logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Erik van Leeuwen/ Wikipedia

Majewski, Phelps i inni

Poniedziałek, 2 stycznia 2017 (05:29)

Michael Phelps, Kobe Bryant, Nico Rosberg, Tomasz Majewski – co łączy tych wspaniałych sportowców? W roku 2016 pokończyli kariery, choć w kilku przypadkach aż trudno było w to uwierzyć.

Jedni zapowiadali to od dawna. Jak choćby Majewski. Mistrz olimpijski z Pekinu i Londynu kilka lat temu obwieścił, że tuż po igrzyskach w Rio de Janeiro odłoży kulę na półkę. Chciał odejść, jeśli nie będąc na szczycie, to w jego pobliżu, unikając rozmieniania się na drobne. I choć nie zdobył trzeciego medalu olimpijskiego, pożegnał się z kibicami w dobrym stylu. Tuż po zakończeniu czynnej przygody ze sportem założył garnitur i rozpoczął karierę działacza. Z przytupem, bo najpierw został prezesem Mazowieckiego Związku Lekkiej Atletyki, a potem wszedł w skład zarządu PZLA.

Totalnym zaskoczeniem była natomiast decyzja Rosberga. Niemiec w listopadzie, po raz pierwszy, został mistrzem świata Formuły 1. Kilka dni później zaszokował, gdy obwieścił zakończenie kariery, i to natychmiastowe. Nikt się tego kroku nie spodziewał, na czele z jego pracodawcami z zespołu Mercedesa. Rosberg jednak wytłumaczył: dopiąłem swego, spełniłem marzenia, jestem zmęczony ciągłą gonitwą, tą dosłowną i w przenośni, wypaliła mnie rywalizacja, chcę poświęcić się rodzinie. Wielu komentatorów było przekonanych, iż po prostu zrobił sobie przerwę, ale kierowca zarzekał się, że nigdy więcej do ścigania nie wróci.

Po igrzyskach w Londynie podobnie mówił Phelps. Amerykański pływak nie za bardzo potrafił sobie jednak poradzić w „cywilu”, trochę się w życiu pogubił i postanowił wrócić do tego, co umie najlepiej – pływania. Wrócił – i to jak! W Rio de Janeiro zdobył sześć olimpijskich medali, w tym pięć złotych. Powiększył swą kolekcję do 28 krążków, został sportowcem wszech czasów i być może po wsze czasy nim pozostanie. – Jako dziecko marzyłem o tym, by dokonać czegoś, czego przede mną nikt nie dokonał – przyznał. I dokonał. Po Rio karierę skończył – podobnie już definitywnie.

W 2016 z parkietami pożegnał się Bryant. Koszykarz-legenda, trzeci strzelec w historii NBA. Geniusz. Przez ostatnie lata nie prezentował się już tak okazale jak kiedyś, niektórzy nawet mu wytykali, że się rozmienia, ale akurat w ostatnim swym meczu dokonał czegoś niewiarygodnego. Rzucił 60 punktów, przypominając wszystkim, że przez wiele sezonów był gwiazdą świecącą absolutnie najjaśniej. W trakcie swej kariery zdobył wszystko: mistrzostwo olimpijskie, mistrzostwo NBA, był wybierany na najlepszego zawodnikia ligi.

Buty na kołku powiesiło również kilku wybitnych piłkarzy. Jednym z nich był Niemiec Miroslav Klose, najlepszy strzelec w historii mistrzostw świata.

W środę o zakończeniu kariery poinformowała Ana Ivanović. Przyczyną takiej decyzji Serbki, byłej liderki rankingu tenisistek, były przeciągające się problemy zdrowotne.

Ze sportowymi arenami w 2016 roku pożegnało się wielu znakomitych reprezentantów Polski. Choćby Grzegorz Tkaczyk i Krzysztof Ignaczak, którzy przez lata stanowili o sile naszej narodowej drużyny w pice ręcznej i siatkówce. Tkaczyk, na koniec, wygrał z Vive Tauronem Kielce Ligę Mistrzów. W podobnie wielkim stylu z rywalizacją pożegnał się Tadeusz Błażusiak, legenda motocyklowego SuperEnduro, wielokrotny mistrz świata. Na do widzenia w Krakowie, przed własną publicznością, wygrał pierwszą w sezonie – i zarazem swoją ostatnią – eliminację mistrzostw globu. Z kolarskimi trasami pożegnał się Sylwester Szmyd, karierę zakończył wioślarz Konrad Wasielewski, ostatni z czwórki „dominatorów”, przez lata wygrywających wszystko, co do wygrania było.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl