logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Gutkowski płynie po rekord

Niedziela, 1 stycznia 2017 (20:38)

Kiedy się ścigam, zapominam, że jestem drobinką kurzu na środku pustkowia – mówi Zbigniew Gutkowski, który na jachcie „Globe” zamierza pobić legendarny rekord Henryka Jaskuły w samotnym żeglowaniu dookoła świata.

Gutkowski i Jaskuła, choć dzielą ich pokolenia, to dwie wielkie sławy polskiego żeglowania. Jaskuła przeszedł do historii, gdy jako pierwszy nasz rodak i trzeci w ogóle na świecie, samotnie, bez zawijania do portów, okrążył ziemię. Rejs na jachcie „Dar Przemyśla” rozpoczął 12 czerwca 1979 roku, zakończył w Gdyni 20 maja 1980 – po 344 dniach. Płynął z zachodu na wschód wokół trzech przylądków – Dobrej Nadziei, Leeuwin i Horn.

Gutkowski zamierza pokonać identyczną trasę, z tym że za miejsce startu i mety obrał Cascais. Początkowo myślał o francuskim Breście, ale zmienił plany ze względu na warunki pogodowe, lepsze u wybrzeży Portugalii. Płynie na doskonale sobie znanej jednostce „Globe”, zwanej też niekiedy „Babcią” – jednym z najbardziej utytułowanych jachtów na świecie, mającym na koncie wiele sukcesów w prestiżowych regatach. To właśnie na nim Gutkowski osiągnął jeden ze swych najwspanialszych wyczynów, zajmując w 2010 roku drugie miejsce w ekstremalnych regatach samotników Velux 5 Oceans.

– 37 lat po sukcesie Henryka Jaskuły chcę pobić rekord Polski w żegludze okołoziemskiej. Do chwili obecnej nikomu nie udało się powtórzyć tego wyczynu. Technologia oczywiście poszła mocno do przodu, dlatego zakładam, że samotny rejs powinien trwać maksymalnie cztery miesiące. Na wodzie niczego jednak nie można przewidzieć. Chcę płynąć jak najszybciej, aby wyśrubować to osiągnięcie, dlatego nie zamierzam się oszczędzać. Jak wielkie to wyzwanie? Wystarczy wiedzieć, że mniej ludzi opłynęło świat, niż było w kosmosie – opowiada Gutkowski.

Urodził się 24 czerwca 1973 roku w Gdańsku. Żeglarstwo uprawia od 10. roku życia, do tej pory przepłynął ponad 130 tysięcy mil morskich. – Mimo to ocean nadal ma przede mną wiele tajemnic, żaden żeglarz nigdy nie powie, że w tej materii poznał całą wiedzę. Oczywiście wiele rzeczy przewidzę, ale za każdym razem spotyka mnie coś nowego. Żeglarstwo to natura i żywioły, które nie są powtarzającymi się matematycznymi wzorami. Trzeba być przygotowanym na to, że człowieka może coś zaskoczyć, i z reguły tak jest; pojawiają się choćby fale, jakich wcześniej na danym akwenie nigdy się nie widziało – podkreśla.

Bardzo dużą część ze wspomnianych 130 tysięcy mil morskich pokonał samotnie. Napędzała go wtedy rywalizacja. – Kiedy się ścigam, kiedy walczę o konkretne miejsce, zapominam, że jestem drobinką kurzu na środku pustkowia. Nakręca mnie adrenalina, jaka się wyzwala na zawodach – tłumaczy.

Doświadczeniem morskim mógłby obdzielić kilku żeglarzy. Sprzęt zna jak własną kieszeń. – To niezwykle ważne składowe żeglowania. W dalszej kolejności istotna jest tężyzna fizyczna, bo wszystkie liny i żagle są napędzane siłą naszych mięśni. Ale warto pamiętać, że żeglarstwo to nie tylko mięśnie. Kto tak sądzi, szybko zostanie sprowadzony na ziemię. Ileż można bowiem dokonać siłą fizyczną, troszeczkę szybciej pociągnąć żagiel, zyskując kilka minut w ciągu trzech miesięcy? Natomiast pomyłka w strategii, powodująca, że trzeba popłynąć o kilkaset mil więcej, to już poważna sprawa. Dlatego głowa, a wraz z nią taktyka i strategia znajdują się na pierwszym miejscu – przyznaje.

W rejs, w którym chciałby pobić rekord Jaskuły, zabrał pożywienie na 150 dni, choć ma nadzieję do portu zawinąć szybciej.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl