logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Gender łamie prawo

Środa, 15 stycznia 2014 (02:00)

Próba forsowania genderowych programów w szkołach jest niezgodna z ustawą oświatową oraz misją zawodu nauczyciela.

 

Programy edukacyjne oparte na ideologii gender są niezgodne z ustawą o systemie oświaty – twierdzą prawnicy. Takiego zdania jest m.in. Andrzej Mariusz Łach, radca prawny i wykładowca z Gdańskiej Szkoły Wyższej, Wydziału Zamiejscowego w Słupsku.

Łach napisał ekspertyzę po tym, jak okazało się, że program edukacyjny „Równościowe przedszkole”, forsowany w polskich placówkach, wywołał sprzeciw rodziców.

Problem poruszyli też w specjalnym liście pasterskim polscy biskupi. Program wprowadza Fundacja Edukacji Przedszkolnej za pieniądze pozyskane z Unii Europejskiej. Rodzice dzieci z przedszkola w Rybniku-Chwałowicach zrezygnowali z udziału przedszkolaków w projekcie „Szczęśliwa 15”. Program zakładał uruchomienie 15 dodatkowych oddziałów w przedszkolach w Rybniku.

6 listopada ub.r. rodzice otrzymali pismo z informacją, że rezygnacja z grupy projektowej jest równoznaczna ze skreśleniem dziecka z listy wychowanków. W zamian zaproponowano im miejsce w przedszkolu na przeciwległym krańcu miasta. Takie działania rodzice odebrali jako formę dyskryminacji światopoglądowej. 

Jaki system

W ocenie Andrzeja M. Łacha, wdrażanie ideologii gender w procesie kształcenia i wychowania dzieci i młodzieży jest niezgodne z przepisami ustawy o systemie oświaty z 1991 roku. Preambuła do ustawy określa, że „nauczanie i wychowanie – respektując chrześcijański system wartości – za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki”.

„Bezspornie wolą i intencją ustawodawcy jest, aby w procesie nauczania i wychowania uznawać za wzorzec ’chrześcijański system wartości’. Dlatego proces kształcenia i wychowania powinien być oparty tylko i wyłącznie na nim” – pisze prawnik.

Dodaje też, że w trzecim zdaniu preambuły zawarta jest fraza: „kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości ojczyzny oraz poszanowaniu dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata”. „Otwarcie na wartości kultur Europy i świata wykluczałoby ex definitione akceptowanie i otwartość na idee wartości kontrkultury, co jest wyróżnikiem tzw. ideologii gender (kontrkultura i nihilizm). Eksplikując, podmioty systemu oświaty, które realizowałyby w programach ideologię gender w kształceniu i wychowaniu dzieci i młodzieży, naruszyłyby podstawowe zasady tego procesu zawarte w preambule do ustawy o systemie oświaty” – twierdzi Łach.

Prawnik przypomina, że wszelkie programy nauczania realizowane przez podmioty systemu oświaty muszą uwzględniać rangę preambuły w nauczaniu i wychowaniu. W przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z entropią prawa, zjawiskiem niespójności i niezgodności z treścią, istotą i celem ustawy o systemie oświaty. Co więcej, wszelkie akty normatywne niższej rangi, a dotyczące systemu oświaty, jak również programy nauczania muszą być zgodne z preambułą ustawy.

Zdaniem Łacha, dokonywanie ich interpretacji winno uwzględniać idee i cele zawarte we wstępie do tejże ustawy. Do tego dochodzą konkretne zapisy tej samej ustawy, które mówią m.in. o kształceniu i wychowaniu, odpowiednim do wieku i osiągniętego rozwoju, wspomaganiu przez szkołę wychowawczej roli rodziny, dostosowaniu treści, metod i organizacji nauczania do możliwości psychofizycznych dzieci i młodzieży.

„Przepisy ogólne, jak i szczególne ustawy o systemie oświaty muszą uwzględniać wykładnię preambuły. Gender to kontrkultura, ideologia antynaturalna, antychrześcijańska, zagrażająca jednostce, rodzinie, społeczeństwu i narodowi, a nawet cywilizacji. Konsekwencją powyższego – w płaszczyźnie pojęcia „respektowanie chrześcijańskiego systemu wartości” – jest stwierdzenie, iż w polskim systemie oświaty nie ma miejsca na taką dowolność, w której wprowadzono by idee, wartości niezgodne z kulturą i wartościami chrześcijańskimi” – wyjaśnia prawnik w analizie.

Łach ma nadzieję, że zarówno osoby zarządzające podmiotami systemu oświaty, jak i organy prowadzące szkoły i placówki, zarówno publiczne, jak i niepubliczne, w sposób dokładny przeanalizują programy nauczania i wychowania przy uwzględnieniu ich zgodności z „chrześcijańskim systemem wartości”. 

„Solidarność” protestuje

Wczoraj głos w tej sprawie zabrali członkowie Rady Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Związkowcy apelują do rad pedagogicznych, by działając zgodnie z kompetencjami wynikającymi z ustawy o systemie oświaty, nie wyrażały zgody na wprowadzanie w szkołach i placówkach oświatowych zajęć promujących ideologię gender.

„Niedopuszczalne jest wykorzystywanie systemu oświaty w Polsce do szerzenia szkodliwych treści, zacierających różnice między kobietą i mężczyzną, wprowadzanych nawet na poziomie przedszkola” – napisali w specjalnym oświadczeniu. Przytaczając wyniki badań przeprowadzonych m.in. na Uniwersytecie Harvarda, akcentują, że brak pewności tożsamości płciowej u dzieci poniżej 11. roku życia zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia nieprawidłowości w ich rozwoju seksualnym, psychicznym i fizycznym i może doprowadzić do nieusuwalnych obciążeń psychiki traumatycznymi zaburzeniami – piszą związkowcy.

Nauczyciele przypominają również, że w misję zawodu nauczyciela wpisany jest obowiązek zapewnienia uczniom i wychowankom bezpieczeństwa nie tylko w sferze fizycznej, ale także psychicznej i emocjonalnej. „Rodzice, powierzając nauczycielom swoje dzieci, mają prawo oczekiwać, że treści przekazywane w szkole nie będą naruszały ich praw zagwarantowanych w Konstytucji RP” – czytamy w stanowisku „Solidarności”.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik