logo
logo

Zdjęcie: Leszek Szymański / Nasz Dziennik

Małe kroczki Magiery

Czwartek, 8 grudnia 2016 (20:52)

Nasz awans jest wielkim sukcesem całej polskiej piłki – powiedział po meczu ze Sportingiem Lizbona Jacek Magiera, trener Legii Warszawa.

Warszawianie dokonali w nim niemożliwego. I to wcale nie chodziło o wynik – polskie kluby w ostatnich latach wygrywały z rywalami notowanymi na podobnym poziomie co Sporting, choćby Wisła Kraków (z Parmą, czy Schalke Gelsenkirchen, czy nawet Barceloną) czy Lech Poznań (z Manchesterem City). Najbardziej zaimponował niesamowity postęp, jakiego w ciągu kilku tygodni dokonali legioniści. Postęp, który z drużyny potykającej się o własne nogi, bojaźliwej, nie wiedzącej, co robić na boisku, uczynił zespół z krwi i kości, doskonale zorganizowany, posiadający własny styl, grający mądrze, konsekwentnie, z wyraźnie nakreśloną taktyką i pomysłem. Legia ze środowego wieczora dosłownie w niczym nie przypominała siebie samej z początku przygody z Ligą Mistrzów. Wtedy była pośmiewiskiem, wczoraj zasłużyła na szacunek i uznanie.

– Działałem metodą małych kroków, w myśl zasady, że najpierw powinniśmy się nauczyć podawać na 10, a potem na 15 i 20 metrów. Na początku chcieliśmy strzelić w Lidze Mistrzów gola, potem zdobyć pierwszy punkt, a na końcu odnieść zwycięstwo. Wcześniej graliśmy odważnie, co oczywiście było ryzykiem i miało swoje konsekwencje, ale zależało mi, by zawodnicy uwierzyli w siebie, by przekonali się, że potrafią walczyć nawet z teoretycznie dużo mocniejszym przeciwnikiem – przyznał Magiera.

Przejął zespół tuż po klęsce 0:6 z Borussią Dortmund. I odmienił ją w sposób niewiarygodny, pokazując przy okazji, że wcale nie trzeba szukać na siłę trenerów za granicą, myśląc, że tylko oni mogą zagwarantować postęp. Takowi są na wyciągnięcie ręki, tylko trzeba dać im szansę.

Mecz ze Sportingiem był inny od wcześniejszych Legii w Lidze Mistrzów.

– Do ofensywy dołączyliśmy konsekwentną defensywę. Byliśmy ustawieni tak, żeby zawsze być ułamek sekundy przed lizbończykami. Wszyscy moi piłkarze zagrali z wielką determinacją, tak, jak zaplanowali, stali za sobą od pierwszej do ostatniej minuty – podkreślił Magiera.

Zaznaczył przy tym stanowczo, by w przemianie Legii nie doszukiwać się czegoś… „magicznego”.

– W sporcie nie ma czarów. Jest plan i wiara w to, że można. Jest praca i walka, jeden za drugiego – dodał.

Co teraz? Warszawianie czekają na rywala w 1/16 Ligi Europejskiej, bo w lutym w niej zagrają – nie bez szans na sukcesy.

– Chcemy też wygrywać w ekstraklasie, bo zdobyć miejsce nas zadowalające [a wiadomo, że na Łazienkowskiej zadowoli tylko jedno. Pierwsze. Każde inne będzie porażką – przyp red.], a za rok znowu pokazać się w Europie – zapowiedział Magiera.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl