logo
logo

Zdjęcie: Francois Lenoir/ Reuters

Weekend Hamiltona

Niedziela, 27 sierpnia 2017 (19:33)

Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa wygrał dziś wyścig o Grand Prix Belgii, dwunastą eliminację mistrzostw świata Formuły 1.

Brytyjski kierowca w najlepszy z możliwych sposób zakończył zatem swój wspaniały weekend na torze Spa-Francorchamps. Najpierw w sobotę wygrał na nim kwalifikację, a że uczynił to po raz 68., wyrównał rekord wszech czasów należący do legendarnego Niemca Michaela Schumachera. Wkrótce na pewno go pobije, pisząc własną historię Formuły 1. Zanim jednak do tego dojdzie, cieszył się z kolejnego zwycięstwa. Efektownego.

Niedzielne zmagania w GP Belgii przebiegły w zasadzie bez większych emocji – jeśli chodzi o rywalizację o pierwsze miejsce. Hamilton nie popełnił błędu na starcie, błyskawicznie wypracował sobie przewagę nad rywalami, może nie bardzo dużą, ale pozwalającą mu na spokojną i bezpieczną jazdę. Najgroźniejszy z konkurentów, lider mistrzostw świata, Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari) kilkakrotnie starał się oczywiście zaatakować Brytyjczyka, ale nie miał szans, by uczynić to skutecznie. Hamilton minął zatem metę na pierwszym miejscu, odnosząc 58. zwycięstwo w karierze. Częściej z wygranej cieszył się jedynie nie kto inny, jak Schumacher, który zanotował na swoim koncie aż 91 triumfów. Spośród „czynnych” kierowców 46 zwycięstwami może się pochwalić Vettel.

Na trzecim miejscu dzisiejszy wyścig ukończył Australijczyk Daniel Ricciardo (Red Bull), a na czwartym Fin Kimi Raikkonen (Ferrari). Jolyon Palmer, a więc Brytyjczyk z Renault, o którym spekulowano, że już na Spa-Fracorchamps może stracić miejsce w zespole na rzecz Roberta Kubicy, zanotował kolejne zmagania bez zdobytego punktu – tym razem minął metę na 13. pozycji.

Najwięcej po niedzielnym ściganiu mówiono jednak o wewnętrznej „wojnie” kierowców Force India. O tym, że Meksykanin Sergio Perez i Francuz Esteban Ocon bezpardonowo ze sobą walczą, było wiadomo od dawna, ale tym razem przekroczyli granice. Szczególnie Meksykanin, który kilka razy niebezpiecznymi manewrami spychał kolegę z teamu w stronę ściany, aż wreszcie, nie chcąc pozwolić, by Ocon go wyprzedził, tak „skutecznie” zajechał mu drogę, że doprowadził do uszkodzeń w obu bolidach. Sam na tym wyszedł zresztą gorzej, bo w końcówce musiał wycofać się z rywalizacji, a Francuz finiszował na dziewiątej pozycji.

Po raz kolejny kierowcy F1 spotkają się podczas Grand Prix Włoch, na legendarnym torze Monza. 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 28 sierpnia 2017 (12:23)

NaszDziennik.pl