logo
logo
zdjęcie

Tomasz M. Korczyński

Wszyscy (zatroskani) ludzie premiera

Poniedziałek, 16 czerwca 2014 (10:06)

Mam nadzieję, że premier zakończy wreszcie ten żenujący spektakl i poda się honorowo do dymisji. W pewnych sytuacjach trzeba być facetem, a nie chłopcem chlipiącym na „Królu lwie”. Nie ukryje dłużej obrzydlistw swego dworu. To atrapa rządu. Próchno.

Brak kontroli sytuacji nad państwem i poszczególnymi ministerstwami, gry buldogów pod dywanem, intrygi, korupcja, kolejne skandale zdegenerowały aktualne elity władzy, które w ciągu siedmiu lat się zużyły i wyczerpały formułę „zły Kaczyński jest wszystkiemu winny”.

Mam nadzieję, że Tusk poda się do dymisji i oszczędzi wstydu i sobie, i rodzinie (wielkiej, coraz większej rodzinie, jak się okazuje), w końcu Polakom i Polsce. Tyle nadziei.

Fakty są takie, że mamy do czynienia z quasi-mafią, która zarządza wg swojej wizji teoretycznym państwem, która umawia się na kasację wyroków, która rozgrywa ponad prawem swoje finansowe i polityczne machloje, która, jak na bananową republikę przystało, ciągnie na dno naszą Ojczyznę i oczywiście nas wraz z nią, aby wszystkim ludziom premiera i jemu samemu żyło się lepiej.

Co do politycznych konsekwencji, bo przecież jakieś muszą nastąpić, żeby pokazać honor tego rządu, to zapewne jak „kamień” w wodę zniknie Sienkiewicz (Tusk nie pozwoli mu rzecz jasna cierpieć głodu, oprócz pisania w „Tygodniku Powszechnym” może stanąć na czele jakiejś rady nadzorczej spółki Skarbu Państwa), a Sławomir N. zostanie Sławomirem N. na dłużej. I tyle. Główni bohaterzy są w końcu tylko „zatroskanymi” ludźmi.

TVN, „Newsweek” i „Wyborcza” dwoją się i troją, jak tu uratować „dobrego premiera” i „najważniejszego człowieka w państwie”. Każde medium na swój sposób.

Ukręcają łeb całej sprawie, prezentując Donalda Tuska jako ofiarę walk wewnętrznych dworu, pan red. Żakowski nie widzi powodów do podnoszenia larum, „Newsweek” nie poświęcił „plotkom” i „pomówieniom” uwagi, na migawkach w materiałach relacjonujących sprawę taśm obok Marka Belki TVN sadza Jarosława Kaczyńskiego, żeby wyrabiać odpowiednie skojarzenia (tło do rozwijania przygotowywanej narracji).

A PO-owcy, jak pan Niesiołowski czy Szejnfeld, robią swoje, czyli osiągają dno absurdu. Jeden ostrzega, że słuchanie tych nagrań jest przestępstwem (ale przestępstwem nie jest to, kto się na nich wypowiada i o czym), drugi zaczarowuje rzeczywistość, głosząc, że nagrań dokonały służby IV RP.

Innymi słowy, media próbują, jak mogą ratować sytuację, skupiając się na tym, kto nagrał taśmy, a nie co i kto się na nich pojawia.

I chociaż w całą sprawę zamieszany jest premier, bo tylko naiwniak może przypuszczać, że „zatroskany” Sienkiewicz przyszedł do Belki z własnej inicjatywy prosić o poratowanie budżetu przed wyborami, mainstreamowe media go zapewne uratują. W przerwie między oglądaniem mundialu, na konferencji prasowej Tusk rozłoży bezradnie ręce i powie: „Panowie, policzmy głosy″ albo ”Sorry, taki mamy klimat″ czy coś w tym stylu.

Chyba że… hipoteza o tym, że fabrykacja akcji z taśmami jest Tuskowi na rękę, okaże się słuszna, wówczas dojdzie do rozpisania nowych wyborów, Tusk wspierany przez lojalne media wygra je o włos, wystarczy 1 proc., stworzy koalicję z SLD oraz PSL i razem przez następne cztery lata dobiją Polskę.

Minister Sienkiewicz zapowiadał niedawno, że przyjdzie po skinheadów. Tymczasem wczoraj poszli po niego narodowcy. Wierna gwardia policji odpędziła ich pałkami i gazem, ale wkrótce (znów moja naiwna życzeniowość) po pana Sienkiewicza przyjdzie prokurator.

Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl