logo
logo

Zdjęcie: Michael Dalder/ Reuters

„Lewy”: Złość i poczucie krzywdy

Środa, 19 kwietnia 2017 (19:55)

Chyba jeszcze nigdy nie widzieliśmy Roberta Lewandowskiego tak zdenerwowanego i sfrustrowanego jak po rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów, w którym jego Bayern Monachium przegrał z Realem Madryt 2:4.

Dla Polaka był to pierwszy występ w tegorocznej rywalizacji monachijczyków z „Królewskimi”. Wcześniejsze spotkanie, w stolicy Bawarii, opuścił bowiem z powodu urazu barku. Bayern je przegrał 1:2 i na rewanż pojechał w bardzo trudnej sytuacji. Aby awansować do półfinału, musiał bowiem w Madrycie pokonać Real, i to strzelając co najmniej dwie bramki. I choć to zadanie z gatunku kosmicznie ciężkich, mistrzowie Niemiec długo je realizowali. W 53. minucie kapitan reprezentacji Polski wykorzystał rzut karny, dając swojej drużynie prowadzenie. W 78. min zmusił do błędu Sergio Ramosa, który wepchnął piłkę do własnej bramki. Po tym niefortunnym zagraniu na tablicy wyników pojawiło się 1:2, oznaczające wyrównanie stanu rywalizacji. Wynik nie zmienił się do 90. minuty, czyli doszło do dogrywki. W niej dominował już Real, który zdobył trzy gole, awansując dzięki temu do najlepszej czwórki rozgrywek.

Ale po drodze nastąpiło kilka zdarzeń, które mocno wpłynęły na losy pojedynku – a wpłynąć nie miały prawa. We wszystkich w roli głównej wystąpił węgierski sędzia Viktor Kassai, we wszystkich wydał decyzje krzywdzące Bayern. Raz odgwizdał pozycję spaloną Lewandowskiemu, gdy ten znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Pomylił się, bo Polak na spalonym nie mógł być, a tę okazję mógł zamienić na gole, nawet na wagę awansu. Dwukrotnie za to Kassai nie zauważył spalonych Ronaldo, niestety zamienionych przez Portugalczyka na gole – wyrównującego, w 105. minucie oraz na 3:2 w 110. Wcześniej, w 84. minucie, pokazał drugą, a w konsekwencji czerwoną kartkę Arturo Vidalowi, tyle że Chilijczyk na nią absolutnie nie zasłużył, bo nie sfaulował rywala! To były cztery momenty, które wstrząsnęły Bayernem, powaliły go na deski i odebrały mu półfinał. Wszystkich Bawarczyków doprowadziły do furii, także Lewandowskiego, który rzadko daje się wyprowadzić z równowagi i rzadko tak mocno wypowiada się o winnych niepowodzenia swojej drużyny.

Tym razem wątpliwości nie miał. Po spotkaniu stanowczo, zdecydowanie wyliczał błędy sędziego, które doprowadziły do takiego, a nie innego wyniku.

– Prowadziliśmy, byliśmy lepsi, mieliśmy mecz pod kontrolą, ale ktoś nam przeszkodził. Za dużo było tych pomyłek, jak na ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Wszyscy odczuwamy wielki niedosyt, bo nie jest miło przełknąć porażkę w meczu, w którym na pewno nie było się gorszym od przeciwnika – powiedział polski napastnik.

Po spotkaniu Lewandowski miał zresztą wziąć udział w wydarzeniach, o których rozpisywała się część hiszpańskich mediów. Wraz z Vidalem oraz Thiago Alcantarą wkroczył bowiem do sędziowskiej szatni (czyli strefy, do której postronne osoby, także piłkarze, wstępu nie mają), gdzie doszło do solidnej awantury. Było głośno, padały mocne słowa, także te z gatunku obraźliwych i dopiero po interwencji stadionowych ochroniarzy sytuacja miała się uspokoić.

Frustracji i poczucia zawodu Lewandowskiemu nie osłodziła oczywiście nawet bramka, jego jubileuszowa, bo 40. w Lidze Mistrzów. Polak od wtorku jest 12. strzelcem w historii tych rozgrywek. Pierwsze miejsce zajmuje niesamowity Ronaldo, który uzbierał już łącznie sto goli.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl