logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Paire za mocny dla Janowicza

Piątek, 7 lipca 2017 (19:44)

Jerzy Janowicz przegrał z Francuzem Benoit Paire'em 2:6, 6:7 (3-7), 3:6 w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu.

Wychodząc dziś na kort, Janowicz wiedział, co go może czekać. Z Paire'em spotkał się nie tak dawno, bo w połowie czerwca, w ćwierćfinale turnieju ATP w Stuttgarcie. Wtedy przegrał i przekonał się, jak zdolnym i groźnym tenisistą jest Francuz. Mimo to liczyliśmy, że teraz role się odwrócą. Janowicz w obu wcześniejszych spotkaniach w Londynie pokazał się bowiem z dobrej strony, potwierdzając, że po kilku chudych sezonach zaczyna się odbudowywać i gonić najlepszych. Niestety – dla niego – Paire potwierdził dziś swe walory. Zagrał tak, że Polak mimo wielkich chęci nie był w stanie uzyskać korzystnego dla siebie wyniku.

W pierwszym secie piątkowego starcia przewaga Francuza nie podlegała dyskusji. Był lepszy niemal w każdym elemencie tenisowej sztuki. Atakował z pasją, imponował, rzadko się mylił. Po niespełna pół godzinie przechylił szalę na swoją stronę. Szybko, łatwo. Janowicz się jednak podniósł i w drugiej partii rozgorzała prawdziwa bitwa, pełna ciekawych, dynamicznych akcji, potężnych uderzeń, ale i technicznych, sprytnych skrótów. W 12. gemie Janowicz miał nawet piłkę setową, lecz nie zdołał przełamać rywala. Ten się obronił, a w tie-breaku nie dał już łodzianinowi szans.

W trzecim secie do ósmego gema wszystko mogło się zdarzyć. Wtedy jednak Janowicz przegrał własne podanie i to okazało się momentem przełomowym, tak seta, jak i meczu. Polak już nie umiał odwrócić losów partii, przegrał ją, przegrał cały mecz i pożegnał się z tegorocznym Wimbledonem. Po raz trzeci w karierze uczynił to w trzeciej rundzie. Jego największym sukcesem pozostaje półfinał z 2013 roku. Paire, co ciekawe, nigdy wcześniej w Londynie nie dotarł do czwartej rundy.

Każda porażki boli, ta również, ale Wimbledon pokazał, że w tenisowym życiu Janowicza coś drgnęło. Gdyby dziś zwyciężył, powróciłby do czołowej setki rankingu. Wróci w okolice 110. miejsca, ale to i tak duży postęp, bo przed londyńskimi zmaganiami był 141. 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl