logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Elementarz bije po kieszeni

Wtorek, 12 sierpnia 2014 (02:10)

W niebywałym pośpiechu trwają prace nad czwartą częścią elementarza dla pierwszoklasistów. Do szkół wciąż nie trafiła część pierwsza.

Dopiero w sierpniu trzecia część „Naszego Elementarza” została udostępniona na stronach internetowych Ministerstwa Edukacji Narodowej. Jednocześnie premier ogłosił, że 99 proc. szkół publicznych zamówiło bezpłatny podręcznik dla pierwszoklasistów. W rzeczywistości dyrektorzy placówek nie mieli innego wyboru.

Każdy zainteresowany może przesłać do MEN swoją opinię na temat trzeciej części książki, wykorzystując formularz elektroniczny. Uczniowie poznają za jej pomocą m.in. liczby od 13 do 20 oraz nowe litery, zmiękczenia i dwuznaki. Autorki podręcznika, być może nauczone skandalem wywołanym pierwotnym brakiem w drugiej części podręcznika odniesień do świąt Bożego Narodzenia, wspomniały w trzeciej części Święta Wielkanocne.

Resort edukacji poinformował, że ostatnia, czwarta część elementarza opublikowana zostanie w internecie jeszcze w trakcie wakacji. Rozpoczęła się późna dystrybucja pierwszej, wydrukowanej wreszcie części podręcznika. Za pośrednictwem kuratoriów oświaty ma dotrzeć do wszystkich placówek przed 22 sierpnia. Kolejne mają trafiać do nauczycieli sukcesywnie, przed rozpoczęciem pracy z kolejnymi częściami. Tylko czy pedagodzy zdążą dobrze przygotować lekcje, nie mając wyobrażenia o całości?

W tej sytuacji premier mówi o sukcesie. Ma nim być fakt, że 99 proc. publicznych podstawówek zdecydowało się zamówić resortową książkę. Ale większość szkół państwowych po prostu nie miała innego wyboru. Gmin nie stać na to, aby sponsorować szkołom inne podręczniki, tym bardziej że dostępny „za darmo” jest podręcznik rządowy. Dyrektorzy szkół tłumaczą, że muszą zamówić „Nasz Elementarz”, żeby dostać dofinansowanie w kwocie 50 zł dla każdego ucznia na materiały pomocnicze.

Eksperci z niedowierzaniem kręcą głową nad „sukcesem” wydrukowania fragmentu elementarza, który w ogóle nie przeszedł merytorycznych, naukowych recenzji. – Nie rozumiem, jak można chwalić się produktem, który dopiero ma być przedmiotem dalszych opracowań, korekt, redakcji – ale nie w wykonaniu autorek na skutek przedłożonej im rzetelnej opinii, tylko w wyniku publicznej dyskusji. Takiego kuriozum nie odnotujemy w żadnym państwie, gdzie władze poważnie traktują jakość kształcenia z zastosowaniem elementarza dla uczniów klas pierwszych szkół podstawowych – podkreśla prof. Bogusław Śliwerski, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk.

Pod adresem podręcznika padają liczne zarzuty, jak ten dotyczący niejasnych zasad wyboru jego autorów czy rozłożenie zamówienia na produkt dydaktyczny na części po to, aby ominąć zapisy prawa o zamówieniach publicznych.

Zgodnie z majową nowelizacją ustawy o systemie oświaty uczniowie, którzy za dwa tygodnie rozpoczną naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, dostaną w nieodpłatne używanie podręczniki „Nasz Elementarz”. Książki te staną się własnością szkoły i będą służyć co najmniej trzem rocznikom. Nauczyciele i rodzice wątpią, czy książka w miękkiej oprawie wytrzyma tak długi okres użytkowania. Dodatkowo pozornie darmowe elementarze mogą się odbić na budżetach rodziców dzieci starszych. Już wiadomo, że wydawcy, aby ratować swoje finanse, podnieśli ceny podręczników dla starszych uczniów klas podstawowych i gimnazjalnych nawet o 20 procent.

Izabela Borańska-Chmielewska

Nasz Dziennik