logo
logo
zdjęcie

Dr Tomasz M. Korczyński

Spółdzielnia PZPO

Sobota, 29 marca 2014 (12:14)

Platformerska maszynka do produkcji władzy i pieniędzy funkcjonuje w najlepsze. Od lat trwa proces przyjmowania w szeregi PO ludzi skompromitowanych politycznie, mających w swoim życiorysie wpisane jako talent: „umiejętności transferowe i translokacyjne”. W gabinecie osobliwości bez talentów ustawia się obok siebie manekiny polityczne o kompletnie odmiennych – powiedziałbym nawet – sprzecznych i wrogich sobie poglądach politycznych, społecznych, etycznych, religijnych, kulturowych.

Rozumując zdroworozsądkowo, jak można uwierzyć w cuda POrlandii, która nie widzi problemu i nie słyszy występującej dysharmonii w sytuacji, gdy obok siebie siedzą Rosati z Niesiołowskim, Arłukowicz z Libickim, Kluzik-Rostkowska z Rasiem, Kolarska-Bobińska z Biernackim, Hübner z Gronkiewicz-Waltz, Grupiński z Kamińskim, Mężydło z Kopacz, a Sławomir N. z odbiciem Sławomira Nowaka w złotym zegarku? (Godsona, Żalka, Gowina już nie ma, za to jest Protasiewicz, politycznie ciągle żywy).

Informacja o przyjęciu Michała Kamińskiego do PO większości obserwatorów polskiej sceny politycznej w ogóle nie zdziwiła, tak jak nie zdziwię się, gdy pewnego dnia Platformę Obywatelską zaczną zasilać takie tuzy indywidualności, jak Tomasz Lis na żywo, Magdalena Środa i po kolejnych wcieleniach politycznych Janusz Palikot, Robert Biedroń, Leszek Miller czy Aleksander Kwaśniewski. PO stopniowo wchłania lewicowo-libertyńską scenę ideologiczną, stając się coraz bardziej bezkształtną, bezideową, postmodernistyczną meduzą o nazwie PZPO (Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska).

Co to oznacza?

To znaczy, że PO jest de facto tworem antypolitycznym, działającym nie tyle według klasycznej strategii demokratycznej, ile postmodernistycznej, w myśl zasady: „Dążyć do władzy za wszelką cenę, utrzymać władzę za wszelką cenę. Reszta to błahe szczegóły”. Produkt „Kamiński” jest tylko kolejną odsłoną postmodernistycznej antykultury i służy tu raczej jako przykład do demaskacji głównych przesłanek płynących z reżyserki elit PO. Symulakra polityczna, znaki, które wysyła logo PO, jest powszechnym nabieraniem obywateli. Za logo nie ma nic. Pustka. Zarówno intelektualna, jak i ideologiczna oraz duchowa. Spektakl, w którym role odgrywają polityczni naturszczycy. Co gorsza, PO realizuje polską wersję filmu „Czeski sen”. Za plandeką supermarketu szczere pole.

Nie można dwóm panom służyć

W PO jest miejsce dla każdego, kto jest na tyle cyniczny, aby móc potem patrzeć w lustro. Taki projekt może działa sprawnie pod względem public relations, zdobywania kolejnych głosów wyborców, wysysanych co wybory, ale potem wyrzucanych jako zbędnych, bo platforma spółdzielcza wykreśliła tymczasem pojęcie „obywatelska” ze swego rdzenia, jeśli kiedykolwiek o tę obywatelskość walczyła. Z etosem politycznym, polską racją stanu niewiele ma ona w każdym razie wspólnego. PO, nawiązując tu do cytatu Jezusa z Nazaretu, nie dwóm panom służy, ale całym ich legionom, w zależności od tego, jak zawieje wiatr, co przyniesie wydarzenie medialne. I tak będzie się ustawiać przed kamerami, mikrofonami, szpaltami usłużnych mediów mainstremowych, aby władza sama w szpony spływała.

Kameleon z Gdańska, który co roku przymierza inną maskę

Donald „Panowie, policzmy głosy” Tusk lawiruje (nie mylić z ewolucją) od ponad trzech dekad. Od postawy antyklerykała, który realizuje antykatolicki program w czynie kolektywu studenckiego, przez pozę człowieka szanującego tradycję, wiarę, wreszcie po rolę lidera centrolewu. Lukrowane historyjki dla Polaków w programie red. Młynarskiej, depesza gratulacyjna do nowo wybranego Papieża Franciszka wysłana rok temu i pohukiwanie, że przed księdzem to on nie będzie klękać (tak jak gdyby o klękanie przed księdzem w Kościele chodziło).

Przy okazji wspomnianej depeszy jakże groteskowa wydała mi się ona w kontekście uprawianej „polityki miłości i dobrobytu” w Polsce. Tusk zapewniał w niej o swojej lojalności wobec Stolicy Apostolskiej i gotowości do obrony kultury chrześcijańskiej w Europie i w świecie. Nie wiem, dlaczego tak mało osób wraca do tych rewelacyjnych treści. O rządzie Tuska wiele można bowiem powiedzieć, ale nigdy że był lub jest prochrześcijański.

Czy obroną wartości chrześcijańskich możemy nazwać zablokowanie starań setek tysięcy obywateli Polski działających w obronie życia od momentu poczęcia? Albo produkowanie ustawy o dofinansowanie przez państwo metody in vitro, której premier jest radykalnym zwolennikiem? Albo wyrzucenie do kosza prawie miliona podpisów polskich obywateli, którzy chcą ratować dzieci? Albo wprowadzanie do szkół programu ideologii gender i edukacji seksualnej? Czy szerzeniem kultury chrześcijańskiej jest kneblowanie i pacyfikacja osób wierzących w swoich szeregach partyjnych, które sprzeciwiły się wprowadzeniu w życie ustawy o związkach partnerskich? Premier jest jej radykalnym zwolennikiem. Czy obroną wartości chrześcijańskich jest twarde, wręcz bezwzględne zachowanie status quo w kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego? Jezus powiedział do swoich uczniów, że „po owocach ich poznacie”, natomiast nie po słowach, szczególnie jeśli są wielkimi deklaracjami. Symulakrę polityczną, Platformę Obywatelską i jej plastikowego lidera ratują przypadkowe wydarzenia albo strategia suto wynagradzanych PR-owców. Tym razem to Ukraina uratowała PO od topieli, a więc znów wiatr historii, tragicznej historii w tym przypadku stał się pomocnikiem Tuska w łowach na władzę.

Niespodziewane zaś wypadki, jak na przykład heroiczny i pełen determinacji protest rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie RP, zostają zmarginalizowane przez usłużne, rządowe media, dzięki czemu przemysł i produkcja władzy nie zwalniają tempa.

Dr Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl