logo
logo

Zdjęcie: debewielkie.pl/ Internet

Cześć dla czerwonych ohyd

Sobota, 16 sierpnia 2014 (02:09)

Należy czcić i szanować pomniki ku czci Armii Czerwonej tak samo jak inne pomniki – przekonuje gimnazjalistów autor programu edukacji regionalnej dla jednej z podwarszawskich gmin.

Program edukacji regionalnej dla miasteczka Latowicz i okolic prezentuje się w zasadzie poprawnie pod względem krzewienia postaw patriotycznych. Jest w nim i o Powstaniu Styczniowym, i o Armii Krajowej, i o parafiach. Jednak jedna z lekcji przewiduje nauczanie o pomnikach i miejscach pamięci ku czci Armii Czerwonej, które autor programu, nauczyciel miejscowego gimnazjum i lokalny regionalista Zygmunt Gajowniczek, stawia na równi z innymi obeliskami.

„Na Mazowszu znajduje się wiele pomników i miejsc pamięci poświęconych żołnierzom Armii Czerwonej, którzy polegli na ziemi polskiej w walce z niemieckim okupantem. Pamiętaj, że obowiązkiem każdego Polaka jest otaczanie ich taką samą czcią i pamięcią jak wszystkich innych grobów nieznanego żołnierza” – konstatuje Gajowniczek.

– Należy odróżnić dwie rzeczy: miejsca, w których leżą polegli żołnierze sowieccy, od pomników, które były stawiane ku czci „wyzwolicieli”. A wiemy, że oni nam wolności nie nieśli, tylko dokładnie odwrotnie. Mamy więc do czynienia z fałszowaniem historii Polski – wytyka Ryszard Proksa, szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

– Zbudowano nam w czasach komuny mnóstwo pomników upamiętniających Armię Czerwoną. Często fałszywie przekonując, że to jest miejsce, gdzie znajdują się groby. Najczęściej tak nie jest, w wielu takich przypadkach, kiedy już usuwano tego rodzaju pomniki, okazywało się, że nie ma tam żadnego grobu – wskazuje poseł Ryszard Terlecki (PiS) z sejmowej komisji edukacji, były szef krakowskiego oddziału IPN.

Proksa podkreśla, że w podręcznikach i programach nauczania nie wolno propagować nieprawdy historycznej. – Szczególnie w podręcznikach dla młodzieży należy wskazać, co było Polsce narzucone, i odnieść to do faktów historycznych. Niestety, takie wstawki mamy w różnych miejscach. Wszystko zależy od recenzenta, od nieuwagi pewnych osób, które lekceważą takie elementy. W efekcie nasza młodzież wyciąga później błędne wnioski odnośnie do tego, co rzeczywiście się stało po tzw. wyzwoleniu Polski. Nie powinno być na ten temat dywagacji w podręczniku, jakoby były to pomniki dla wyzwolicieli – podkreśla Proksa.

Błyszczy gwiazda niesławy

– Ogłupia się młodych ludzi całkowitą nieprawdą historyczną. Młody człowiek, kiedy idzie do szkoły i mija po drodze taki pomnik, to myśli, że winni jesteśmy wdzięczność sowieckiej armii. Kiedy ogląda „Czterech pancernych”, ciągle powtarzanych w telewizji, to myśli, że to byli prawdziwi przyjaciele, wyzwoliciele. I nabiera całkowicie bzdurnego przekonania o naszej przeszłości, podobnie jak oglądając te pomniki – podkreśla Terlecki.

Program „Historia Regionu Latowickiego. Dziedzictwo kulturowe w regionie. Program nauczania w klasach I-III gimnazjum” został dopuszczony do nauczania przez MEN jeszcze w 2001 roku.

Nakazując cześć dla takich pomników, Gajowniczek piętnuje zarazem wszelkie inicjatywy umieszczania na nich farbą krytycznych napisów. „Marginalne incydenty niszczenia po 1989 r. miejsc pamięci żołnierzy radzieckich są haniebnym, nagannym i chuligańskim wybrykiem, którego nic nie może usprawiedliwić!” – grzmi. Na koniec podaje przykłady takich brył z okolicy. „Takie miejsca pamięci znajdują się w Dębem Wielkiem i Mińsku Mazowieckim”.

Podkreślmy, że w oficjalnym wykazie miejsc pamięci z 1997 r. pomnik w Dębem Wielkiem określany jest przez stronę rosyjską jako wzniesiony „ku czci radzieckich wyzwolicieli”. Nie jest to pomnik na mogiłach żołnierskich, chociaż miejscowy wójt snuje takie przypuszczenia. W Mińsku pomnik znajduje się co prawda na terenie cmentarza żołnierzy sowieckich, ale nie bezpośrednio na mogiłach, a ponadto sami Rosjanie w oficjalnym wykazie określają go jako pomnik „wdzięczności Armii Czerwonej”. Oba są zwieńczone czerwoną gwiazdą. Obecne są także napisy o „Wiecznej sławie żołnierzy radzieckich”.

Taka symbolika wzbudza zastrzeżenia samych mieszkańców. „Cmentarz jest cmentarz, kogo on by nie był. Ale mnie się np. nie podoba kamień/pomnik przy stacji dla rosyjskich ’bohaterów’. Druga sprawa. Pomnik na cmentarzu rosyjskich żołnierzy zazwyczaj błyszczy. Tak jak odnowiony pomnik przy Dębem Wielkiem. Tu i tu dobrze widoczny sierp i młot. A w Mińsku są miejsca pamięci AKowców zarośnięte trawą. Czy tylko ja uważam, że coś jest nie tak?” – pisze na forum Mińska Mazowieckiego internauta pod nickiem „ft.”.

– Problem poważniejszy dotyczy symboli armii sowieckiej. Są cmentarze, groby niemieckie na terenie Polski, ale nie ma na nich swastyk czy symboli SS, mimo że ci żołnierze walczyli w armii hitlerowskiej. Umieszczanie gwiazdy, sierpa i młota, które są jednak symbolem okupacji sowieckiej dla nas, jest więc z pewnością niewskazane. Te znaki powinny zostać bezwzględnie usunięte. Jest wszak przepis kodeksu karnego, że umieszczanie symboli komunistycznych podlega karze –wskazuje Ryszard Terlecki.

Za czasów prezesury Janusza Kurtyki Instytut Pamięci Narodowej podjął akcję zmierzającą do eliminacji komunistycznego nazewnictwa. W niektórych miejscach napotykała ona na silny opór.

– Jak dobrze wiemy, gdzie lewica w samorządach ma coś do powiedzenia, tam blokuje tego rodzaju działania. Ale zdarza się tak i tam, gdzie lewicy nie ma. Samorządowcy dla świętego spokoju tolerują te pomniki czy upamiętnienia – ubolewa poseł.

Zenon Baranowski

Aktualizacja 16 sierpnia 2014 (02:09)

Nasz Dziennik