logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Paragraf na deprawatorów

Środa, 26 marca 2014 (02:08)

Ruszyła kampania, której celem jest powstrzymanie seksualnej indoktrynacji najmłodszych. Chodzi zarówno o lepsze zabezpieczenie prawne dzieci, jak i wyczulenie rodziców na próby deprawacji w szkołach.

Kampania „Stop pedofilii” to zdecydowana kontra wobec inicjatywy aktywistów homoseksualnych, którzy chcą rozwijać współpracę z resortem edukacji w zakresie otwierania szkół na tzw. seksedukację dzieci. Podejmowane są próby wprowadzenia do szkół nowego obowiązkowego przedmiotu „Wiedza o seksualności człowieka”, który odpowiadałby na standardy wytyczone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).

– To, co się dzieje pod tym względem na zachodzie Europy, jest przerażające. Według standardów edukacji seksualnej w Europie (WHO, Federalne Biuro Edukacji Zdrowotnej w Niemczech), niemowlęta mają być uczone masturbacji, a dzieci w szkole podstawowej od pierwszych klas zachęca się do rozwiązłości, niszczy się ich poczucie wstydu i zachęca do zboczeń. W krajach takich jak Niemcy, Francja czy Szwajcaria tego rodzaju rzeczy już są praktykowane. To ostatni dzwonek, by tę straszliwą zbrodnię na dzieciach powstrzymać – podkreśla Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO – Prawo do Życia.

Rodzice długo nie mogą dojść do siebie, gdy dowiadują się, co „edukatorzy seksualni” wpajali ich dzieciom w szkolnych murach. O nowych technikach „nauczania” mówi się otwarcie, także w obecności przedstawicieli resortu edukacji oraz zdrowia – a ci w tego typu standardach edukacji seksualnej nie znajdują niczego niepokojącego.

– Mamy taką sytuację, że ta deprawująca edukacja seksualna ma być prowadzona w Polsce – alarmuje Dzierżawski. Fundacja proponuje zmianę przepisów w kierunku wzmocnienia ochrony dzieci. Jednak nawet uszczelnione prawo nie spełni swej roli, jeżeli czujność rodziców będzie uśpiona.

– Już teraz mamy art. 72 Konstytucji RP, który mówi, że każdy może żądać ochrony dzieci przed demoralizacją. Ona już się w Polsce dokonuje przez działania edukatorów seksualnych, którzy za zgodą MEN, choć bezprawnie, wchodzą do szkół. Nawet teraz znalazłyby się przepisy, za pomocą których można by to zjawisko powstrzymywać. Tylko że same przepisy nie działają. Stąd celem naszej inicjatywy jest nie tylko sprecyzowanie prawa, ale też uświadomienie rodziców, co grozi ich pociechom. Jeśli nie będzie masowej akcji społecznej, trudno będzie walczyć z deprawacją – podkreśla nasz rozmówca. – Chodzi nam o to, aby rodzice się zaangażowali. Bo jeśli posłowie przywiązani do wartości chrześcijańskich, wartości ludzkich nie będą czuli wsparcia, a ci, którzy służą antywartościom, nie będą czuli nacisku, to wiele na forum Sejmu RP się nie wydarzy. Aktywność społeczna jest tu rzeczą kluczową – zwraca uwagę Dzierżawski.

Stop!

Zagrożenie wprowadzeniem standardów WHO w Polsce jest realne. Już teraz w niemieckich przedszkolach dzieci są zachęcane do wzajemnego oglądania i dotykania narządów płciowych w specjalnych „kącikach zabaw”, 6-latki mają dowiadywać się o antykoncepcji, a 9-latki powinny umieć skutecznie ją stosować. Ponadto seksedukatorzy usiłują – za pomocą ideologii gender – rozbić model małżeństwa i rodziny, zachęcając do wypróbowania innych form bytowania czy kładąc nacisk na „równość” konstrukcji nazywanych orientacjami seksualnymi. W Niemczech tego rodzaju indoktrynacja jest przymusowa. Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” w projekcie zmian kodeksu karnego proponuje wprowadzenie zapisu: „Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” oraz „Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15 zachowań seksualnych lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań”.

Do złożenia w Sejmie RP projektu zmian kodeksu karnego mającego wspomóc walkę z przejawami pedofilii i zapewnić dzieciom lepszą ochronę przed demoralizacją i wykorzystywaniem seksualnym potrzebne jest 100 tys. podpisów. Organizatorzy akcji są przekonani, że uda się ich zebrać znacznie więcej. Aby włączyć się w kampanię, warto odwiedzić stronę: stoppedofilii.pl. Możliwy jest też kontakt telefoniczy pod numerem: (22) 828 70 82.

Seksniewolnicy

Profesor Urszula Dudziak, psycholog, kierownik Katedry Psychofizjologii Małżeństwa i Rodziny Instytutu Nauk o Rodzinie i Pracy Socjalnej KUL, zwraca uwagę, że w stosunku do dziecka mówi się nie tylko o dotyku, który może być dobry lub zły, ale także o presji seksualnej, molestowaniu seksualnym niewłaściwie dobranymi treściami.

– Dorosłym ludziom trzeba przypominać o poziomie rozwojowym małego dziecka, aby nie tylko zachowania dorosłych, ale i ich słowa były dostosowane do wieku dziecka. Bo nie tylko zachowaniami, gestami, czynami w sferze seksualnej można zaszkodzić małemu dziecku, ale też słowami i niewłaściwą edukacją –tłumaczy.

Jak wskazuje prof. Dudziak, dziecko ma prawo do prawidłowego kształtowania tożsamości płciowej i trzeba zwrócić uwagę na to, by osoby, które w tej tematyce próbują wypowiadać się w stosunku do najmłodszych, były dojrzałe, także moralnie. Bo często ludzie seksualnie zniewoleni chcą uczyć „wolności” i przerzucają swoje problemy na barki małego dziecka.

– Dziecko ma się uczyć, co to jest koleżeństwo, przyjaźń, miłość i ma się wychowywać w atmosferze miłości, we właściwych relacjach. Osoby, które proponują przedwczesną edukację seksualną, i to jeszcze nie w formie wychowania do czystości, do miłości, ale tzw. seksedukacji, która uprzedmiotawia dziecko, nie liczą się nie tylko z normami moralnymi, ale też etapami rozwojowymi dziecka – zauważa prof. Dudziak. W jej przekonaniu, seksedukatorom najprawdopodobniej chodzi o spełnienie zgoła innych celów niż dobro dziecka. – Głównym motywem oddziaływania względem drugiego człowieka ma być jego dobro. Nie można odnieść się do osoby inaczej jak z miłością. A nie jest miłością gorszenie małych dzieci – konkluduje.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik