logo
logo

Zdjęcie: Pedro Nunes / Reuters

Piszczek w centrum

Niedziela, 19 lutego 2017 (21:00)

„Łukasz Piszczek znajduje się we wspaniałej formie, a poza tym on uosabia wszystko to, co wyróżnia Borussię!”. Czy można wyobrazić sobie lepszą laurkę, tym bardziej że padła ona z ust trenera piłkarzy z Dortmundu.

Thomas Tuchel, autor wspomnianych słów, był wczoraj w świetnym nastroju. To nie mogło dziwić, skoro jego podopieczni pokonali 3:0 VfL Wolfsburg w meczu 21. kolejki Bundesligi. Był to bardzo dobry występ Borussii, wszystkich jej zawodników, z zastrzeżeniem, że jeden z nich na tle świetnie dysponowanego zespołu i tak wyraźnie się wyróżniał. Łukasz Piszczek.

Polski obrońca borykał się ostatnio z urazem pleców. Wrócił na boisko we wtorek, w przegranym 0:1 z Benficą Lizbona meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Za swój występ zebrał pozytywne noty, a w sobotę zachwycił. W pojedynku z „Wilkami” nie tylko świetnie wywiązywał się ze swych podstawowych zadań – jego obrońcą, który ma nade wszystko pilnować dostępu do własnej bramki – ale i przejął na siebie obowiązki strzelca i asystenta. Zdobył jednego gola, przeprowadził akcję, po której Jeffrey Bruma wpakował piłkę do własnej bramki, wreszcie idealnie obsłużył Ousmane'a Dembele, który ustalił wynik na 3:0.

– Łukasz znajduje się we wspaniałej formie. Dziś i przeciw Benfice zagrał doskonale, on uosabia wszystko to, co wyróżnia Borussię – powiedział Tuchel. Słowa to wymowne, dowodzące, jak ważnym piłkarzem dla BVB jest nasz reprezentant. Ostatni z trójki polskich muszkieterów w Dortmundzie. Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski (przy każdej okazji fetowany przez fanów Borussii) w Dortmundzie już nie grają, Piszczek też miał oferty transferowe, m.in. w ostatnim okienku, ale klub ani myślał go puścić. Jest dla niego zbyt cenny, zresztą i sam zawodnik w tym klubie i mieście czuje się tak dobrze, że nie pali się do przeprowadzki.

Szczególnie że w tym sezonie prezentuje się spektakularnie. Od początku rozgrywek zdobył w Bundeslidze aż pięć bramek, poprawiając swe życiowe osiągnięcie. Był i jest chwalony, doceniany, praktycznie na każdym kroku. Sam do wszystkiego podchodzi jednak bardzo skromnie i z dystansem. – Dla nas najważniejsze było, by po dwóch nieudanych meczach zaprezentować się z jak najlepszej strony. Myślę tu szczególnie o spotkaniu w Lizbonie, gdzie nie wykorzystaliśmy wielu okazji. I to się udało, pokazaliśmy, że jako drużyna wykonaliśmy duży postęp – powiedział po pojedynku z Wolfsburgiem.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl