logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Równość, czyli homodominacja

Wtorek, 19 sierpnia 2014 (02:09)

Nachalna indoktrynacja uczniów ma być sposobem na ukojenie wydumanych bolączek środowisk homoseksualnych.

Taką metodę wpajania równościowych postaw promuje, idąc śladami swojej poprzedniczki, Małgorzata Fuszara, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania. W myśl polecanych przez minister materiałów dla nauczycieli pt. „Lekcja równości”, a przygotowanych przez Kampanię Przeciw Homofobii, każdy temat jest dobry, by na lekcjach przemycać tematykę LGBT. Podręcznik sprawę stawia dość jasno i na pytanie: „Czy w mojej klasie są jakieś osoby LGBT?”, ma jednoznaczną odpowiedź: „Tak. Średnio w każdej klasie znajduje się jakiś uczeń lub uczennica LGBT […]”. Stąd też wynika potrzeba szerokiej edukacji równościowej, która jednak w praktyce wygląda raczej jak indoktrynacja.

„Wprowadzaj temat LGBT i homofobii naturalnie, regularnie, nie jedynie przy wyjątkowych okazjach. Pokaż, że jest to temat ważny i powszechny, a nie marginalny” – zachęcają autorzy książki. Ale nie tylko, bo tematyka środowisk homoseksualnych może też być głównym tematem lekcji.

Celebryci wzorem

Przeraża już sama propozycja poprowadzenia takich zajęć np. z języków obcych. Okazuje się, że podręcznik to zbędny balast, bo na pewno przeważa w nim heteroseksualne podejście do świata. Lepsze zatem będą tzw. materiały źródłowe z szeroko pojętych mediów, które odnoszą się do tematyki LGBT, które należy omówić „w kontekście społecznym specyficznym dla kraju nauczanego języka”.

„Tematami takimi mogą być na przykład: małżeństwa, związki partnerskie, homofobia lub coming out osób publicznych. Jednocześnie za materiał źródłowy posłużyć mogą teksty kultury i popkultury (np. filmy, książki) podnoszące tematykę i zawierające wątki LGBT” – radzą eksperci KPH.

Jak ognia należy unikać w edukacji posługiwania się przykładami zakładającymi powszechną heteroseksualność. I tak „zamiast: ’Książę William był obiektem westchnień nastolatek’, możesz powiedzieć: ’…był obiektem westchnień wielu osób’ lub ’…był obiektem westchnień wielu nastolatek i nastolatków’”.

Nauczyciele instruowani są także, że powinni jak najczęściej podawać na lekcjach przykłady znanych postaci – wymienionych w podręczniku jako osoby określające się jako geje, lesbijki, osoby biseksualne lub transpłciowe lub w stosunku do których „istnieją różne przekazy mówiące, że w pewnym etapie życia były w związku jednopłciowym lub miały homoseksualne przyjaźnie”. Ich upodobania seksualne co prawda nie mają być głównym tematem dyskusji, ale ten fakt powinien być uwypuklony przy okazji omawiania ich wkładu w kulturę, naukę etc.

Dyskryminujący polonez

Poradnik poleca też zapraszanie do szkół gości, najlepiej doświadczonych edukatorów (m.in. homoseksualistów, osoby transpłciowe), z organizacji zajmujących się problemami środowisk LGBT. „Zapraszanie gości do klasy oraz organizowanie imprez i festynów szkolnych jest jedną z metod pokazywania pluralizmu i różnorodności oraz szerszego kontekstu społecznego funkcjonowania szkoły. Wiele organizacji pozarządowych specjalizuje się w edukacji młodzieży i może wprowadzić do szkoły ciekawe tematy metodami czasem trudnymi do zastosowania przez nauczyciela lub nauczycielkę (takimi jak: gry, zabawy oraz dzielenie się własnymi doświadczeniami)” – czytamy w poradniku.

Jak owe gry i zabawy miałyby wyglądać, nie opisano. Jednakże wielość problemów podnoszonych przez środowiska homoseksualne pozwala snuć pewne domysły. Drogowskazem może być np. poruszony w podręczniku problem balów maturalnych. Otóż jak się okazuje, studniówka jest źródłem dyskryminacji, bo tradycyjny polonez tańczony jest w parach heteroseksualnych.

„Nie jest powiedziane wprost, że osoby homoseksualne i ich partnerzy/partnerki nie mogą brać udziału w polonezie, ale dotychczas nie było precedensu tańczącej pary tej samej płci” – czytamy. Problemem są też tzw. walentynki, którym w obawie przed reakcją otoczenia osoby homoseksualne mogą się tylko przyglądać.

Nakazy i zakazy

W książce nauczyciele zachęcani są do aktywnego przeciwdziałania homofobii. Aby efekt był trwały i miał większy zasięg, do sprawy należy podejść „holistycznie – na poziomie całej szkoły”.

„Wprowadzenie odpowiedniej strategii i polityki postępowania jest najlepszym sposobem na stworzenie w szkole bezpiecznej i przyjaznej atmosfery” – czytamy. Autorzy proponują, by wszystkie przejawy przemocy rówieśniczej zostały nazwane i wymienione, gdyż inaczej pewne formy dyskryminacji mogą pozostać niezauważone. Lektura poradnika ma nie pozostawić w czytelniku złudzeń co do tego, że młodzież homoseksualna nie dość, że jest osamotniona w swoich problemach, to ilość dotykających ją przejawów dyskryminacji w szkole wymaga zdecydowanych interwencji.

Nie dziwi więc, że podręcznik zawiera zestawienie postaw nauczycieli – tych poprawnych i tych niedopuszczalnych – wobec osób homoseksualnych. Wśród zakazanych praktyk wymieniony jest przykład zaproszenia osoby homoseksualnej do udziału w debacie o tytule „Czy homoseksualność jest grzechem?”, w której miałaby stanąć naprzeciwko księdza, „czyli reprezentanta grupy większościowej i uprzywilejowanej religii”. W ocenie autorów, taka próba konfrontacji „jest sytuacją replikującą opresje społeczne, jakim poddane są osoby LGBT, a nie edukacyjną sytuacją równościową”. To nie jedyne odwołanie do Kościoła katolickiego, bo w książce autorzy sięgają epizodycznie do Katechizmu, który porusza temat homoseksualizmu – ale jak czytamy, „w protekcjonalny sposób”. Za to chwalone są inne, bardziej postępowe wspólnoty religijne.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik