logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Zawsze pod prąd

Środa, 2 kwietnia 2014 (02:05)

W modzie są dziś „prowokacje”, a „dekonstruktorzy narodowych mitów” nie muszą mieć odwagi, nie ryzykują niczym. Zdobywają popularność i poklask „autorytetów” – w przeciwieństwie do prawdziwego poszukiwacza prawdy, najwybitniejszego powojennego pisarza historycznego, człowieka, który „walczył z potworem na ubitej ziemi” – Józefa Mackiewicza.

Nikt tak wcześnie jak on nie uchwycił istoty komunizmu i nikt z taką pasją nie szukał prawdy w historii, płacąc za ideową bezkompromisowość i kwestionowanie utartych opinii odrzuceniem przez polityczną emigrację powojenną na Zachodzie i egzystencją na wygnaniu, często w skrajnej nędzy. W kraju władze wymazały jego nazwisko z polskiej literatury, a po 1989 roku Adam Michnik napisał o nim „zoologiczny antykomunista”.

„Tu leży armia”

Urodzony w 1902 roku w Petersburgu, po przeprowadzce rodziny do Wilna związany do końca wojny z tym miastem. Tu zaczął pisać reportaże dla „Słowa”. Docierał w najdalsze zakątki Kresów, dostrzegając zaniedbania władz warszawskich wobec tych ziem, traktowanych, jego zdaniem, po macoszemu; opisywał niekompetencje lokalnych urzędników, przysyłanych z Polski Centralnej, którym obce były niepisane miejscowe prawa życia społecznego i obyczaje.

Na Wileńszczyźnie zaznał po 17września 1939 roku najpierw sowieckiego, a potem niemieckiego panowania, ale także spotkał się z wrogością polskich struktur pod- ziemnych. Nieoczekiwanie spadł na niego wyrok śmierci za opublikowanie w 1941 roku, po zajęciu Wileńszczyzny przez Niemców, kilku artykułów poświęconych świeżo zakończonej sowieckiej okupacji w gadzinówce „Goniec Codzienny”. Opisując realia codzienności pod bolszewikami, Mackiewicz nie szkodził ani Narodowi, ani państwu polskiemu – a tylko w takim przypadku mógłby zostać uznany za kolaboranta. Polska miała od 1939 roku dwóch okupantów i ten drugi – sowiecki – również zakładał polskojęzyczne gadzinówki, w których po 17 września 1939 r. publikowali znani pisarze, tacy jak Tadeusz Boy-Żeleński, Julian Stryjkowski czy Stanisław Jerzy Lec („Czerwony Sztandar” we Lwowie). Im nikt nie stawiał z tej racji zarzutów, a za Mackiewiczem odium kolaboracji ciągnęło się latami, chociaż sprawa została rozstrzygnięta zaraz po wojnie na jego korzyść.

W 1943 roku nadeszły wydarzenia, które naznaczyły jego życie do śmierci – odsłonięcie przez Niem- ców grobów katyńskich i zaproszenie go na miejsce ekshumacji. Pojechał tam za zgodą władz podziemnych, a potem nieustannie dawał świadectwo prawdzie o sowieckiej zbrodni: w raporcie dla podziemia, w wywiadzie dla „Gońca Codziennego”, w publikacji „Zbrodnia Katyńska w świetle dokumentów”, opracowanej na prośbę gen. Władysława Andersa po ucieczce z Polski w 1945 roku do 2. Korpusu we Włoszech. Jego praca wyszła drukiem bez nazwiska autora, wydał zatem jeszcze pod koniec lat 40. własną książkę po niemiecku „Katyn – ungesühntes Verbrechen” przełożoną na kilkanaście języków. W Polsce rzecz ta ukazała się w 1997 roku pod tytułem „Mordercy z lasu katyńskiego” jako pierwszy tom opracowanej przez Jacka Trznadla całości „Katyń. Zbrodnia bez sądu i kary” (londyńskie wydanie z 2009 roku nosi tytuł „Sprawa mordu katyńskiego. Ta książka była pierwsza”). To w tej publikacji znalazły się znane słowa o ofiarach Katynia: „Tu leży armia…”. Stawił się przed tzw. Komisją Maddena – ciałem powołanym w 1951 roku przez Kongres Stanów Zjednoczonych do zbadania zbrodni katyńskiej – i zeznając jako świadek ekshumacji, przyczynił się do uznania Sowietów za winnych mordu.

Przez dziesiątki lat odnotowywał poszlaki podrzucane przez Moskwę, punktując najdrobniejsze elementy dezinformacji w setkach artykułów w emigracyjnej prasie. Dzięki uporowi zebrał materiał, który może posłuży kiedyś do analizy metod stosowanych przez Kreml dla zakłamywania faktów. Rozsiewane przez bolszewików plotki skomentował celnie: „Trzeba znać psychologię, by operować w biały dzień takimi chwytami. Bolszewicy ją znają: każdy powtórzy, nikt nie sprawdzi”.

Rosja kontra Sowiety

Za największego wroga człowieka, za przeciwieństwo cywilizacji uważał komunizm. Przeciwstawiał Rosję carską tej bolszewickiej, wyliczał swobody obywatelskie, kontrastując je ze zdziczeniem czerwonych, którzy, w jego pojęciu, Rosję zniszczyli, budując na jej gruzach system nowy, obcy – barbarzyński. „Nie ma w Europie dziś dwóch narodów tak do siebie niepodobnych, jak naród rosyjski i naród… sowiecki. Naród to nie język, naród – to jego dusza, to jego tęsknoty, jego pieśni, jego literatura – mówi jeden z jego bohaterów, a pogląd ten jest tożsamy z Mickiewiczowskim, wyrażanym w publicystyce. – Kiedy Gogol pisał swego ’Rewizora’? Za czyjego panowania? Za panowania cara Mikołaja I. ’Żandarmem Europy’ nazywano tego cara. I oto ten ’żandarm’ pozwalał, żeby wystawiać sztukę, w której wszyscy: i urzędnicy, i cały system włącznie z żandarmami wykpiony był do nitki…”.

Sednem komunizmu jest kłamstwo. „Hitler, gdy napadał na Polskę, przebierał ponoć jakichś tam zbirów w polskie mundury na granicy, którym kazał atakować niemieckie posterunki. Stare mieszczańskie kawały! – mówi jeden z jego bohaterów. I wyjaśnia znajomemu: ’Bolszewicy wiedzą, że nie trzeba nic robić. Wystarczy tylko: powiedzieć. Czy ty myślisz, że jak napadali na Finlandię, potrzebowali podstawiać jakiegoś przebranego faceta, który by strzelił do nich pierwszy z linii Mannerheima? Po co! Oni po prostu powiedzieli. Tylko powiedzieli, że Finowie zaczęli pierwsi strzelać. To wystarczy’” („Droga donikąd”, Londyn 1955).

Prawdy niewygodne

Jeżeli ktoś szuka poglądów kontrowersyjnych, niech sięgnie po wspomniane powieści „Droga donikąd” i „Nie trzeba głośno mówić”, których warstwa historyczna poświęcona jest kapitulanckiej i ustępliwej, wręcz „kolaboracyjnej” –zdaniem autora – polityce polskiego Londynu i dowództwa AK wobec Związku Sowieckiego. Niech przeczyta „Lewą wolną” (Londyn 1965), w której autor winą za ostateczne zwycięstwo bolszewików obarcza Józefa Piłsudskiego, twierdząc, że lęk przed białą Rosją i lewicowe sympatie nie pozwoliły mu poprzeć militarnie generała Antona Denikina, jednego z najwybitniejszych dowódców kontrrewolucji, zwolennika „jednej i niepodzielnej” Rosji. Mackiewicz był przeświadczony, że Polska powinna była tak prowadzić działania wojenne, aby doprowadzić do upadku bolszewizmu – tymczasem Piłsudski, któremu niechęć do Rosji carskiej przesłoniła zagrożenie dla całego świata ze strony bolszewizmu, zmarnował szansę zdławienia czerwonych.

A komu mało będzie Mackiewiczowskiego ukazywania prawd niewygodnych, niech pozna historię zdrady Brytyjczyków, którzy po wojnie wydali Stalinowi nie tylko członków Legionów Wschodnich, walczących u boku Wehrmachtu, lecz także milion żołnierzy czerwonej armii, wziętych przez Niem- ców do niewoli i oswobodzonych przez aliantów, oraz Rosjan wywiezionych do Niemiec na roboty. Przy okazji do wagonów bydlęcych cywilizowani ludzie Zachodu ładowali białych – uciekinierów przed bolszewickim puczem w 1917 roku. Dramatyczne sceny rozegrały się nad rzeką Drawą w Austrii w 1945 roku, skąd Anglicy przemocą wysyłali do sowieckiego piekła tych, którzy woleli zginąć, niż znaleźć się w sowieckich rękach. Ich krew spłynęła wodami Drawy… („Kontra”, Paryż 1957).

Gdy książki Mackiewicza zaczęły trafiać do PRL w latach 80. zeszłego wieku, czytelnicy drugiego obiegu wyrywali je sobie, a autor stał się dla młodego pokolenia odkryciem. Mieszkał wówczas, bardzo już schorowany, w Monachium. „Obrońca królestwa bez kresu” zmarł w 1985 roku – nie doczekał chwili, gdy jego słowa: „Jedynie prawda jest ciekawa”, stały się zawołaniem odradzających się środowisk patriotycznych. Żył i pisał tak, że nikomu nie uda się napisać „uładzonego życiorysu” Józefa Mackiewicza.

Anna Zechenter

Aktualizacja 2 kwietnia 2014 (09:49)

Nasz Dziennik