logo
logo

Zdjęcie: Kai Pfaffenbach/ Reuters

Piłkarze Borussii: Jesteśmy ludźmi!

Czwartek, 13 kwietnia 2017 (23:33)

Podczas gry część piłkarskiego świata zachwycała się piłkarzami Borussii Dortmund, którzy „wbrew terrorystom” rozegrali mecz z AS Monaco. Oni sami nie ukrywali, że zostali do tego zmuszeni, niczym marionetki. I nie czuli się z tym dobrze.

Wtorek i środa dla futbolu XXI wieku były dniami wyjątkowymi. Zamach na autobus wiozący piłkarzy Borussii na stadion zszokował świat, bo z czymś takim jeszcze nie mieliśmy do czynienia. Po niespełna 24 godzinach wielu oklaskiwało wicemistrzów Niemiec, podkreślając ich hart ducha i niezłomność w walce ze złem. „Nieposkromieni”, „niepokonani” – tacy, dla wielu, stali się dortmundczycy, gdy wychodzili na boisko, by rozegrać pierwszy pojedynek w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Podkreślający wielkość piłkarzy BVB często niestety zapominali o tym, że są oni tylko ludźmi. Ludźmi, którzy niespełna dobę wcześniej omal nie zginęli.

– Nie rozumiem tego, dlaczego musieliśmy rozegrać mecz dzień po tych dramatycznych wydarzeniach. Ja przez całą noc nie zmrużyłem nawet oka. Nie tak powinny wyglądać przygotowania do niezwykle ważnego spotkania. Gdyby nie mój tata, z którym mogłem porozmawiać, to nie wiem, jak bym to wszystko zniósł. Teraz musimy wrócić do normalności, do codzienności, co wcale nie jest łatwe – przyznał bramkarz Roman Bürki.

Jego koledzy wypowiadali się w bardzo podobnym tonie. Podkreślali, że żaden z nich nie miał zamiaru wychodzić na boisko.

– Przecież od tej straszliwej historii nie minęły nawet 24 godziny. To niepojęte, że ktoś podjął decyzję za nas, a my, jak marionetki, musieliśmy się jej podporządkować i pojawić na murawie. Przecież to nie był zamach na nasz autokar, tylko na nas, na ludzi. A tu nie dostaliśmy nawet czasu, by się otrząsnąć. Nie da się ot, tak wymazać z głowy takich wydarzeń – podkreślił kapitan drużyny z Dortmundu Marcel Schmelzer.

– Piłka nożna jest szalenie popularna, szalenie ważna dla całego świata. W tym wszystkim nie można jednak zapominać o tym, co powinno być najistotniejsze, że my, piłkarze, jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Dla nikogo z nas nie było miłe, że musieliśmy tak szybko rozegrać mecz. Nikomu nie życzę bowiem tego, co przeżyliśmy ledwo dzień wcześniej. Gdy wtedy wróciłem do domu, gdy zobaczyłem żonę i synka, uświadomiłem sobie, jak wiele mieliśmy szczęścia – powiedział Nuri Sahin.

Dortmundczycy podkreślali, że o decyzji o przeniesieniu meczu z wtorku na środę dowiedzieli się niedługo po zamachu, gdy jeden z nich, Marco Bartra, jechał do szpitala na operację. Nikt nie pytał się ich o zgodę, nie pytał o zdanie.

UEFA na mocne słowa piłkarzy BVB odpowiedziała oświadczeniem, w którym poinformowała, że decyzja o nowym terminie meczu zapadła po konsultacjach m.in. z obydwoma klubami.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl