błaszczakiem zawsze były dobre. Tak czy inaczej mamy nowe rozdanie. Jest pewien ukłon w stronę prezydenta, ale tak wygląda życie, gdzie nie zawsze wszyscy muszą za sobą przepadać. Jedni potrafią ze sobą współpracować, innym przychodzi to trudniej. Owszem, kiedy jest chemia, to jest bardzo dobrze, ale nie zawsze tak musi być, a współpracować dla Polski trzeba. W przypadku prezydenta Dudy i min. Macierewicza tej chemii nie było.

Chciałbym, żeby rząd Zjednoczonej Prawicy był rządem zjednoczonej Polski – mówił premier Morawiecki. Czy to realne i czy skład tego rządu przybliża nas do tego?

– To się okaże. Poczekajmy. Póki co mamy pewne zarysowanie planu – w mojej ocenie – bardzo realnego planu gospodarczego, na którym zasadzają się ważne programy społeczne. Pytanie tylko, jak ten plan będzie realizowany. Ważne jest – jak powiedział w swoim dzisiejszym wystąpieniu premier Morawiecki – żebyśmy budowali Polskę silną i bezpieczną, która łączy gospodarkę ze społeczeństwem, którą łączy prawo ze sprawiedliwością.

W jakim kierunku będzie teraz zmierzał rząd premiera Morawieckiego i jaką rolę widzi Pan dla opozycji?

– Sądzę, że ten plan – plan gospodarczy jest już dawno nakreślony, a premier Mateusz Morawiecki, który jasno mówił o priorytetach podczas swojego expose, jest gwarantem, że ten program będzie konsekwentnie realizowany. Opozycja totalna już zaczyna krytykować, wyznając zasadę, że im gorzej, tym lepiej. Co by jednak nie powiedzieć, zabawa w anty-PiS już się skończyła, ten temat już nie chwyta społecznie. Tymczasem każdy rząd, żeby dobrze realizował swoją misję, potrzebuje dobrej, konstruktywnej opozycji. My w klubie Kukiz’15 przyjęliśmy zasadę, że chcemy być opozycją dla dobra Polski. Na dobrej opozycji – wbrew pozorom – spoczywa nie mniejsza odpowiedzialność niż na rządzących, bo to, że nie reagujemy jako opozycja wtedy, gdy trzeba, też jest problemem. Siła dobrej opozycji polega na tym, że chcąc nie chcąc, też bierze ona udział w rządzeniu i odpowiada za to, co się dzieje w Polsce. Opozycja totalna otrzymała orzech do zgryzienia, ale znając tych polityków, spodziewam się działań destruktywnych.

 Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl