logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: facebook.com/ -

Polska na celowniku demoralizatorów

Środa, 11 czerwca 2014 (18:47)

Z Jackiem Kotulą, obrońcą życia z Rzeszowa, szefem Fundacji PRO – Prawo do Życia na Podkarpaciu i koordynatorem Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii” w diecezji rzeszowskiej i archidiecezji przemyskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Jakie są główne założenia projektu ustawy przygotowanego przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”?

- Nasza akcja ma na celu zahamowanie propagowania zachowań seksualnych wśród dzieci podejmowanej przez rząd pod dyktando Unii Europejskiej. Generalnie nasza akcja jest skierowana przeciwko gender i seksedukacji już od przedszkola. Nasz projekt ma za zadanie powstrzymać seksedukatorów działających w takich grupach jak „Ponton”, „Jaskółki” czy „Nawigator” wywodzących się z różnych środowisk, którzy pod płaszczykiem postępu chcą deprawować nasze dzieci już od najmłodszych, przedszkolnych lat. Dlatego domagamy się zmiany w zapisach kodeksu karnego.

Na czym ma polegać ta zmiana?

- Projekt ustawy ma powstrzymać deprawatorów i w ten sposób realizować konstytucyjną ochronę dzieci przed demoralizacją. Chcemy do zapisów kodeksu karnego dodać punkt, według którego każdy, kto namawia i edukuje, rozbudza seksualnie czy zachęca do inicjacji seksualnej dzieci poniżej 15. roku życia, powinien być traktowany jak pedofil, któremu za takie działania należy się kara do dwóch lat więzienia.    

Wizerunkiem akcji są bannery, co one przedstawiają?

- Przygotowaliśmy dwa bannery. Pierwszy przedstawia parę homoseksualistów podczas marszu i opatrzony jest napisem „Tacy chcą edukować twoje dzieci. Powstrzymaj ich!”. Drugi z bannerów przedstawia Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, i pokazuje jej postulaty, których realizację zapowiadała w wypadku uzyskania mandatu europosła. Postulaty te de facto pokazują, czego domagają się edukatorzy seksualni. Pokazujemy też wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Parlamentu Europejskiego, według których edukacja seksualna ma być wdrażana już od lat przedszkolnych, co z punktu widzenia normalnego człowieka jest nie do przyjęcia, a mimo to przepisy te stopniowo mają być wdrażane także w Polsce. Nie możemy się zgodzić, aby dzieci do 4. roku życia były uczone w przedszkolach masturbacji, dzieci od 4. do 9. roku życia były edukowane w zakresie antykoncepcji, a od 9. do 12. roku przekazywano dzieciom wiedzę o różnych rodzajach tzw. małżeństw, o homoseksualizmie. Nie możemy pozwolić, aby zachęcano nasze dzieci do pierwszych, „bezpiecznych” doświadczeń seksualnych. Rodzice nie mogą i nie chcą pozbawić się swojej roli edukatorów życia i nie godzą się na oddanie inicjatywy państwu, które ma decydować o tym: kiedy, w jaki sposób i jaką wiedzę w zakresie edukacji seksualnej przekazywać ich dzieciom.

Kto powinien zajmować się edukacją seksualną dzieci?

- Pierwszymi edukatorami najmłodszych powinni być rodzice, bo tylko oni mają prawo do swoich dzieci i znają je najlepiej. Mówię to jako ojciec czwórki dzieci. To rodzice powinni rozmawiać ze swoimi dziećmi także o tak delikatnej sferze, jaką jest płciowość człowieka. Zgodnie ze swoim światopoglądem mają obowiązek wdrażać i instruować je w zakresie wartości i przekazywania życia, mówić o odpowiedzialnym rodzicielstwie i metodach naturalnej regulacji poczęć. Wiedzę przekazywaną przez rodziców powinny uzupełniać czy rozwijać osoby chociażby z takich kręgów jak Kościół, które prezentują chrześcijański model małżeństwa i rodziny. Na pewno nie mogą tego robić osoby z zewnątrz, osoby przypadkowe i nieodpowiedzialne, będące np. na usługach biznesu antykoncepcyjnego czy aborcyjnego, którzy w ten sposób przygotowują sobie przyszłych klientów.  

Elementem akcji jest zbieranie podpisów pod projektem, który ma chronić dzieci przed demoralizacją. Ile podpisów udało się dotychczas zebrać i gdzie można je składać?

- Aby możliwe było złożenie do Sejmu projektu ustawy zakazującej seksedukacji, konieczne jest zebranie stu tysięcy podpisów. W całej Polsce prowadzona jest zbiórka podpisów. W diecezji rzeszowskiej czy archidiecezji przemyskiej podpisy zbierane są m.in. w świątyniach czy pod kościołami. Dotychczas zebraliśmy już ok. 70 tysięcy podpisów. 2 lipca udamy się do marszałek Sejmu Ewy Kopacz, nie wątpię, że do tego czasu uda się zebrać wymagane poparcie. Liczymy, że nasz projekt nie trafi do sejmowej „zamrażalki” i po wakacjach będzie procedowany.

Jak reagują ludzie, do których zwracają się Państwo o poparcie?

- Ogromna większość popiera naszą inicjatywę. Rodzice i nie tylko chętnie składają podpisy. Uważają, że owszem trzeba edukować dzieci, ale wszystko w swoim czasie, nic na siłę, i że powinny to robić osoby odpowiedzialne. Słyszymy wypowiedzi wprost, że nie chcą, aby ich dzieci czy wnuki były edukowane przez wątpliwe środowiska, i uważają, że trzeba powstrzymać falę demoralizacji, jaka przelewa się przez Polskę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl