logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Pokonać Serbię – zadanie na dziś

Czwartek, 24 sierpnia 2017 (19:58)

Dzisiejszy mecz Polski z Serbią prawdopodobnie zadecyduje o tym, która z tych drużyn zajmie pierwsze miejsce w grupie i zapewni sobie bezpośredni awans do ćwierćfinału rozgrywanych w naszym kraju mistrzostw Europy siatkarzy.

Wielkie odliczanie się powoli kończy. Wieczorem – początek o 20.30 – siatkarze Polski i Serbii rozpoczną na PGE Narodowym w Warszawie wielki bój o punkty mistrzostw Europy. Niemal identycznie było przed trzema laty. Wtedy też areną był Narodowy, wtedy też naprzeciw siebie stanęli Polacy i Serbowie, inna była tylko stawka – punkty mistrzostw świata. Biało-Czerwoni nie dali rywalom szans, wygrywając 3:0. Tamta wiktoria zapoczątkowała wspaniały marsz naszych siatkarzy, zwieńczony zdobytym w wielkim stylu tytułem. Na ławce trenerskiej polskiego zespołu zasiadał wtedy Francuz Stephane Antiga, a w pierwszej szóstce wybiegli: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Paweł Zagumny, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Mateusz Mika i libero, Paweł Zatorski. Dziś z tego grona zagra jedynie Zatorski, Antiga prowadzi reprezentacją Kanady… To pokazuje, jak bardzo przez trzy ledwie lata zmieniła się nasza narodowa ekipa. Nadal są w niej zawodnicy, którzy wiedzą, jak smakują medale wielkich imprez, ale są i młodzi, dopiero marzący o spektakularnych wynikach. Łączy ich głód medali, głód sukcesów i marzenia o tym, by jeszcze raz przed własną publicznością osiągnąć coś spektakularnego. Coś, co da miejsce w kronikach, zapisze się we wspomnieniach – jak turniej sprzed trzech lat, jeden z najwspanialszych w dziejach.

Aż nie chce się wierzyć, ale tamto mistrzostwo, zdobyte w 2014 roku, było ostatnim wielkim sukcesem reprezentacji Polski. Po nim przeżywaliśmy więcej chwil rozczarowań niż radości. Siatkarze mają tego świadomość, dlatego tym bardziej chcieliby złą passę przerwać.

Biało-Czerwoni do mistrzostw przygotowywali się na zgrupowaniu w Spale. Długim, bo trwającym niemal siedem tygodni. Pracowali mocno, pod czujnym okiem Ferdinando De Giorgiego, który słynie z twardej ręki i dyscypliny, wpajanej podopiecznym. – To prawda, trener narzucił nam swoje warunki i swoje wymagania, ale każdy je zaakceptował, bo każdy chce grać w kadrze i dać trenerowi powody, by właśnie na niego postawił. Ciężka praca zawsze jest podstawą sukcesów, a my doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, ile jej włożyliśmy, by znaleźć się w miejscu, w którym jesteśmy teraz – podkreślił Michał Kubiak, kapitan naszej drużyny.

Pierwszy mecz na wielkiej imprezie zawsze ma kolosalne znaczenie – dodaje skrzydeł, umacnia wiarę. Dzisiejszy lepszej z drużyn prawdopodobnie zapewni też pierwsze miejsce w tabeli grupy, a co za tym idzie – bezpośredni awans do ćwierćfinału mistrzostw. Polska i Serbia są bowiem faworytami grupy, w której rywalizują jeszcze Estonia i Finlandia. A przepustkę do czołowej ósemki turnieju, bezpośrednią, zdobędą tylko zwycięzcy każdej z czterech grup. Zespoły z miejsc dwa-trzy powalczą o awans w dodatkowych barażach. Nie trzeba przypominać, jakie znaczenie na dużych imprezach ma jeden dzień więcej – lub mniej – odpoczynku. Nasi przed rozpoczęciem przygotowań mieli go aż nadto, bo nie zdołali dostać się do Final Six Ligi Światowej. Było to małym rozczarowaniem, jednak z drugiej strony nikt nie darł szat, bo od dawna było wiadomo, że najważniejszą imprezą sezonu będzie ta rozgrywana na przełomie sierpnia i września, a dodatkowy czas wolny każdemu się przydał. Podładowane akumulatory zawsze pracują lepiej i wydajniej.

Jak zatem będzie dziś? Nikt nie liczy, że tak samo łatwo i przyjemnie jak przed trzema laty. Obie ekipy od tego czasu bardzo się zmieniły i zbliżyły poziomem. Serbowie są mocniejsi, zdecydowanie, a w składzie Biało-Czerwonych brakuje kilku wielkich nazwisk. Na pewno nie zabraknie emocji, o które zadba około 60 tysięcy widzów. – Pamiętajmy jednak, że oni za nas meczu nie wygrają. Mogą nam jednak pomóc i na to liczymy – przyznał Kubiak. 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 13 listopada 2017 (20:13)

NaszDziennik.pl