logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Kamienie obrazy

Czwartek, 20 lutego 2014 (02:00)

Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej i Rada Fundacji Harcerstwa Drugiego Stulecia w oficjalnych stanowiskach uznały filmowe „Kamienie na szaniec” za obraźliwe.

„Druhny i Druhowie! W połowie zeszłego roku dowiedziałam się, że planowana jest nowa ekranizacja książki Aleksandra Kamińskiego pt. ’Kamienie na szaniec’, i tak jak wszyscy cieszyłam się, bo uważam, że ta historia o młodych harcerzach, o ich odwadze, przyjaźni i służbie Polsce jest warta przypomnienia i upowszechniania. Film był też atrakcyjnie zapowiadany przez materiał promocyjny, który otrzymaliśmy w grudniu 2013 r., podczas spotkania kilku członków Naczelnictwa z przedstawicielami producenta ’Kamieni na szaniec’ Monolith Films. Rozmawialiśmy wówczas o możliwości promocji filmu przez ZHR i wspólnych działaniach wokół premiery. Kiedy jednak poprosiliśmy o możliwość jego obejrzenia, przed podjęciem decyzji o współpracy, okazało się to niemożliwe” – pisze w oficjalnym stanowisku hm. Ewa Borkowska-Pastwa, przewodnicząca ZHR.

W jej ocenie, film, choć może i ciekawy artystycznie, w istocie nie jest „ekranizacją jednej z najsłynniejszych książek XX wieku”, lecz bardzo autorską wizją wydarzeń, nieoddającą ani prawdy historycznej, ani – co ważniejsze – przesłania, jakie ta lektura niosła przez lata.

„Dystrybutor na pokaz zaprosił małe, wyselekcjonowane grono osób, w którym nie znaleźli się oficjalnie przedstawiciele działających organizacji harcerskich. Niektóre kluczowe, a obecne na pokazie osoby poproszone były wcześniej przez producenta o konsultacje i są z nim związane umowami zakazującymi im wypowiadania się publicznie do czasu premiery, ale znamy ich opinie i wiemy, że wręcz wystąpiły do producenta o usunięcie nazwiska z czołówki filmu” – czytamy w piśmie ZHR.

Przeskalowane konflikty

Instruktorów, którzy obejrzeli film, uderzył nieprawdziwy obraz postaw bohaterów (np. próba samobójcza „Zośki” albo przedstawienie osoby prof. Józefa Zawadzkiego – ojca „Zośki” – jako tchórza) i wydarzeń, w których uczestniczyli (nierealna, wręcz westernowa scena pościgu za więźniarką na alei Szucha, groteskowy sposób przedstawienia działalności konspiracyjnej harcerzy) oraz dyskredytowanie dowódców Armii Krajowej i Szarych Szeregów, w tym ich naczelnika Stanisława Broniewskiego „Orszy” i Jana Kiwerskiego, dowódcy Kedywu AK.

„Druh ’Orsza’, którego miałam zaszczyt poznać, był autorytetem w Szarych Szeregach, a dla mojego pokolenia w trudnych czasach niepokornego harcerstwa wzorem i punktem odniesienia. Z jego wielu gawęd zapamiętałam najbardziej słowa wypowiedziane w ’noc stanu wojennego’, kiedy mówił do nas, wtedy młodych drużynowych, że najważniejsza jest prawda w naszych czynach i słowach. Pisałam o tym w grudniowym rozkazie, kiedy cytowałam jego słowa: ’żyjmy w prawdzie, miejmy odwagę cywilną żyć w prawdzie’” – wskazuje autorka stanowiska ZHR.

Modernizm na siłę

Tymczasem film Roberta Glińskiego prawdę tę mocno deformuje, wypaczając tym samym ideał służby i braterstwa wpisany w opowieść o „Rudym”, „Zośce” i „Alku” – twierdzą harcerze.

Zdaniem Borkowskiej-Pastwy, bohaterom książki Kamińskiego Gliński na siłę nadał rys współczesnej generacji młodzieży: buntu wobec starszych, rodziców i przełożonych, rozwiązłości, lekceważenia zasad konspiracji i niejednoznacznego stosunku do patriotyzmu.

Zbliżone do ZHR stanowisko wydała Rada Fundacji Harcerstwa Drugiego Stulecia.

„Zamiast opowiedzianej współczesnym językiem historii harcerzy, maturzystów warszawskiego liceum, którzy wychowani w patriotycznych domach, kształtowani przez harcerskie ideały postanawiają walczyć, zobaczyliśmy opowieść o zbuntowanych młodych ludziach, która mogłaby się dziać w każdym miejscu i w każdym czasie, ale w której nie sposób dostrzec idei, motywacji ani przeżyć autentycznych bohaterów ’Kamieni na szaniec’” – czytamy w stanowisku Fundacji.

Harcerze wytykają reżyserowi nierzetelne przedstawienie realiów historycznych okupowanej Polski i postaci bohaterów, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowych. A przecież ich historie, motywy i charaktery są doskonale udokumentowane archiwalnie. Gliński nie wziął też pod uwagę wiedzy historyków, np. konsultanta filmu hm. prof. Grzegorza Nowika, którego uwagi do scenopisu nie zostały uwzględnione.

„Film ten nie zasługuje, naszym zdaniem, na rekomendowanie go dzisiejszej młodzieży, naszym córkom i synom, ich środowiskom i szkołom, ani dzisiejszym środowiskom i organizacjom harcerskim” – kwituje Rada Fundacji Harcerstwa Drugiego Stulecia.

Gliński się broni

Na list Fundacji zareagował Robert Gliński, który stwierdza, że film ukończył 11 lutego br. i nikt z Rady nie widział go gotowego. Reżyser dowodzi, że korzystał z archiwów i dostępnej literatury. „Uważam, że bardzo starannie pokazałem realia okupacji, a wszystkie motywy i postawy bohaterów są prawdziwe i udokumentowane” – broni się w liście do Rady drukowanymi literami Gliński. Wymienia też książki, z jakich korzystał: Tomasza Strzembosza „Bohaterowie ’Kamieni na szaniec’ w świetle dokumentów”; Anny Zawadzkiej i Jana Rossmana „Tadeusz Zawadzki ’Zośka’”; Mariana Miszczuka „Jan Rossman ’Wacek’”; Anny Borkiewicz-Celińskiej „Batalion ’Zośka’”, Zygmunta Głuszka „Szare Szeregi”, Lilki Trzcinskiej-Croydon „The Labyrinth of Dangerous Hours”, oraz z materiałów niedrukowanych, wspomnień, dzienników etc.

„Opowieść filmowa jest skrócona, ale prawdziwa. Takie są wymogi dużego ekranu” – zapewnia. Punkt po punkcie reżyser stara się zbijać argumenty harcerzy. Na zarzut, że zniekształcił postać hm. Stanisława Broniewskiego „Orszy”, charyzmatycznego dowódcy Szarych Szeregów, pisze jednak: „Niestety, ’Orsza’ taki był, a nawet gorszy niż w filmie. Walczył o władzę, stanowiska, popadł w konflikt z ’Zośką’, Janem Rossmanem, Ryszardem Białousem. To wszystko można znaleźć w archiwach i dokumentach. Wspomnienia wielu osób o nim są bardzo złe. Dlaczego mam go wybielać? Uważam, że Rada Fundacji Harcerstwa Drugiego Stulecia nie zna historii i nie zajrzała do dokumentów i książek”– atakuje Gliński. I dodaje: „Uważam, że zrobiłem film o braterstwie, przyjaźni, miłości i prawdziwym patriotyzmie. I powinna go oglądać dzisiejsza młodzież”.

– Historia konfliktu „Zośki” z „Orszą” jest dobrze znana i opisana. Konflikt ten nie miał wpływu na harcerzy, albowiem dotyczył sfer dowódczych Szarych Szeregów. Niejednoznaczna ocena postaci „Orszy” w niczym nie umniejsza jego pozycji, zasług i autorytetu. I najważniejsze. Książka „Kamienie na szaniec” nie jest o konflikcie z „Orszą”, ale o pewnej grupie harcerzy i ich działaniach w czasie wojny. Zarzuty braku wiedzy są śmieszne – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” harcmistrz Marek Podwysocki, były komendant Szczepu „Pomarańczarnia”, członek Rady Harcerskiej Fundacji „Pomarańczarni” i Rady Fundacji Harcerstwa Drugiego Stulecia.

Przypomina też, że reżyser nie konsultował filmu z żadnym żyjącym świadkiem tamtych lat, z osobami, które znały bohaterów książki, przed zdjęciami do filmu, nie zwracał się również do rodziny Zawadzkiego ani Bytnara.

– Wszystkie zarzuty wobec filmu są zasadne i podniesione przez osoby, które film widziały. Jeśli reżyser twierdzi, że film skończył 11 lutego, czy to oznacza, że Robert Gliński i producent próbowali oszukać Kancelarię Prezydenta RP, przesyłając już w grudniu film i prosząc o patronat nad nim? A jak wiadomo, patronat prezydenta RP może być tylko nad dziełami ukończonymi – podnosi Podwysocki.

– Nie należy też wykluczyć, że pod naciskiem producenta reżyser dokonał cięć w filmie w ostatnich dniach. Nie zmieni to jednak fatalnej i obraźliwej wymowy filmu – zaznacza Marek Podwysocki.

Piotr Czartoryski-Sziler

Aktualizacja 20 lutego 2014 (10:48)

Nasz Dziennik