logo
logo

Zdjęcie: Michael Dalder/ Reuters

Bez Lewandowskiego w Glasgow

Poniedziałek, 30 października 2017 (13:31)

Robert Lewandowski nie pomoże Bayernowi Monachium w wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów z Celtikiem Glasgow. Niemiecki klub woli nie ryzykować pogłębienia problemów swego najlepszego napastnika.

Lewandowski nie dokończył sobotniego meczu Bundesligi z RB Lipsk. Pod koniec pierwszej połowy, kilka chwil po tym, jak zdobył efektownego gola – dziesiątego w obecnym sezonie – zgłosił kłopoty zdrowotne. Podbiegł do ławki rezerwowych, został przebadany przez lekarzy, na moment wrócił na murawę, jednak nie był w stanie kontynuować gry. Nie był, a może nikt nie chciał ryzykować, widząc, że problem, choć nie jakiś dramatyczny, jednak jest. Bawarczycy oczywiście „Lewego” gruntownie po wszystkim przebadali, nie odkryli żadnego poważniejszego urazu (zawodnik doznał lekkiej kontuzji mięśnia uda), wydawało się, że kapitan naszej narodowej drużyny będzie mógł pomóc kolegom we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów z Celtikiem Glasgow. Dziś jednak okazało się, że nie, że do Szkocji w ogóle nie poleci.

Lekarze zalecili bowiem Polakowi odpoczynek, twierdząc, że jego problemy mogą mieć źródło w przemęczeniu. Lewandowski jest bowiem niebywale eksploatowanym piłkarzem. Czy to w Bayernie, czy w reprezentacji grywa bowiem zawsze, zwykle od początku do końca. Na palcach można policzyć przykłady meczów, w których na murawie się nie pojawił albo uczynił to z ławki rezerwowych. W reprezentacji – wiadomo, jest jej kapitanem, najlepszym strzelcem, absolutnym liderem, kimś, kto prowadzi ją do wyznaczonego celu. Ale i w Bayernie – to może zakrawać na pewien paradoks, bo to jeden z najbogatszych klubów świata – „Lewy” nie ma zmiennika. Włodarze tego klubu uznali najwyraźniej, że Polak, kapitalnie się prowadzący, dbający sumiennie o własne zdrowie, silny, mocny, jest wytrzymały niczym tur, niezawodny jak maszyna i nie potrzebuje nikogo do zastępstwa. Były trener Bawarczyków Josep Guardiola przyznał kiedyś, że Lewandowski jest absolutnym profesjonalistą i prowadzi się tak dobrze, że kontuzje w ogóle się go nie imają – ale sobotnie wydarzenia przypomniały, że nie jest jednak robotem, którego można zaprogramować na wyłącznie najwyższe obroty. Jakiś czas sam zwrócił zresztą na to uwagę.

– Od początku sezonu gram dla reprezentacji i Bayernu co trzy dni w tygodniu. Żaden piłkarz nie jest w stanie wytrzymać na boisku po 90 minut, w każdym meczu – powiedział, zwracając uwagę na pewien drobny fakt. Jest człowiekiem i on odczuwa zmęczenie. Nawet najwięksi, Lionel Messi czy Cristiano Ronaldo, nie grywają tak często jak kapitan Biało-Czerwonych.

Bayern uznał zatem, że nie ma sensu ryzykować, że Polak powinien odpocząć. Dlatego nie zagra jutro. W Monachium za to wierzą, że będzie gotowy na sobotni, szlagierowy pojedynek z Borussią Dortmund w Bundeslidze.

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl