logo
logo

Zdjęcie: Derski/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Z podniesioną głową

Czwartek, 19 stycznia 2017 (20:37)

Choć polscy piłkarze ręczni przegrali dziś z Francją 25:26 w ostatnim meczu fazy grupowej mistrzostw świata, za swą postawę, walkę i ambicję zasłużyli na wielkie brawa i szacunek.

Przed spotkaniem z gospodarzami turnieju nie tylko nie brakowało obaw – wielu było niemal pewnych kompromitacji i totalnej klęski naszej młodej drużyny. Francja do tej pory kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa, była już pewna awansu do kolejnej fazy i to z pierwszego miejsca, a nasi wiedzieli, że w 1/8 nie zagrają. Z czterech rozegranych wcześniej spotkań wygrali, i to po mękach, jedno, ze słabiutką Japonią. Wszystko zatem wskazywało na to, że może się ziścić czarny scenariusz, jednak na szczęście Biało-Czerwoni przypomnieli, że w sporcie nie da się niczego przewidzieć ze stuprocentową gwarancją.

Od pierwszych minut dzisiejszego spotkania toczyli bowiem z Francuzami piękny bój. To prawda, rywale wystawili drugi garnitur, oszczędzając swe największe gwiazdy, ale teoretyczni rezerwowi Trójkolorowych w niemal każdej innej drużynie byliby gwiazdami pierwszej wielkości. Nasi, młodzi, niedoświadczeni, trochę okaleczeni poprzednimi meczami, nie przestraszyli się ich. Pierwsza połowa wyglądała zgoła sensacyjnie. Francuzi niby prowadzili od początku, jednak nieznacznie, jedną, góra dwoma bramkami. Polacy utrzymywali dystans, a w 17. minucie, po trafieniu Przemysława Krajewskiego, to oni wyszli na prowadzenie 7:6! W końcówce było 11:10 dla podopiecznych Tałanta Dujszebajewa, a tuż przed przerwą wyrównali na 13:13. To był wynik, którego mało kto się spodziewał.

Niestety, pierwsze fragmenty drugiej połowy przypomniały o największych słabościach naszej drużyny. Niepotrzebnych błędach, prostych, traconych piłkach, niewykorzystywanych okazjach. Francuzi są zbyt doświadczeni, by z prezentów nie korzystać, i zdobyli pięć goli z rzędu. Było źle, jednak Polacy pokazali charakter. Nie poddali się, podjęli rękawice i zaczęli pogoń. W 44. minucie, po trafieniu Marka Daćko, na tablicy wyników pojawił się rezultat 20:19, czyli nasi byli blisko, bardzo blisko! Niestety, mimo chęci, mimo wielkich starań, Biało-Czerwoni nie zdołali doprowadzić do remisu. W końcówce wzięły górę większe umiejętności, większe doświadczenie i obycie Francuzów, którzy cały czas utrzymywali skromną, jedno-, dwubramkową przewagę. Polacy walczyli pięknie, jednak przegrali. Minimalnie.

Ale to była porażka godna. Taka, po której można było chodzić z podniesioną głową. Nasz młody zespół w tym meczu pokazał, że warto na niego stawiać. Że ma przed sobą przyszłość. Pewnie nieraz się jeszcze potknie, dozna niejednej bolesnej porażki, ale uczy się i wyciąga wnioski.

Nasi do 1/8 nie awansowali, lecz we Francji pozostali. Czeka ich rywalizacja o Puchar Prezydenta, trofeum dla najlepszej spośród najgorszych drużyn mistrzostw. Nie można przejść obok niego obojętnie i Polacy nie przejdą, bo Dujszebajew na każdym kroku podkreśla, że dla nich każdy jeden mecz ma ogromne znaczenie. W sobotę w Breście Biało-Czerwoni spotkają się z piątą drużyną grupy B, Tunezją.

Polska – Francja 25:26 (13:13).

Polska: Adam Malcher – Marek Daćko 4, Krzysztof Łyżwa, Przemysław Krajewski 5, Paweł Niewrzawa, Patryk Walczak, Arkadiusz Moryto 3, Michał Daszek 3, Maciej Gębala, Rafał Przybylski 2, Paweł Paczkowski 3, Łukasz Gierak, Tomasz Gębala 5, Piotr Chrapkowski.

 

 

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 16 września 2017 (14:28)

NaszDziennik.pl