logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Bartłomiej Zborowski / PAP

Polska – Urugwaj: już z myślą o mundialu

Piątek, 10 listopada 2017 (15:15)

Bez Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka i Michała Pazdana, za to z Kamilem Wilczkiem w napadzie i debiutantem Jarosławem Jachem w obronie oraz w nowym ustawieniu taktycznym zagra dziś piłkarska reprezentacja Polski w towarzyskim meczu z Urugwajem.

Dla Biało-Czerwonych będzie to pierwszy sprawdzian od chwili zakończenia eliminacji do mistrzostw świata. Eliminacji udanych, bo wygrywając rywalizację w grupie E, zapewnili sobie pewny awans na mundial i teraz mogą już w spokoju myśleć i przygotowywać się do tej imprezy. Mecz z Urugwajem, dziś w Warszawie, i z Meksykiem za trzy dni w Gdańsku stały się okazją do przetestowania kilku nowinek i sprawdzenia, czy… istnieje życie bez Lewandowskiego.

Kim jest napastnik Bayernu Monachium dla reprezentacji Polski, nie trzeba wyjaśniać. To ktoś zdecydowanie większy niż tylko najlepszy jej strzelec. To kapitan z prawdziwego zdarzenia, ktoś, na kogo zawsze można liczyć, kto w każdym spotkaniu zostawia na boisku całego siebie i nigdy nie odpuszcza. Teraz odpuścił, a raczej tak zadecydował trener Adam Nawałka, pomny zdrowotnych problemów zawodnika. Lewandowski wciąż nie doleczył lekkiego urazu mięśniowego i choć nie jest on poważny, na tyle dokuczał piłkarzowi, że selekcjoner, mądrze, nie podjął ryzyka. Pozwolił swemu asowi odpocząć, wyleczyć się, bo jak słusznie zauważył, zdrowie jest w tym wypadku absolutnie najważniejsze. Każdy wolałby oczywiście, by „Lewy” dziś na boisko wybiegł, ale pod jego nieobecność przekonamy się, jak zespół radzi sobie bez swego absolutnego lidera. A to może być doświadczenie i ciekawe, i bardzo cenne, zważywszy na ilość informacji.

Nieobecnych będzie niestety więcej. Piszczek od kilku tygodni leczy poważną kontuzję, uraz dotknął również Pazdana – i obu dziś nie zobaczymy. Jest jednak szansa, że obrońca Legii Warszawa wykuruje się do poniedziałku, wtedy z Meksykiem zagra.

Problemy kolegów bywają szansą dla innych i nie inaczej będzie teraz. Nieobecność Lewandowskiego otworzy drzwi do pierwszego składu Wilczkowi, który wygrał rywalizację z Mariuszem Stępińskim i Jakubem Świerczokiem. Napastnik Broendby Kopenhaga będzie mógł tym samym udowodnić, że jest zawodnikiem, na którego można liczyć, zdolnym wziąć na siebie ciężar zdobywania bramek, co w obecnym sezonie… specjalnie mu się nie udawało. Przynajmniej w klubie. W ataku pojawi się też Kamil Grosicki, a to dlatego, że Nawałka zamierza przetestować nowy system gry: 3-5-2.

Selekcjoner wolałby zapewne, by sprawdzian odbył się w optymalnej sytuacji kadrowej, ale takiej nie ma, również w przypadku defensorów. Brak Pazdana stworzy szansę dla Jacha, całkowicie nowej twarzy w kadrze, który do tej pory nie miał okazji do założenia koszulki w narodowych barwach. Obrońca Zagłębia Lubin ma jednak za sobą udaną jesień, a poza tym wie, jak gra się we trójkę z tyłu. – W tym systemie gram w klubie i czuję się w nim lepiej niż z czterema obrońcami. Nie miałbym zatem problemu, gdybym w takim właśnie układzie przyszło mi wystąpić – powiedział i dziś przekonamy się, z jakim skutkiem, bo Nawałka planuje posłać go do boju w pierwszej jedenastce.

Zmian, w porównaniu w eliminacjami, może być zresztą więcej, bo blisko podstawowego składu znajduje się defensywny pomocnik Jacek Góralski – i opierając się na wnioskach z ostatnich treningów kadry, można być niemal pewnym, że i on wybiegnie na murawę od pierwszej minuty, stwarzając – miejmy nadzieję – zaporę nie do przejścia wraz z Grzegorzem Krychowiakiem.

Warszawski mecz będzie szczególnym, bo ostatnim w reprezentacyjnej karierze, dla Artura Boruca. Doświadczony bramkarz sam przyznał, że jego przygoda w niej przypominała rollercoaster. Grywał spotkania wielkie, w których niemal w pojedynkę zatrzymywał rywali, grywał fatalne, po których spadały na niego gromy, notował zachowania wstydliwe, niegodne reprezentanta – ale summa summarum zapisał się w historii narodowej drużyny. Dziś ubierze jej trykot po raz 65. i ostatni. Wedle planu, ma zejść z murawy w 44. minucie, przy owacji publiczności, która w ten sposób podziękuje mu za lata reprezentowania kraju.

Pojedynek na PGE Narodowym będzie dopiero czwartym starciem piłkarskich reprezentacji Polski i Urugwaju. W pierwszym, w 1986 roku w Montevideo, Biało-Czerwoni zremisowali 2:2, po dwóch bramkach Krzysztofa Barana. Sześć lat później, w tym samym miejscu, nasi wygrali 1:0, po strzale Dariusza Gęsiora. Wreszcie w 2012 w Gdańsku Polacy przegrali 1:3, honorowe trafienie zanotował Ludovic Obraniak, a dla rywali bramki zdobywali m.in. Luis Suárez oraz… Kamil Glik, który pokonał własnego bramkarza. Jak będzie dziś, przekonamy się od 20.45.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl