Niespotykany incydent spoliczkowania Michała Boniego przez Janusza Korwin-Mikkego jest kolejną odsłoną dramatu, jak niski jest poziom polskiej polityki, jej degeneracja, którą obserwujemy od lat. I przerażające jest to, że po tym nieprzyjemnym i groteskowym incydencie poparcie dla partii Korwin-Mikkego znowu wzrośnie. Wiele osób jest bowiem sfrustrowanych politycznym cyrkiem, jaki się dokonuje na naszych oczach, i zapewne pan Mikke zadowolił tą formą wyrażania swoich emocji jakąś część polskiego społeczeństwa, która sprzeciwia się politykom w ogóle, a szczególnie tym z PO.
Jestem przeciwnikiem używania przemocy w jakiejkolwiek formie, ale ta kompromitacja ujawnia jeszcze inną patologię, której chciałbym poświęcić więcej uwagi. Sprawą pana Mikkego zajmuje się już prokuratura po zawiadomieniu jej o popełnieniu przestępstwa przez polskie MSZ, Platforma Obywatelska zaś i jej usłużne media znowu mają temat zastępczy dla afery taśmowej.
Dlatego chciałbym pójść pod prąd temu wybuchowi politycznej poprawności, chociaż, jak jeszcze raz wspomnę, policzkowanie nie jest na stan dzisiejszy odpowiedzią na konieczność zmiany w stylu zarządzania i rządzenia w chorej demokracji w Polsce.
W ubiegłym tygodniu w „Gazecie Wyborczej” prof. Środa w swoim środowym felietonie napisała tekst pełen troski o biedne łosie, które są bezwzględnie przetrzebiane przez krwiożerczych myśliwych.
Racjonalna selekcja łosi jest wynikiem konieczności. Człowiek wchodzi w rolę „drapieżnika”, ponieważ łoś nie posiada w przyrodzie naturalnego wroga (drapieżcy), który redukowałby go do optimum. Nadmiar tych zwierząt powoduje bowiem wiele zniszczeń w lesie, przede wszystkim upraw (sadzonki drzew leśnych: dąb, sosna, świerk) i młodników. Pani Środzie trzeba by było także wytłumaczyć metody liczenia łosi, wpada ona bowiem w zadziwienie, zadając pytanie: – Jak obliczono liczbę łosi? Zwołano je na jakiś apel i kazano odliczać?
Polecam pani Środzie zapoznanie się z informacją o podstawowych metodach liczenia osobników żyjących w lasach (zob. całoroczna obserwacja i metoda tzw. pędzeń próbnych).
Nie zajmując się jednak dłużej (z litości) wypunktowywaniem niekompetencji prof. Środy, chciałbym podkreślić ważniejszy aspekt przesłania jej felietonu. Pani Środa pochyliła się również nad nieszczęściem bezbronnego łosia.
– Przecież zwierzę to nie rzecz, którą można powoływać do życia i unicestwiać. To nie chwast, który można wyrwać. To żywa, czująca istota. Wartość sama w sobie.
Doszliśmy dziś do takiej degeneracji, że dla osób pokroju pani Środy ważniejszy jest los łosia, kotka, pieska czy chomika niż los rozszarpywanego dziecka w łonie matki. W tym przypadku empatia nie działa. Warte podkreślenia jest i to, że nie jest to odosobniony przypadek pani Środy, ale powszechna tendencja dostrzegana w ramach środowisk feministycznych czy, szerzej, lewackich.
Wspomnianego „etyka” bulwersuje ponadto fakt, że Ministerstwo Środowiska uważa, iż „zabijanie należy do skutecznych narzędzi służących temu celowi”. Jakiemu celowi? Otóż ochronie polskiej przyrody i samego łosia.
Nie bulwersuje za to pani Środy fakt, że inne ministerstwo (zdrowia) tej samej ekipy uważa, że zabijanie nienarodzonych chorych dzieci należy do skutecznych narzędzi respektowania prawa, że mordowanie ludzi ma służyć polskiej demokracji.
To tragiczne, że nie odczuwa się dziś prawdziwego współczucia dla mordowanych maleństw, ale to odstrzeliwany (w sposób kontrolowany) łoś jest w centrum uwagi tego „wrażliwego” etyka. No tak, ale pani Środa obok filozofii, etyki, ekologii, religii, katolicyzmu, biologii, prawa, historii, a teraz leśnictwa, zna się także na edukacji i sporcie. W końcu w gabinecie cieni stworzonym przez Kongres Kobiet ma być ona ministrem sportu!
Podobnie jest we wspomnianym już przypadku spoliczkowania Boniego. „Wyborcza” i inne libertyńskie pisma podniosły raban w obronie dorosłego mężczyzny, który może się bądź co bądź bronić, niekoniecznie stosując przemoc fizyczną.
W przypadku chorych maleństw, które nie mogą się bronić (w żaden sposób) i są zależne od nas, dorosłych, nie słyszałem jak dotąd ze strony tych lewicowych hipokrytów słów poparcia dla obrońcy życia prof. Chazana, nie słyszałem o oburzeniu wyznawców ideologii ekogender, która już nie tylko ustawia zwierzęta i ludzi na tym samym poziomie, ale stawia prawa zwierząt wyżej od praw ludzi.
Zabrakło ich głosu, bo znowu mamy tę samą sytuację, jest to kiepski spektakl poprawności politycznej, z prawdziwą empatią mający niewiele wspólnego. To tylko kupa pozorów, obłudy i taniej ideologii, na której samym wierzchu rozsiadł się etyk, prof. Środa.

