logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Opozycja w chaosie

Sobota, 13 stycznia 2018 (12:50)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak to rozumieć, że Platforma i Nowoczesna, które mienią się partiami hołdującymi tolerancji i wolności, łamią kręgosłupy moralne, naciskając na swoich posłów, aby głosowali za projektem umożliwiającym zabijanie dzieci nienarodzonych, a przeciwko inicjatywie ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”?

– Widać, że Platforma Obywatelska, szukając wszelkich, możliwych odniesień opozycyjnych przeciwko Prawu i Sprawiedliwości zapętliła się we własne sieci. Politycy tej formacji wspomagając, a często firmując „czarne marsze”, sami się radykalizowali, szukając w tym środowisku oparcia. Na tym polu konkurowali z Nowoczesną, SLD i innymi radykalnymi ruchami. Przy czym w swych szeregach Platforma nie miała aż tak zradykalizowanych polityków, bo jak wiadomo – całkiem spora część członków tej formacji to ludzie bardziej usposobieni biznesowo, a nie ideologicznie. Tak czy inaczej uwikłali się w całą tę brudną grę, chcąc być bardziej wiarygodni dla lewackiego elektoratu, ale nie mając panowania nad swoimi posłami w tym zakresie. Stąd efekt jest taki, jak widzimy.

Czy nie jest to też swojego rodzaju próba oczyszczenia swoich szeregów przez Grzegorza Schetynę?

– Grzegorz Schetyna może w ten sposób umacniać swoją pozycję i władzę w partii, ale z pewnością nie jest to korzystne dla Platformy. Jeśli zsumować wszystkie te elementy, to tak czy inaczej wychodzi gigantyczna klapa.             

Zarząd Krajowy Platformy wykluczył troje posłów Joannę Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka, również troje posłów Nowoczesnej – na znak protestu – zawiesiło swoje członkostwo w partii, a jeden Adam Cyrański opuścił jej szeregi. Opozycja jest w rozsypce?

– Dokładnie. Po pierwsze, opozycja totalna jest wewnętrznie, ale też na polu międzypartyjnym skonfliktowana, a po drugie – wewnątrz tych ugrupowań są silne napięcia: – Nowoczesna na naszych oczach praktycznie ulega dekompozycji, a Platforma przynajmniej osłabieniu. Różnica polega tylko na tym, że Platforma posiada bardzo wysokie subwencje na działalność z budżetu państwa, co jest elementem scalającym tę formację, natomiast Nowoczesna w związku z naruszeniem Kodeksu wyborczego taką dotację utraciła. I jeśli to wszystko zsumować, to można oczekiwać, że na scenie politycznej poza tymi, które znamy z parlamentu, pojawią się jakieś inne, nowe byty.

W jaką stronę zmierza Platforma, która uważała się za partię prawicową, a w której jak widzimy, nie ma już miejsca dla osób o poglądach konserwatywnych?

– Platforma po klęsce w wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2015 roku jest mocno rozchwiana. Można powiedzieć, że miota się od ściany do ściany, rozpaczliwie poszukując wyjścia z największego kryzysu od chwili powstania. Ponadto wewnątrz tego ugrupowania trwa rywalizacja liderów, którzy chcieliby odsunąć od władzy Grzegorza Schetynę. To powoduje, że sam przewodniczący Platformy wygłasza często różne sprzeczne komunikaty w tych samych sprawach. I tak z jednej strony Platforma mówi o rzekomym powrocie do zasad konserwatywnych, do wartości chrześcijańskich, ale z drugiej strony chce głosować i de facto głosuje za skrajnie lewackim projektem umożliwiającym zabijanie nienarodzonych dzieci, wyciągając konsekwencje wobec tych posłów, którzy myślą i głosują inaczej. Również sam Grzegorz Schetyna często zmienia zdanie w sprawie imigrantów, raz będąc przeciwko ich przyjmowaniu, a raz za otwarciem granic na imigrantów muzułmańskich. Podobny dwugłos dotyczy Programu „Rodzina 500+”. To pokazuje, że w szeregach Platformy mamy totalny chaos.

Z czego Pana zdaniem ten chaos wynika?  

– Ten chaos, kryzys, podziały czy gry frakcyjne wynikają ze słabości przywództwa. Grzegorz Schetyna nie jest przywódcą, jakim był Donald Tusk, który mocno trzymał w karbach Platformę, usuwając czy też odstawiając na bok swoich politycznych przeciwników. Nic zatem dziwnego, że za Grzegorza Schetyny Platforma ma tak niskie notowania i jeszcze mniejszą skuteczność.

Czy Platforma, skręcając mocno na lewo, ma jakiekolwiek szanse na zaistnienie w tym obszarze?

– Na lewicy jest bardzo gęsto. I nie chodzi tu tylko o ugrupowania parlamentarne takie jak Nowoczesna, ale przecież za progiem parlamentu czeka jeszcze SLD, Partia Razem, po lewej stronie są też pozostałości po Ruchu Palikota i wiele innych mniejszych bytów politycznych. Poza tym wiarygodność Platformy w tym środowisku, szczególnie w środowisku feministyczno-aborcyjnym, jest nikła, w związku z czym ten kierunek jest zupełnie nieadekwatny w stosunku do tego, jak kształtuje się scena polityczna w Polsce. To wszystko sprawia, że Platforma utrwala wśród Polaków negatywny obraz partii bezideowej.

Może to świadczyć o zmierzchu Platformy?                   

– Tak jak wspomniałem, Platforma trzyma się jeszcze na powierzchni ze względu na finanse, które – nawet w momentach mocno kryzysowych – dają liderowi ugrupowania narzędzia funkcjonowania. Wiadomo przecież, że wybory to duży koszt, a bez odpowiednich środków skuteczna kampania jest bardzo trudna do przeprowadzenia. Natomiast wyraźnie widać, że Platforma rozjeżdża się coraz bardziej, osłabia, ma poważne problemy. Niewiadomą jest także to, czy i jak długo sam Grzegorz Schetyna – jako przywódca tej formacji – utrzyma się na ostrym zakręcie. To jest bardzo duży znak zapytania.  

Kryzysy w Platformie i Nowoczesnej wywołują dyskusję na temat powstania nowej formacji politycznej. Czy jest w Polsce jest przestrzeń dla nowej liberalno-lewicowej partii?

– Nie można takiego wariantu wykluczyć, tylko że bardzo trudno jest stworzyć taką przestrzeń. Taka partia mogłaby powstać na gruntach Nowoczesnej, która tak czy inaczej będzie jeszcze jakiś czas dogorywać. Z kolei sama Platforma tak łatwo zatopić się nie da. Przypomnę tylko, że ugrupowanie to ma jeszcze rozbudowane swoje struktury tu i ówdzie w samorządach. Oczywiście Platforma słabnie i będzie słabnąć jeszcze bardziej, bo jak widać, z jej szeregów odchodzą posłowie, odchodzą samorządowcy, co widać w różnym miejscach kraju, a więc partia ta sypie się, ale jakiś czas będzie jeszcze egzystować. Natomiast jeśli przegrają, a opozycja totalna przegra jedne czy drugie wybory: samorządowe, a następnie parlamentarne, to wydaje się, że byłby to ostateczny sygnał do tego, żeby próbować po stronie liberalno-lewicowej tworzyć nowy polityczny byt i szukać nowego lidera dla takiego projektu.

Wracając jeszcze do projektu ustawy „Ratujmy kobiety” wprowadzającego aborcję na życzenie , za skierowaniem go do prac w komisji zagłosowało 58 posłów PiS z prezesem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem na czele. Jak rozumieć ten krok?

– Politycy Prawa i Sprawiedliwości argumentowali ten fakt obietnicą złożoną wyborcom jeszcze podczas kampanii parlamentarnej, że żaden z projektów społecznych w odróżnieniu od tego, co czyniła Platforma, nie zostanie odrzucony, ale będzie procedowany w komisjach i odrzucony dopiero w momencie ostatecznego głosowania w Sejmie. Taka jest argumentacja, czyli że tych 58 posłów teraz głosowało nie za aborcją, ale za tzw. demokracją. Jednakże trzeba też wiedzieć, że ten lewacki projekt, nie wiedzieć czemu nazwany „Ratujmy kobiety”, jest tak odrażający, że skłonił niektórych posłów Platformy, a nawet Nowoczesnej do wyrażenia protestu. Osobiście stoję na stanowisku, że są jednak pewne granice, których nie wolno przekraczać, a zatem nie ma nad czym dyskutować. W innym wypadku oznaczałoby to, że każdy absurdalny projekt można wysuwać i debatować nad wszystkim. Pomijając to taką a nie inną przyjęto strategię. Ta taktyka wybiła kompletnie argumenty opozycji, bo skoro PiS-owscy posłowie – po części – poparli to, żeby procedować dalej nad wszystkimi projektami, to nie sposób tej partii zarzucić, że jest „niedemokratyczna”, bo realnie o tym zadecydowali posłowie opozycji. Tak więc być może była to taktyka na pogłębienie chaosu w łonie opozycji. Natomiast sam fakt, że w tym wypadku mieliśmy do czynienia z projektem nieludzkim umożliwiającym zabijanie dzieci nienarodzonych, jest nie do zaakceptowania pod względem moralnym. Tego się nie da wytłumaczyć.

Dziękuję za rozmowę.             

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl