logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Bartłomiej Zborowski / PAP

Legia zapowiada walkę o awans

Czwartek, 27 lipca 2017 (19:38)

Trener Jacek Magiera, mimo bardzo słabego występu jego podopiecznych w Astanie, wciąż pozostaje optymistą w kwestii awansu piłkarzy Legii Warszawa do czwartej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów.

– Pierwsza połowa dla Astany. Przed nami drugie 90 minut w Warszawie – przekonuje szkoleniowiec stołecznej drużyny. W tej kwestii nie sposób się z nim nie zgodzić. Astana w pełni wykorzystała atut własnego boiska i pokonała legionistów 3:1, wykonując spory krok na drodze do awansu do kolejnej fazy zmagań. Własne boisko w tym przypadku miało wymiar nie tylko symboliczny, bo jak wiadomo, w Astanie murawa jest sztuczna, a jak się na niej gra, przekonali się boleśnie choćby reprezentanci Polski. Oczywiście nie można porażki Legii tłumaczyć wyłącznie boiskiem. Ba, w zasadzie nie powinno się jej nim tłumaczyć w ogóle. Najważniejszą przyczyną niepowodzenia mistrzów Polski była bowiem ich własna słabość.

Legia w Astanie zagrała bowiem bardzo źle. Może poza początkiem, przez moment pierwszej połowy wydawało się, że Michał Pazdan i spółka przejmują kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, korzystając choćby z doświadczeń wyniesionych z poprzedniej edycji Champions League. Było to jednak, niestety, tylko miłe złego początki. W kolejnych minutach gospodarze mocno bowiem przycisnęli, a gdy to uczynili, warszawianie zaczęli się mylić. Napastnicy gospodarzy Patrick Twumasi i Junior Kabananga robili z defensywą mistrzów Polski niemal co chcieli, a bezradni Maciej Dąbrowski i Adam Hlousek raz po raz spoglądali na zegar, z jednym pragnieniem, by ich męczarnie jak najszybciej się skończyły. Jeden jedyny Pazdan robił, co mógł, by zatrzymać błyskotliwych rywali, a gdy jemu się nie udawało, na wysokości zadania stawał Arkadiusz Malarz. Doświadczony bramkarz uratował swój zespół przed stratą kolejnych dwóch, trzech bramek i uratował nadzieje na awans przed rewanżem.

Mecz w Astanie pokazał, jak bardzo Legii brakuje lidera. Kreatora, kogoś, kto weźmie ciężar na swoje barki i pokieruje kolegami. Duet Krzysztof Mączyński – Thibault Moulin z tej roli się nie wywiązał, głównie przez katastrofalną dyspozycję Francuza. Reprezentant Polski jeszcze zanotował na swym koncie kilka udanych zagrań, choć to akurat on zawinił przy trzeciej straconej bramce. Legia długimi momentami grała tak źle, że zasadne stały się pytania o przygotowanie zespołu do, bądź co bądź, najważniejszej części sezonu. Najważniejszej, bo przecież decydującej o obecności klubu w Lidze Mistrzów.

Małym promyczkiem słońca okazał się tylko gol Armando Sadiku. Dzięki niemu, dzięki temu, że warszawianie przegrali 1:3, wciąż mogą myśleć o awansie. Tym tropem idzie też Magiera, nietracący wiary w zespół.

– Gratulacje dla Astany za bardzo dobry występ. W sporcie nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Wiemy, jakie Astana ma atuty, dzisiaj je potwierdziła. My postaramy się, by rewanż wyglądał inaczej, zrobimy wszystko, by dwumecz zakończył się po naszej myśli. Będziemy walczyć – powiedział szkoleniowiec.

Legia faworytem już jednak nie będzie, a myśląc o sukcesie, będzie musiała zagrać o wiele lepiej, o wiele mądrzej i konsekwentniej niż w Astanie.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl