logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Michał Zieliński/ PAP

Jagiellonia prowadzi

Poniedziałek, 15 maja 2017 (19:53)

33. kolejka piłkarskiej ekstraklasy przyniosła pewne zwycięstwa trzech prowadzących w tabeli drużyn i poważną wpadkę czwartej. Walka o tytuł być może rozstrzygnie się w dwóch najbliższych seriach, kiedy to najlepsi zagrają ze sobą.

Pierwsze miejsce zachowała Jagiellonia Białystok. Podopieczni Michała Probierza pewnie pokonali Wisłę Kraków, dominując nad nią od pierwszej do ostatniej minuty. Goście w ciągu 90 minut nie oddali nawet jednego celnego strzału, sprawiając długimi fragmentami wrażenie, jakby uszło z nich powietrze po awansie do grupy mistrzowskiej. Zrealizowali cel, uratowali się przed spadkiem, już nic nie muszą… Gospodarzom oczywiście chciało się nieporównanie bardziej, wszak walczą oni o tytuł i na ten tytuł mają całkiem realne szanse.

Po trzy punkty sięgnął również Lech, choć Pogoń sprawiła mu dużo więcej kłopotów niż Wisła Jagiellonii. Nie znaczy to jednak, że wygrana „Kolejorza” w jakimś momencie była zagrożona, nie była, bo lechici grali dobrze, przeważali i trafiali. Jednego z goli zdobył Marcin Robak i była to jego 18. bramka w sezonie. Napastnik z Poznania, mający za sobą kilkuletni epizod w Pogoni, pewnie zmierza po koronę króla strzelców, ma już pięć trafień przewagi nad Estończykiem Konstantinem Vassiljevem z Jagiellonii.

Przed niedzielnym meczem Bruk-Bet był jednym zespołem ekstraklasy, z którym Legia nie odniosła jeszcze nigdy zwycięstwa. Każda seria kiedyś się jednak kończy, ta skończyła się dla piłkarzy z Niecieczy bardzo boleśnie. Wynik 6:0 mówi wszystko, przewaga mistrzów Polski nie podlegała dyskusji, a goście od pewnego momentu tylko marzyli o tym, by ich koszmar wreszcie się skończył. Warszawianie wysłali konkurentom czytelny sygnał: jesteśmy w „gazie”, nie interesuje nas nic innego, jak tylko obrona tytułu.

Marzenia i plany skomplikowała sobie za to Lechia. Wydawało się, że pewnie poradzi sobie z Koroną, a tu goście pokazali i ambicję, i umiejętności, które zaowocowały niespodziewanym 0:0. Ba, kielczanie mogli nawet pokusić się o pełną pulę, ale jednym punktem też nie pogardzili. Dla gospodarzy był on natomiast bolesną stratą.

Od środy rozpocznie się prawdziwy bój o tytuł, bo drużyny ze ścisłej czołówki wreszcie zaczną grać ze sobą. Na początek dojdzie do megahitu przy Łazienkowskiej, starcia Legii z Lechem, a Lechia podejmie Jagiellonię. Dziś Jagiellonia i Lech mają na kontach po 37 punktów, Legia 36, a Lechia – 34.

Równie ciekawie jest w grupie spadkowej. W 33. kolejce lekko odskoczyły rywalom Wisła Płock i Zagłębie Lubin, ale i one wciąż nie mogą powiedzieć, by były pewne ligowego bytu. Cracovia, zajmująca 11. miejsce, ma tylko cztery punkty przewagi nad ostatnim Ruchem, co pokazuje, jak zacięta i wyrównana będzie walka o uniknięcie degradacji. Ruch wydaje się w najtrudniejszej sytuacji. Gdy przegrywa się 0:6, można doszukiwać się problemów większych, a chorzowianie od takich uciec nie zdołali. Czy zdołają uratować byt – zobaczymy. Juto zmierzą się z Piastem i jeśli nie zwyciężą, ich sytuacja stanie się dramatyczna.

W 33. kolejce padły 23 gole, co dało średnią 2,875 na mecz. Gospodarze odnieśli sześć zwycięstw, goście ani jednego. Na trybunach zasiadło nieco ponad 86 tysięcy widzów.

Wyniki 34. kolejki:

KGHM Zagłębie Lubin – Piast Gliwice 3:1 (1:1). Filip Starzyński (34.), Kamil Mazek (56.), Arkadiusz Woźniak (90.+2.) – Michal Papadopulos (13.),

Arka Gdynia – Górnik Łęczna 1:0 (1:0). Rafał Siemaszko (39.).

Śląsk Wrocław – Ruch Chorzów 6:0 (1:0). Kamil Biliński (17. – głową, 54., 71.), Ryota Morioka (50., 82.), Piotr Celeban (56.).

Wisła Płock – Cracovia Kraków 1:1 (1:1). Piotr Wlazło (31. – karny) – Sebastian Steblecki (38.).

Jagiellonia Białystok – Wisła Kraków 2:0 (1:0). Cillian Sheridan (27.), Dmytro Chomczenowski (90.+1.).

Lechia Gdańsk – Korona Kielce 0:0.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin 2:0 (1:0). Marcin Robak (35.), Łukasz Trałka (64.).

Legia Warszawa – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 6:0 (2:0). Kasper Hamalainen (5. – głową, 74.), Miroslav Radovic (28.), Dominik Nagy (53.), Guilherme (56. – karny), Waleri Kazaiszwili (88.).

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl