logo
logo

Zdjęcie: Andrew Boyers/ Reuters

Kubica: Mogę być szybki

Czwartek, 20 lipca 2017 (20:31)

Robert Kubica przyznał, że po powrocie do Formuły 1 może prezentować poziom podobny do tego, jaki pokazywał w 2010 roku. – A to był poziom bardzo wysoki – powiedział.

Podczas gdy wyścigowy świat czeka na potwierdzenie składu Renault na sierpniowe testy w Barcelonie (zespoły będą tam pracowały nad usprawnieniami i modyfikacjami aktualnych bolidów, gdyby Kubica się na nich pojawił, pierwszy raz pojechałby pojazdem z 2017 roku, mogąc sprawdzić się na tle rywali), polski kierowca opowiada o przeżyciach z ostatnich miesięcy i tłumaczy, że nie ma żadnych wątpliwości i strachu dotyczącego powrotu do ścigania w Formule 1.

– Jestem na to gotowy, a opieram to nie na jakimś przeczuciu, a rzeczywistości. Kluczowe okazały się dwa dni testów, po których zniknęły wszelkie wątpliwości, zastąpione przez pewność siebie – powiedział w wywiadzie dla „Corrierre della Serra”.

Kubica przyznał przy okazji, że kluczem do powodzenia – czyli na razie udanych testów – okazała się psychika.

– Musiałem sobie poradzić z własną niepełnosprawnością i przezwyciężyć problemy z niej wynikające. Gdy uświadomiłem sobie, że ograniczenia to pojęcia względne, mogłem do testów podejść na większym luzie i spokoju. Gdy je zaczynałem, nie nałożyłem na siebie żadnej presji i oczekiwań, ale szybko się odnalazłem i jedyne, na czym skupiłem, to osiągi. Wszystko od razu zaskoczyło, tak jak z jazdą na rowerze czy pływaniem. Tych rzeczy się nie zapomina, po prostu się je ma – podkreślił.

O swej przyszłości, planach nie wspominał, jednak wypowiedział słowa, które zabrzmiały i dobitnie, i niesamowicie optymistycznie. – Wiem, że mogę wrócić do poziomu z 2010 roku, a to był poziom bardzo wysoki. Aktualne bolidy różnią się od tych z 2012 roku (a właśnie w takich Polak odbywał oba wcześniejsze testy, w Hiszpanii i Francji), ale skoro obecni kierowcy sobie z nimi radzą, to dlaczego miałbym nie poradzić sobie ja – stwierdził.

Kubica nie ukrywał przy tym wdzięczności dla Renault, które zdecydowało się zaprosić go na testy, choć po raz ostatni w bolidzie F1 siedział na początku 2011 roku, na kilka dni przed tragicznym wypadkiem, który przerwał jego karierę. – Wiem, że powierzenie bolidu komuś takiemu jak ja, po tylu przejściach, musiało wymagać wielkiej odwagi. Sześć lat przerwy to przecież bardzo, bardzo dużo. Jestem więc tym bardziej wdzięczny za szansę. Wszystko, co się ostatnio wydarzyło, traktuję jako wielki dar, jako bonus, jak odzyskanie tego, co utraciłem w 2011 roku – podkreślił.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 20 lipca 2017 (20:31)

NaszDziennik.pl