logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Początek zły, ale nikt nie złoży broni

Piątek, 25 sierpnia 2017 (19:47)

Choć po pierwszym meczu mistrzostw Europy trudno o optymizm, nasi siatkarze prosili kibiców: nie skreślajcie nas, turniej się dopiero rozpoczął, wszystko przed nami. Na razie: ciężka walka o ćwierćfinał.

Czwartkowy pojedynek z Serbią był określany mianem spotkania o ósemkę imprezy. Polska i Serbia zgodnie uchodziły bowiem za faworytów swej grupy, faworytów zdecydowanych, których akcje stoją wyraźnie wyżej niż akcje Finlandii i Estonii. My liczyliśmy na powtórkę sprzed trzech lat. Wtedy Polska i Serbia też zmierzyły się ze sobą na inaugurację wielkiej imprezy, też na PGE Narodowym, też w obecności około 60 tysięcy widzów. Wtedy Biało-Czerwoni pewnie zwyciężyli bez straty seta, co zapoczątkowało ich drogę do tytułu. Niestety – dla nas – przez te trzy lata bardzo wiele się zmieniło, co można było zauważyć gołym okiem podczas czwartkowego starcia. Co prawda też zakończyło się ono wynikiem 3:0, tyle że dla rywali. I to jak najbardziej zasłużonym, odzwierciedlającym to, co działo się na boisku.

Nie ma się co oszukiwać, tego dnia Polacy zawiedli. Szczególnie liderzy, ci, którzy mieli kreować grę, ciągnąć ją do przodu, także wtedy, gdy pojawiają się jakieś zgrzyty w trybikach. W czwartek zawodził blok, zawodził atak, serwis i przyjęcie, a więc prawie wszystkie składowe siatkarskiej sztuki, ale pomoc nie nadchodziła. Także ze strony trenera, który na słabość podopiecznych reagował biernością. W pewnych momentach aż prosiło się o zmiany, o jakąś iskrę, która mogła odmienić boiskowe wydarzenia, ale Ferdinando De Giorgi jej nie rozpalał. W zasadzie po inauguracji trudno doszukiwać się czegoś pozytywnego, poza tym, że gorzej już chyba być nie może.

– Serbowie zagrali lepiej, ale ten wynik nie przekreśla jeszcze całego turnieju. To dopiero początek, przed nami wiele meczów, nadal możemy zrealizować swe cele. Ale tak, pierwsze spotkanie wyobrażaliśmy sobie inaczej – powiedział Michał Kubiak, kapitan naszego narodowego zespołu.

De Giorgi przyznał, że Serbowie wykorzystali wszystkie swoje najmocniejsze strony, na co jego siatkarze nie potrafili znaleźć recepty. – My się nie poddaliśmy, lecz nie umieliśmy wyzwolić tego, co mamy najlepszego. Szybko przestaliśmy kontrolować spotkanie i wywierać na przeciwnikach presję – przyznał. Początek należał bowiem do Biało-Czerwonych, przed pierwszą przerwą techniczną pierwszego seta dominowali i wyraźnie prowadzili. Błyskawicznie jednak dali się rywalom prześcignąć, potem stanęli, musieli gonić, z czym sobie nie poradzili. – Kiedy się przegrywa spotkanie, wtedy widzi się wiele rzeczy, które nie funkcjonują tak, jak powinny. Aspekt mentalny nie był decydujący w tym starciu, nie poradziliśmy sobie w kwestiach czysto siatkarskich – powiedział Włoch, dodając jednak: „Głowa do góry!”.

– Teraz najważniejsza będzie głowa. Naprawdę pracowaliśmy ciężko i nie można stwierdzić, że jesteśmy bez formy. Nadal wierzę, że nam się uda, a wiary i serca nam nie zabraknie – podkreślił rozgrywający Fabian Drzyzga.

Przegrywając w czwartek, nasi praktycznie stracili szansę na bezpośredni awans do ćwierćfinału. Wywalczą go bowiem tylko zwycięzcy grup, a trudno liczyć na potknięcia tak grającej Serbii. Jutro i w poniedziałek Polacy powalczą zatem z Finlandią i Estonią o to, by zająć w grupie drugie miejsce – premiowane barażami z trzecią drużyną grupy C, w której występują: Rosja, Bułgaria, Słowenia i Hiszpania. Wydaje się, że zajmie je Bułgaria lub Słowenia – a to i tak będzie oznaczać trudnego przeciwnika w boju o najlepszą ósemkę turnieju. Tyle że nadal sobie nie wyobrażamy, by Polaków mogło w niej zabraknąć.

 

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl