logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Podręcznik na siłę

Środa, 19 lutego 2014 (02:01)

Koalicja rządowa przepycha kolanem ustawę o bezpłatnym podręczniku dla najmłodszych uczniów. Dlatego zniesiony ma być przepis o tym, że szkoły muszą do 15 czerwca podać listy podręczników, jakie będą obowiązywać w nowym roku szkolnym.

Takiej treści poprawkę do ustawy o systemie oświaty przeforsowali posłowie Platformy Obywatelskiej na forum sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Nowelizacja ma umożliwić przygotowanie i opracowanie przez resort edukacji „darmowego podręcznika szkolnego” dla klas pierwszych, drugich i trzecich, tak aby 1 września został on wprowadzony do szkół – takie prawo w przypadku szkół artystycznych będzie miał też minister kultury.

Posłowie opozycji, eksperci, nauczyciele, wydawcy i rodzice próbowali przekonać PO, że pomysł rządu jest zły, bo ustawy dają prawo wyboru podręcznika nauczycielom, a nie państwu. Na ten problem wskazywało też Biuro Analiz Sejmowych. Rządu to nie przekonuje. MEN obstaje też przy tym, aby znieść obowiązek podania do 15 czerwca listy podręczników, jakie będą obowiązywać w placówce w nowym roku szkolnym. Resort uważa, że ten termin trzeba przesunąć w interesie… uczniów. – Właściwa jest sytuacja, gdy nauczyciel wybiera podręczniki na różnych poziomach nauczania dopiero po bardzo poważnej diagnozie wiedzy uczniów – mówiła Joanna Berdzik, wiceminister edukacji. I dodała, że zdarzało się, iż w czerwcu podane były wykazy podręczników, a potem nauczyciele zmieniali swój wybór. Pomysłu rządu broniła Platforma.

– Wprowadzony zapis poszerza jedynie możliwości szkoły i nauczyciela. Jeżeli nauczyciel, zwłaszcza początkujący, nie jest pewien, na jakim poziomie są jego uczniowie, to ten zapis pozwala mu się wstrzymać ze zbyt szybkim wyborem konkretnego podręcznika – argumentowała poseł Katarzyna Hall (PO), była minister edukacji.

Chaosie, krocz za mną

Pojawiły się jednak głosy ostrzegające przed dezorganizacją pracy szkół. Uderzy to też w rodziny, bo duża część rodziców nie będzie mogła sobie rozłożyć w dłuższym czasie wydatków związanych z zakupem książek, o czym mówił Wojciech Starzyński, prezes Fundacji „Rodzice Szkole”. – W szkołach funkcjonują kiermasze książek używanych, które rozpoczynają się i kończą w czerwcu. Nie rozpoczną się, jeśli dyrektorzy szkół nie podadzą konkretnej listy podręczników na kolejny rok szkolny – zaznaczył Jarosław Matuszewski, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książek. I dodał, że podstawą do wydrukowania odpowiedniej liczby nakładu podręczników są zamówienia ze szkół. – Jeśli szkoły do połowy czerwca nie złożą zamówień, podręczników we wrześniu nie będzie. Jeżeli dostaniemy informacje o tym, że brakuje książek do polskiego czy matematyki na początku września, to książki będą w listopadzie – ostrzegał.

Niepokoi również pilny tryb prac nad nowelizacją ustawy o oświacie, z którego MEN nie chce zrezygnować. Według zapowiedzi resortu, darmowy dla uczniów podręcznik ma być gotowy już w maju – w ocenie opozycji, ów pośpiech legislacyjny ze strony rządu (pierwsza zapowiedź na temat podręcznika ze strony rządu padła w styczniu, a dziś w Sejmie odbędzie się już drugie czytanie projektu nowelizacji ustawy o oświacie) rodzi obawę o jego merytoryczność. – Metoda jego wprowadzenia jest karkołomna. Chcecie przeforsować ad hoc ideę bezpłatnego podręcznika, ale zabraliście się za to za późno. Wiecie, że już nie zdążycie i dlatego niszczycie ten dobry zapis ustawowy co do zachowania terminu 15czerwca – mówiła poseł Marzena Wróbel (SP). Ale parlamentarzystów PO nie przekonała i poprawka przeszła.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik