logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: Jeff Kern/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Zrobili to!

Piłkarze ręczni w półfinale olimpijskiego turnieju. Są wielcy!
Czwartek, 18 sierpnia 2016 (11:17)

Wielu w nich nie wierzyło, wielu ich skreśliło, ale nasi piłkarze ręczni w ćwierćfinale olimpijskiego turnieju zagrali mecz wielki, pokonali faworyzowaną Chorwację 30:27 i zagrają o medale igrzysk w Rio de Janeiro.

Teoretycznie nic na nich nie wskazywało. Podczas gdy w fazie grupowej się męczyli, Chorwaci fruwali jak na skrzydłach. Wygrywali, bili najmocniejszych. Do tego w ostatnim bezpośrednim pojedynku, w styczniowych mistrzostwach Europy, zlali naszych niemiłosiernie – 37:23. I co? I nic. Nie miało to znaczenia. Ćwierćfinał był inną historią. Odrębną. Polacy zagrali w nim tak, jakby to, co do tej pory pokazywali w Rio, było li tylko zasłoną dymną. Czymś, co miało ukryć ich prawdziwy potencjał. Uśpić przeciwnika.

Ci, którzy spodziewali się jednostronnego pojedynku, od pierwszych minut przecierali oczy ze zdumienia. Biało-Czerwoni poczynali sobie fantastycznie, tocząc z faworyzowanymi rywalami kapitalny bój. Przy stanie 9:8 trener Tałant Dujszebajew wpuścił na boisko Piotra Wyszomirskiego. Sławomir Szmal nie popełniał błędów, ale też nie zatrzymywał Chorwatów tak, jak do tego przyzwyczaił. A że w piłce ręcznej bramkarz zwykle dodaje skrzydeł, szkoleniowiec postanowił spróbować innego wariantu. Wyszomirski, jak tylko pojawił się na placu gry, obronił strzał, a potem bronił jak w transie, z niewiarygodną skutecznością. Doprowadził przeciwników do rozpaczy, do furii, do bezsilności, gdy ci raz za razem próbowali, a on wychodził obronną ręką z największych opresji.

To nie wszystko, bo i jego koledzy w ataku porywali. Karol Bielecki rzucał jak bombardier, Krzysztof Lijewski w ogóle się nie mylił. Od stanu 9:11 nasi zdobyli sześć bramek z rzędu. Na przerwę schodzili, prowadząc czterema, a po niej odskoczyli na sześć.

Chorwaci oczywiście się nie poddali. To zbyt mocna, zbyt doświadczona drużyna, by rzucić ręcznik nawet przy tak niekorzystnym wyniku. Rozpoczęli pogoń i w 55 min doprowadzili do remisu. Sytuacja stała się trudna, jednak Polacy ani na chwilę nie zwątpili. Sprawy w swoje ręce wzięli Bielecki i Wyszomirski, nasi znów objęli prowadzenie i już go nie oddali. W pięknej końcówce postawili kropkę nad i, wygrali, awansowali do strefy medalowej i teraz powalczą z Danią o awans do wielkiego finału.

– Kluczem do sukcesu była wiara. Od początku wierzyliśmy, że możemy z Chorwacją walczyć i nic się w tej kwestii nie zmieniło nawet wtedy, gdy przegrywaliśmy. Wytrzymaliśmy presję, zrobiliśmy swoje. Cieszymy się, jesteśmy szczęśliwi, ale też podkreślamy, iż niczego jeszcze nie wygraliśmy. Teraz zaczął się dla nas nowy turniej i pojawiły się nowe marzenia – powiedział Dujszebajew.

Polska – Chorwacja 30:27 (18:14). Polska: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski – Karol Bielecki 12, Krzysztof Lijewski 7, Michał Daszek 4, Mariusz Jurkiewicz 2, Kamil Syprzak 2, Mateusz Jachlewski 1, Adam Wiśniewski 1, Bartosz Jurecki 1, Przemysław Krajewski, Mateusz Kus, Michał Szyba.

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl