logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Leszek Szymański / PAP

Legia gra dalej

Środa, 7 grudnia 2016 (23:23)

Piłkarze Legii Warszawa wygrali ze Sportingiem Lizbona 1:0, dzięki czemu zajęli trzecie miejsce w tabeli grupy F Ligi Mistrzów i wiosną zagrają w 1/16 finału Ligi Europejskiej.

W ten sposób rzeczywistością stało się to, co na początku zmagań w Champions League wydawało się absolutnie nierealnie. W pierwszej kolejce Legia została przecież upokorzona przez Borussię Dortmund, przegrała na własnym stadionie 0:6 i wielu obawiało się, że zostanie najgorszą drużyną w historii tych rozgrywek. Do tego nie doszło, a dziś udowodniła, jak wiele przez ostatnie miesiące się nauczyła i jak wiele wniosków wyciągnęła. Także z owego dramatycznego 0:6.

Przed dzisiejszym starciem wiedziała, co musi zrobić, by pozostać w pucharach. Wygrać. Proste? Niekoniecznie, bo naprzeciw niej stanął Sporting, czołowa drużyna Portugalii, z kilkoma aktualnymi mistrzami Europy w składzie. Początek należał do gości, którzy już w 4. minucie mogli objąć prowadzenie. Pomylił się Arkadiusz Malarz, William Carvalho huknął z dystansu, minimalnie niecelnie. Warszawianie sprawiali wrażenie lekko sparaliżowanych stawką, ale szybko się ogarnęli. Boiskowe wydarzenia wyrównały się, mistrzowie Polski podjęli rękawicę i pokazali, że mogą.

W 26. minucie mogli i powinni prowadzić – Aleksandar Prijović w sytuacji sam na sam pomyli się jednak nieznacznie. Niedługo później gol padł. Legia przeprowadziła naprawdę świetną akcję, kapitalnie w polu karnym zachował się Prijović, który wypatrzył Guilherme, a Brazylijczyk sprytnym strzałem po ziemi zdobył bramkę, która mogła dać Legii awans do Ligi Europejskiej. Mogła – i jak się później okazało – dała, bo więcej goli na Łazienkowskiej już nie padło.

Bliżsi kolejnych byli legioniści. Chwilę po trafieniu Guilherme minimalnie pomylił się Vadis Odjidja-Ofoe. W drugiej połowie centymetrów zabrakło po strzale Thibaulta Moulina, kapitalnej okazji nie wykorzystał Michał Kucharczyk, blisko był Miroslav Radović. Oczywiście goście też mieli swoje szanse, ale albo je marnowali, albo na wysokości zadania stawał Malarz. Raz Legii dopisało też szczęście, a może słaby wzrok sędziego, który nie dostrzegł ewidentnego zagrania piłki ręką przez Adama Hlouska. Rzecz działa się w polu karnym, Portugalczykom należała się jedenastka, ale to ich zmartwienie, że arbiter pomylił się na korzyść mistrzów Polski.

Legia wygrała, i to wygrała zasłużenie. Była zespołem lepszym, bardziej zdeterminowanym, poczynającym sobie z większą pasją i zaangażowaniem. Dzięki temu pozostała w pucharach, a nie jest wcale powiedziane, że w Lidze Europejskiej nie zajdzie daleko.

Rywalizację w grupie F, dość niespodziewanie, wygrała Borussia Dortmund, która dziś zremisowała 2:2 z Realem w Madrycie. „Królewscy”, po trafieniach Karima Benzemy, prowadzili już 2:0, ale Niemcy odpowiedzieli golami Pierre-Emericka Aubameyanga i Marco Reusa. Reus na listę strzelców wpisał się w 88. minucie.

Legia Warszawa – Sporting Lizbona 1:0 (1:0). Bramka: Guilherme (30). Żółte kartki: Michał Kopczyński, Jakub Rzeźniczak, Vadis Odjidja-Ofoe, Miroslav Radović, Michał Pazdan – Adrien Silva, William Carvalho. Czerwona kartka: William Carvalho (85., za drugą żółtą). Sędzia: Gianluca Rocchi (Włochy). Widzów: 26,5 tys.

Legia: Arkadiusz Malarz – Bartosz Bereszyński, Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan, Adam Hlousek – Guilherme (62. Michał Kucharczyk), Thibault Moulin, Michał Kopczyński, Vadis Odjidja-Ofoe, Miroslav Radović (94. Maciej Dąbrowski) – Aleksandar Prijović (86. Kasper Hamalainen)

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 8 grudnia 2016 (09:13)

NaszDziennik.pl