logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Gendermonity kuratora

Czwartek, 31 października 2013 (02:00)

Mazowiecki kurator oświaty rozsyła do przedszkoli ankietę z pytaniem, czy placówki realizują genderowe programy równościowe.

 

Na skutek licznych pytań kierowanych do Ministerstwa Edukacji Narodowej cztery kuratoria zweryfikują, czy przedszkola konsultowały z rodzicami wprowadzenie programu „Równościowe przedszkole”.

Równościowa ankieta, do jakiej dotarł „Nasz Dziennik”, została skierowana przez Mazowieckiego Kuratora Oświaty do dyrektorów publicznych i niepublicznych przedszkoli oraz innych form wychowania przedszkolnego województwa mazowieckiego. Zamieszczono w niej tylko jedno pytanie dotyczące konkretnego programu: „Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć”.

Placówki zostały zobowiązane do odesłania ankiet zawierających odpowiedź tak/nie i dane placówki do 29 października. O tym, do czego posłużą dane, dyrektorów nie poinformowano.

Dopytywane przez „Nasz Dziennik” kuratorium lakonicznie stwierdziło, że dane zbierane są „na potrzeby wykonywania zadań służbowych”.

– W ramach sprawowanego nadzoru pedagogicznego zostanie sprawdzone, zgodnie z dyspozycją ministra edukacji narodowej, czy działania związane z realizacją ww. programu są zgodne z zapisami ustawy o systemie oświaty, tj. z art. 1 pkt 2 oraz art. 54 ust. 2 pkt 1a i ust. 7 – informuje Andrzej Kulmatycki, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Warszawie. Chodzi zatem m.in. o weryfikację, jak system oświaty (poprzez placówkę) „wspomaga wychowawczą rolę rodziny oraz jakie znaczenie ma głos rodziców przy wprowadzaniu programów równościowych”.

Potwierdza to MEN, które wyjaśnia, że program wychowawczy w przypadku przedszkoli samorządowych uchwala rada rodziców w porozumieniu z radą pedagogiczną. Natomiast w przypadku pozostałych przedszkoli organ wskazany w statucie przedszkola. – Tak skonstruowane prawo daje rodzicom wpływ na treści wychowawcze realizowane w placówce, do której uczęszczają ich dzieci – podkreśla resort.

Kontrole sposobu wprowadzenia programu równościowego do oferty przedszkoli zostaną przeprowadzone przez kuratoria w czterech województwach: mazowieckim, łódzkim, śląskim i dolnośląskim. Jak wyjaśnia resort, ma to związek z kierowanymi doń pytaniami dotyczącymi realizacji w przedszkolach programu „Równościowe przedszkole”. Czterech kuratorów oświaty ma sprawdzić „w trybie kontroli doraźnej, czy w placówkach przedszkolnych, w których wspomniany program jest realizowany, rodzice zostali o tym poinformowani oraz odbywa się to za ich zgodą”.

O program „Równościowe przedszkole” w swoich interpelacjach kierowanych w ostatnich miesiącach do ministra edukacji narodowej pytali posłowie PiS (Elżbieta Rafalska, Elżbieta Kruk, Artur Górski i Stanisław Pięta). W odpowiedzi na te wystąpienia MEN dotąd stosowało jednakowy szablon i podkreślało m.in., że projekt „nie był zatwierdzany przez MEN, nie jest także realizowany jako efekt konkursów ogłaszanych przez MEN i współfinansowanych ze środków unijnych”. Jak wskazywał wiceminister Przemysław Krzyżanowski, „decyzja o udziale przedszkoli i szkół w różnego rodzaju projektach edukacyjnych, w tym współfinansowanych ze środków UE, należy wyłącznie do dyrektora placówki, który kieruje jej działalnością i sprawuje nadzór pedagogiczny”.

Jedynym obowiązującym tu dokumentem jest podstawa programowa określająca umiejętności, które uczeń powinien nabyć po zakończeniu danego etapu edukacyjnego. Jak wskazało MEN, zanim program zostanie wdrożony, dyrektor może zasięgnąć opinii nauczyciela mianowanego lub dyplomowanego posiadającego wykształcenie wyższe i kwalifikacje do pracy w przedszkolu, konsultanta lub doradcy metodycznego pod kątem zgodności programu z podstawą programową wychowania przedszkolnego i dostosowania programu do potrzeb i możliwości dzieci, dla których jest przeznaczony.

Krzyżanowski podkreślił również, że w „kompetencji rady rodziców leży m.in. uchwalanie w porozumieniu z radą pedagogiczną programu wychowawczego przedszkola/szkoły obejmującego wszystkie treści i działania o charakterze wychowawczym skierowane do uczniów”.

Indoktrynacja w przebraniu

Mottem budzącego ogromne kontrowersje programu „Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć” jest rymowanka: „Bawię się z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie. Czy jestem dziewczynką, czy jestem chłopakiem, mogę być pilotką, mogę być strażakiem. Czy jestem chłopakiem czy jestem dziewczynką, bawię się lalkami i olbrzymią piłką. Bawię się z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie”.

„Namawiamy do tego, by wszelkim bajkom, wierszykom, inscenizacjom, zabawkom, ćwiczeniom, ale także swojemu zachowaniu przyglądać się przez równościowe okulary. Jak to zrobić? To jest właśnie cel naszego programu” – piszą jego autorki.

Jak dalej wskazują, zamierzeniem jest „przekonanie nauczycielek, które z kolei będą potrafiły przekonać dzieci, że bez względu na to, czy urodziły się dziewczynką, czy chłopcem, mają w życiu takie same możliwości i szanse”. Ich zdaniem, obowiązująca podstawa programowa jest napisana „charakterystycznym, ślepym na płeć językiem: mówi o ’dziecku’ i ’nauczycielu’”. „Małe dzieci określane są rodzajem nijakim, tak, jakby nie miały w ogóle płci, ani kulturowej, ani biologicznej. W odniesieniu do nauczycieli i nauczycielek używa się pozornie tylko neutralnej formy męskiej” – wskazują autorki.

Ponadto w ich ocenie, rodzice nie są dobrymi wychowawcami swoich dzieci, ponieważ utrwalają stereotypy i nie posiadają fachowej wiedzy potrzebnej do prawidłowego rozwoju najmłodszych.

Autorki w swojej pracy proponują takie rozwiązania, jak likwidacja kącików zabaw typowo chłopięcych i typowo dziewczęcych czy wprowadzanie neutralnych zabawek, przeredagowywanie bajek pod kątem zmiany płci głównych bohaterów czy zabawy w przebieranie: „Trzy lub cztery osoby opuszczają z nauczycielką pomieszczenie. Zanim powrócą, mają podjąć decyzję, czy wracają jako chłopcy, czy dziewczęta. Pozostałe dzieci mają po ich zachowaniu, ruchach odgadnąć ich płeć”. Projekt autorstwa Anny Dzierzgowskiej, Joanny Piotrowskiej, Ewy Rutkowskiej był współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Kosztem dziecka

Jak podkreśliła w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Urszula Dudziak z Instytutu Nauk o Rodzinie i Pracy Socjalnej KUL, najważniejszą sprawą jest dobro dziecka i nie może być tak, że jakieś instytucje zewnętrzne, organizacje, stowarzyszenia czy urzędnicy próbują realizować swoje cele jego kosztem.

– Zadaniem starszego pokolenia jest troska, opieka i wychowanie młodszego pokolenia. W centrum uwagi powinien być mały człowiek, który dopiero wchodzi w życie, rozwija się. Jemu trzeba zapewnić jak najbardziej właściwe warunki rozwoju – ocenia.

Według niej, niepokojącym zjawiskiem jest tendencja do wrzucania na barki małego dziecka rozmaitych problemów ludzi dorosłych. – Taka rzecz jest niedopuszczalna. Wszelkie działania względem małego dziecka trzeba konsultować z psychologami rodzinnymi, opierać na psychologii rodziny. Nie mogą to być zalecenia grup, które z psychologią rozwojową, pedagogiką rozwojową nie mają nic wspólnego – dodaje.

Zdaniem prof. Dudziak, zejście na poziom przedszkoli z programami równościowymi ma swój cel. To chęć wykorzystania tzw. prawa pierwszych połączeń. Niestety często dobro dziecka nie jest tu traktowane priorytetowo. Stąd też istotną rolę w edukacji młodego pokolenia mają rodzice.

– Oni są pierwszymi wychowawcami dziecka. Im można w różnych kwestiach pomagać, ale nie można zastępować ich roli poprzez rozmaite instytucje, stowarzyszenia czy organizacje – tłumaczy prof. Dudziak. Jak dodaje, obawą wielu rodziców jest niepokojąca tendencja do wyrywania dziecka z rodziny.

Część rodziców może nawet nie zdawać sobie sprawy, że coś może zagrażać dziecku, że ktoś może traktować je manipulacyjnie, szczególnie gdy dzieje się to w takich placówkach jak przedszkola. – Ważne jest to, by wybrać dobre przedszkole, które będzie pomagało w rozwoju dziecka, a nie krzywdziło je – wskazuje prof. Urszula Dudziak.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik