logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: YANNIS KOLESIDIS/ PAP/EPA

Zapłonął olimpijski ogień

Wtorek, 24 października 2017 (19:55)

Dziś w starożytnej Olimpii zapalono pochodnię, z której ogień posłuży 9 lutego do zapalenia znicza zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Do Korei dotrze on 1 listopada.

Wtorkowa ceremonia miała dość niecodzienny przebieg. Zwykle bowiem ogień jest wzniecany za pomocą promieni słonecznych, skupionych przez zwierciadło optyczne. Tym razem jednak na przeszkodzie stanęła aura, a organizatorzy, pomni niekorzystnych prognoz, zadbali o odpowiednią „opcję B”. W poniedziałek – jak poinformował MKOl – z „zachowaniem wszelkiej procedury” zapalono bowiem zapasową lampę, z której dziś zapalono pochodnię. Była to sytuacja spotykana nieczęsto, ale nie absolutnie wyjątkowa. Podobną „operację” zastosowano choćby przed letnimi igrzyskami w Sydney w 2000 roku.

– Nasze marzenie spełnia się na naszych oczach. Chcemy teraz, by międzynarodowa społeczność zrozumiała, że jesteśmy zdeterminowani, by przeprowadzić zawody nie tylko sprawnie, ale i bezpiecznie – powiedział przewodniczący komitetu organizacyjnego Lee Hee-beom. Nawiązał w ten sposób do niepokojów spowodowanych programem nuklearnym Korei Północnej i bardzo napiętej sytuacji w tamtym rejonie świata. Pjongczang do tego leży stosunkowo blisko granicy obu koreańskich państw, co u wielu sportowców powodowało lęk i kazało stawiać pytania, czy warto ryzykować daleką i niebezpieczną podróż. Koreańczycy, ci z południa, od dawna przekonują, że tak, że nikomu nic nie grozi i dziś tylko to powtórzyli.

– Jak powiedział kiedyś twórca idei olimpijskiej Pierre de Coubertin, igrzyska są pielgrzymką do przeszłości i aktem wiary w przyszłość. My możemy dodać, że są święte, są ponad wszystkim, co nas dzieli. W dzisiejszym, pełnym zawieruch świecie, mają siłę, by jednoczyć ludzi – podkreślił przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach.

Sztafetę z pochodnią rozpoczął grecki biegacz narciarski Apostolos Angelis, po czym przejął ją słynny przed laty koreański piłkarz Park Ji-Sung. Ogień przez osiem dni będzie podróżował teraz po Grecji, a 1 listopada dotrze do Korei. Tam odwiedzi 17 miast, a pochodnię, choćby przez moment, poniesie 7500 osób.

Koreańczycy są już gotowi do przyszłorocznych zawodów. Ogłosili, że pokończyli budowę wszystkich aren olimpijskich oraz obiektów pozasportowych, służących i wykorzystywanych podczas igrzysk – także szybką kolej oraz autostrady. – Możemy się teraz koncentrować już wyłącznie na sportowcach – przyznał Lee Hee-beom.

Igrzyska w Pjongczangu odbędą się w dniach 9-25 lutego. Ich uczestnicy rywalizować będą o medale w 102 konkurencjach w 15 dyscyplinach.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl