logo
logo

Zdjęcie: Darwinek/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Legia po pucharowej klęsce

Piątek, 25 sierpnia 2017 (19:44)

Przyjmuję krytykę. Jestem pierwszy, który to zrobi, bo to ja jestem odpowiedzialny za drużynę – powiedział po przegranej rywalizacji z Sheriffem Tyraspol Jacek Magiera, trener piłkarzy Legii Warszawa.

Stawką pojedynków z drużyną z Mołdawii była faza grupowa Ligi Europejskiej – cel minimum Legii na międzynarodowym podwórku w obecnym sezonie. Głównym była oczywiście powtórka sprzed roku, czyli faza grupowa, tyle że Champions League. Stołecznym piłkarzom nie udało się jednak do niej dostać, przeszkodą nie do pokonania okazała się Astana. Po przegranej na Łazienkowskiej zapanowała mała frustracja, jednak wciąż można było jeszcze sezon uratować – ten pucharowy. Liga Europejska to co prawda nie to samo co Champions League, ale też pozwala coś ugrać, nabywać międzynarodowego doświadczenia, no i zarobić całkiem pokaźne pieniądze. Włodarze Legii, planując budżet, zakładali wpływy z tych rozgrywek, nawet sobie nie wyobrażając, by drużyny mogło w nich zabraknąć. Tymczasem wakacje jeszcze się nie skończyły, a przygoda warszawian z pucharami dobiegła końca. W walce o LE nie zdołali znaleźć sposobu na Sheriff Tyraspol – ekipę, którą wedle wszelkich zapowiedzi mistrzowie Polski mieli „połknąć”. Na własnym boisku z nią zremisowali 1:1, na wyjeździe 0:0 i odpadli. Myliłby się ten, kto by stwierdził, że zapewne zabrakło im szczęścia, że atakowali, mieli przewagę, posyłali w stronę bramki rywali dziesiątki strzałów. Tych… nie było prawie w ogóle. W rewanżu, który legioniści musieli wygrać, stworzyli sobie jedną stuprocentową sytuację. Jedną! A poza tym byli bezradni i… Wypadałoby napisać „głupi”, bo to, co uczynił w pierwszej połowie Michał Pazdan, a co zakończyło się jak najbardziej zasłużoną czerwoną kartką, było absolutnie niedopuszczalne. Niepotrzebne i karygodne.

– W tamtym sezonie graliśmy w Lidze Mistrzów, co niektórzy będą pewnie wspominać wnukom na emeryturze. Teraz zawaliliśmy, nie da się tego ukryć. Na pewno tę drużynę stać, żeby grała lepiej. Wszyscy zawodnicy, którzy byli na boisku i ławce rezerwowych, mogą prezentować się lepiej. Przyjmuję krytykę, jestem pierwszy, który to zrobi, bo to ja odpowiadam za zespół – przyznał Magiera.

Dziś dodał, że zmiany w drużynie są nieuniknione. Niektóre wymusi forma, inne kontuzje. – Będą grali ci, którzy są zdrowi i ci, którzy podejmą rękawicę. Potrzebujemy zawodników, którzy przyjmą te ciosy, które są po nieudanym występie. Chcemy pokazać, że jesteśmy jednością – podkreślił trener mistrzów Polski, którzy w najbliższym ligowym meczu zmierzą się z liderem ekstraklasy, Zagłębiem Lubin.

Magiera przyznał też, że pucharowa porażka może mieć odbicie w ruchach kadrowych. – Są u nas zawodnicy, którzy mają w kontraktach wpisane klauzule odstępnego, zatem wszystko może się zdarzyć. Nie potrzebujemy jednak osłabień. Potrzebujemy stabilizacji, a także mądrych wzmocnień – zaapelował.

Czy czwartkowa porażka podważyła stabilną pozycją trenera? Do tej pory była ona niezachwiana, o czym przekonywał właściciel Legii, twierdząc, że Magiera to właściwa osoba na właściwym miejscu. Czy jest tak nadal? Zobaczymy. Na pewno pucharowa klęska zaowocowała potężną dziurą w budżecie, która jednak ma nie wpłynąć na funkcjonowanie zespołu – bo właściciel ma ją pokryć z własnych środków.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl