logo
logo

Zdjęcie: Andrew Campbell/ Licencja: CC BY 2.0/ Wikipedia

Radwańska przegrała z Cibulkovą

Poniedziałek, 4 lipca 2016 (19:03)

Agnieszka Radwańska pożegnała się dziś z wielkoszlemowym Wimbledonem. W meczu czwartej rundy przegrała ze Słowaczką Dominiką Cibulkovą 3:6, 7:5, 7:9.

Teoretycznie Polka była faworytką. W rozgrywanym w Londynie turnieju została rozstawiona z numerem trzecim, rywalka – z 19. Ale to tylko złudzenie. Cibulkova to świetna tenisistka, której niska pozycja w rankingu wynika w dużej mierze z problemów zdrowotnych i długiej przerwy w grze. Radwańska z nią zwykle wygrywała, ale dwa ostatnie, tegoroczne mecze przegrała. Krakowianka o tym wiedziała i nastawiała się na twardy bój. Taki był. Niesamowicie twardy.

W pierwszym secie dużo lepsze wrażenie sprawiała Słowaczka. Wykorzystywała swój największy atut, czyli potężne, dokładne uderzenie, nie bała się ryzykować, podejmowała odważne decyzje, na co Radwańska nie potrafiła skutecznie odpowiedzieć. Agnieszka szybko jednak wyciągnęła właściwe wnioski z tej partii i w kolejnej na korcie rozgorzała już piękna i niezwykle wyrównana walka. Obie tenisistki prezentowały wszystko to, co mają najlepszego, Polka kapitalną defensywę, wspaniałe, zaskakujące skróty, techniczne sztuczki, a Słowaczka niesamowite „bomby”, bite zwykle w te miejsca, w które chciała. Pojedynek toczył się punkt za punkt, gem za gem, żadnej z zawodniczek nie udawało się uzyskać większej przewagi. W końcówce Cibulkova miała piłkę meczową, lecz Radwańska pięknie się wybroniła, a za chwilę wygrała seta.

O wszystkim musiał zatem rozstrzygnąć trzeci – i okazał się najlepszą z możliwych reklamą kobiecego tenisa. Obie panie stoczyły w nim bowiem absolutnie porywający pojedynek, w którym było dosłownie wszystko: kapitalne wymiany, zwroty akcji, emocje, dramaty. Najbardziej niesamowite było jednak tempo, w jakim zawodniczki rywalizowały. Mimo iż pojedynek zbliżał się do trzeciej godziny biegały i odbijały piłkę tak, jakby dopiero co się zaczął. Poziom tej partii był niebotyczny, wręcz kosmiczny, i wydawało się nawet, iż nigdy się ona nie skończy. Skończyła  – po 84 minutach wyczerpującego boju. Niestety – dla nas – minimalnie lepsza okazała się Cibulkova. Słowaczka była bardziej aktywna, mocniej wywierała presję, cały czas atakując i atakując, często z pozycji, wydawałoby się, skazanych na porażkę. Radwańska broniła się pięknie, imponowała techniką i sprytem, ale tym razem natrafiła na godną rywalkę.

Polka jedenastą przygodę z Wimbledonem zakończyła zatem szybciej, niż się spodziewała. Przed rokiem dotarła do półfinału, podobnie jak w roku 2013. Największy sukces odniosła cztery lata temu, gdy grała w finale. Z kolei Cibulkova w 2015 roku z tym wielkoszlemowym turniejem pożegnała się już w pierwszej rundzie.

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 31 sierpnia 2016 (11:43)

NaszDziennik.pl