logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: JULIAN SMITH / PAP/EPA

Janowicz postraszył Cilicia

Poniedziałek, 16 stycznia 2017 (20:03)

Jerzy Janowicz był dziś bardzo blisko sprawienia niespodzianki i pokonania Chorwata Marina Cilica w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open. Niestety, przegrał 6:4, 6:4, 2:6, 2:6, 3:6.

Kilka lat temu Janowicz plasował się na 14. miejscu w światowym rankingu, wydawało się, że lada chwila znajdzie się w czołowej dziesiątce, a gry z nim obawiali się najlepsi. Dziś w klasyfikacji ATP jest 278. Spadł pod koniec trzeciej setki głównie z powodów zdrowotnych. Niemal przez cały poprzedni sezon borykał się z kontuzjami, przegrywał mecz za meczem. W tegorocznym Australian Open wystąpił dzięki zamrożonemu rankingowi, w latach 2013-2015 docierał w Melbourne do trzeciej rundy. Teraz tak daleko nie zaszedł, odpadł już w pierwszej, ale pokazał tenis, który może rokować optymistycznie.

Cilic był zdecydowanym faworytem dzisiejszego starcia, choć głosy, że ewentualny sukces nie przyjdzie mu łatwo, było częste i słyszalne. Po pierwszych dwóch setach sensacją zapachniało na dobre, bo Janowicz w nich dominował! Łodzianin przypominał w nich siebie z najlepszych czasów. Grał odważnie, bez kompleksów, znakomicie serwował, czyli wykorzystywał swoją główną broń, nie bał się stosować ryzykownych, sprytnych skrótów, krótko mówiąc,zaskakiwał rywala. Po Ciliciu było widać, że spodziewał się innego przebiegu gry, popełniał błędy, denerwował się. Ale Chorwat to znakomity i doświadczony zawodnik. Gdy stanął pod ścianą, zareagował tak, jak powinien. Zaczął pokazywać swój najlepszy tenis.

Od trzeciego seta obraz pojedynku się zmienił. Cilic przejął kontrolę nad wydarzeniami na korcie, a Janowicz się mylił. Często. Chorwat doprowadził do remisu 2:2 w setach, a w piątej, decydującej partii przypomniały o sobie koszmary łodzianina. Mówiąc w największym skrócie – on sam. Wdał się w niepotrzebne dyskusje, by nie rzec pyskówkę, z jednym z kibiców, trzymającym stronę rywala. Tak wyprowadziły go z równowagi, że zażądał od sędziego, by wyrzucił fana z trybun. Ten się nie zgodził, co dodatkowo zdenerwowało naszego reprezentanta. A Janowicz zły, wkurzony na cały świat, wszystko wokół kontestujący to kiepski Janowicz. Przegrywający. I niestety piątego seta przegrał, a wraz z nim mecz (trwający trzy godziny i cztery minuty), w którym pokazał dwie twarze. Chcielibyśmy na dłużej zapamiętać tę pierwszą, z dwóch wygranych setów, gdy grał tak dobrze, że ręce składały się do oklasków.

W całym dzisiejszym spotkaniu Janowicz zanotował na swoim koncie 18 asów, 44 wygrywające uderzenia i 25 niewymuszonych błędów. Cilic, odpowiednio, 26, 67 oraz 29. Łodzianin z Melbourne się jednak jeszcze nie żegna, czeka go debel w parze z Marcinem Matkowskim.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl