logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / PAP/EPA

Katastrofa w Mińsku

Czwartek, 4 maja 2017 (19:38)

Polscy piłkarze ręczni w fatalnym stylu przegrali w Mińsku z Białorusią 23:32, redukując do minimum szanse awansu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.

To był mecz o życie. O przyszłość, o wszystko. Mając tego świadomość, trener Tałant Dujszebajew posłał do boju m.in. dawno niewidzianych w narodowych barwach Karola Bieleckiego, Michała Jureckiego i Krzysztofa Lijewskiego. Wszyscy oni bez wahania odpowiedzieli na wezwanie selekcjonera, bo wiedzieli, że po porażkach z Serbią i Rumunią drużyna nie może sobie pozwolić na kolejne niepowodzenie – jeśli oczywiście chce awansować na mistrzostwa. A chce… A może chciała, bo po dzisiejszym spotkaniu jej szanse stopniały do absolutnego minimum.

Polacy przylecieli do Mińska po zwycięstwo. Plan zaczęli realizować dobrze, bo wyszli na prowadzenie po rzucie Przemysława Krajewskiego. Potem co prawda nie zachwycali, lecz utrzymywali niezły wynik, głównie dzięki dobrze broniącemu Adamowi Malcherowi. Po kwadransie, znów po rzucie Krajewskiego, nasi znaleźli się na plusie (7:6) i nic nie zapowiadało katastrofy, jaka nastąpiła w kolejnych fragmentach pojedynku. Od razu podkreślmy: Białorusini wcale nie zaczęli nagle grać jakoś nadzwyczajnie. Poprawnie – tak, ale nic ponadto. Tyle że to wystarczyło, by szybko odskoczyć na dystans kilku bramek i wypracować sobie przewagę, której naszym nie udało się już zniwelować. Na przerwę obie drużyny zeszły przy pięciobramkowym prowadzeniu gospodarzy. Piłka ręczna to taki sport, w którym nawet taki dystans można szybko odrobić, ale trzeba grać dobrze, z wiarą i przekonaniem o tym, że się uda. A naszym tej wiary jakby brakowało.

Oczywiście Polakom nie można odmówić ambicji i serca. Walczyli, zostawiali na boisku wiele zdrowia. Ale popełniali błędy, które były dla rywali wodą na młyn. Każdy niecelny rzut, każda strata napędzały Białorusinów, którzy systematycznie powiększali przewagę. Gdy na dziesięć minut przed końcem gospodarze uciekli na odległość dziesięciu goli, stało się jasne, że jedyną niewiadomą tego spotkania będą rozmiary ich zwycięstwa. Skończyło się ostatecznie na dziewięciu trafieniach. Fatalnym wyniku, który może nie odbiera całkowicie naszym szans awansu na mistrzostwa, ale radykalnie je zmniejsza. Do absolutnego minimum. Szkoda, i tak naprawdę trudno pojąć to, co wydarzyło się w Mińsku, pamiętając o tym, w jakim składzie Polacy dziś walczyli…

Podopieczni Dujszebajewa w trzech meczach w swej grupie eliminacyjnej nie zdobyli nawet punktu. Najpierw przegrali z Serbią 32:37, potem z Rumunią 23:28, teraz z Białorusią 23:32. Dzisiejszy występ był chyba ich najsłabszym, a przecież miało być odwrotnie.

Białoruś – Polska 32:23 (15:10). Polska: Malcher, Morawski: Krajewski 5, Lijewski i Paczkowski po 4, Jachlewski 3, Daćko i Jurecki po 2, Chrapkowski, Daszek i Syprzak po 1, Bielecki, Kus, Łyżwa, Moryto, Przybylski.

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl