logo
logo

Zdjęcie: Tatiana/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Wikipedia

Przegrany thriller Radwańskiej

Poniedziałek, 24 października 2016 (21:09)

Agnieszka Radwańska nieudanie, bo od porażki z Rosjanką Swietłaną Kuzniecową, rozpoczęła zmagania w Grupie Białej kończącego sezon turnieju masters – WTA Finals w Singapurze.

Jak Radwańska gra z Kuzniecową, można się spodziewać tenisowego maratonu, pełnego emocji, dramaturgii i zwrotów akcji. Tak wyglądały niemal wszystkie ich dotychczasowe pojedynki, z których zdecydowana większość padła łupem Rosjanki. Teraz jednak faworytką wydawała się być Polka i to nie tylko dlatego, że w Singapurze broni tytułu i jest wyżej notowana w rankingach. Kuzniecowa przyjechała na masters z biegu, bez odpoczynku, po wyczerpującym turnieju w Moskwie. Musiała go wygrać, by zapewnić sobie promocję na kończące sezon zmagania. Do Singapuru dotarła dopiero w niedzielę, specjalnie wynajętym samolotem. Trochę narzekała, że to niesprawiedliwe, że każda z uczestniczek powinna mieć równe szanse – i miała rację.

Początek dzisiejszego czasu zdawał się potwierdzać obawy o zmęczenie Rosjanki. Radwańska grała świetnie, niemal się nie myliła, a Kuzniecowa nie potrafiła złapać swojego rytmu. Efekt? Pewne prowadzenie naszej tenisistki 4:1. W tym jednak momencie wszystko się odmieniło. Rosjanka wzięła się w garść, zaczęła grać agresywniej, dużo bardziej zdecydowanie, z dużą pewnością siebie. W poczynania Agnieszki wkradła się za to dziwna pasywność, jakby zabrakło jej odwagi, by postawić kropkę nad i. Kuzniecowa wyrównała, a w dramatycznej końcówce to ona okazała się lepsza. Niespodziewanie.

Druga partia przebiegła bez większych dramatów. Radwańska w niej przeważała, wyraźnie, a jej rywalka coraz częściej się myliła. Wydawało się zatem, że Kuzniecowa natury nie oszuka. Że zmęczenie ją musi pokonać. Ale nie, Rosjanka się podniosła. Po kilkudziesięciominutowym kryzysie znów była sobą. Znów padła do przodu, atakowała, starała się wywierać presję. Polka jej w niczym nie ustępowała, zatem na korcie rozgorzała piękna walka. Radwańska prowadziła 2:0. Po trzecim gemie, wygranym przez Rosjankę, ta uznała, że za bardzo przeszkadza jej długi warkocz, wzięła więc do ręki… nożyczki i go sobie lekko skróciła. Nietypowa „operacja” przyniosła efekt, po chwili wyrównała. Kolejne dwa gemy pały jednak łupem krakowianki, która dzięki temu znalazła się w bardzo korzystnym położeniu. Ale Kuzniecowa się nie poddała. Przy stanie 5:4 nasza tenisistka miała jednak piłkę meczową, mogła postawić kropkę nad i, lecz tego nie uczyniła. Po chwili wyszła z identycznej opresji, lecz przy trzeciej podobnej sytuacji popełniła błąd i, niestety, przegrała gema, seta i mecz. Ostateczny wynik 5:7, 6:1, 5:7. Całe spotkanie trwało dwie godziny i 49 minut.

Radwańska zatem skomplikowała sobie sprawę, ale pamiętajmy, że przed rokiem, gdy w mastersie zwyciężyła, przegrała dwa pierwsze mecze, by potem w wielkim stylu wrócić do gry i, w końcowym rozrachunku, odnieść największy sukces w karierze. W kolejnych meczach zmierzy się z Czeszką Karoliną Pliskovą oraz Hiszpanką Garbine Muguruzą.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 25 grudnia 2016 (18:34)

NaszDziennik.pl