logo
logo

Zdjęcie: MacKrys/ Licencja: CC BY-SA 4.0/ Wikipedia

Kubot i Melo już w półfinale

Środa, 15 listopada 2017 (20:44)

Wystarczyły dwa mecze, by Łukasz Kubot wraz z Brazylijczykiem Marcelo Melo zapewnili sobie awans do półfinału tenisowego turnieju ATP Finals w Londynie.

Na inaugurację Kubot i Melo pokonali Chorwata Ivana Dodiga i Hiszpana Marcela Granollersa 7:6 (7-2), 6:4. Po tym starciu, niespodziewanie także dla siebie, dowiedzieli się, że nikt i nic nie odbierze im prowadzenia w deblowym rankingu na koniec sezonu. Dziś naprzeciw lubinianina i jego partnera stanęli bliźniacy Bob i Mike Bryanowie. Amerykanie są legendami tenisa, co do tego nie ma wątpliwości nikt. Wspólnie wygrali aż 16 imprez wielkoszlemowych, cztery razy okazywali się najlepsi w mastersie, a to liczby budzące wyobraźnię. Faworytami środowego starcia jednak nie byli, bo najlepsze lata zdają się mieć za sobą. Obecnie w deblowym świecie rządzą Kubot i Melo. W 2017 roku zwyciężyli w sześciu turniejach, w tym w najważniejszym i najbardziej prestiżowym, czyli Wimbledonie. Do Londynu przyjechali po to, by kontynuować kapitalną serię, i dziś potwierdzili, iż są na jak najlepszej drodze, by to uczynić.

Bryanowie robili, co mogli, ale na Polaka i Brazylijczyka znaleźć sposobu nie potrafili. Od początku spotkania Kubot i Melo przejęli bowiem kontrolę nad wydarzeniami na korcie i nie zamierzali ani na moment jej oddawać. Grali bardzo pewnie, z wiarą we własne możliwości, zachowując przy tym spokojną głowę. O losach pierwszego seta zadecydowało przełamanie serwisu Amerykanów w trzecim gemie. Polak i Brazylijczyk zdobyli w ten sposób przewagę, której już nie zmarnowali. W kolejnej odsłonie udało im się przełamać rywali dwukrotnie – przy wyniku 3:3 i 5:3. Ostatecznie zwyciężyli 6:4, 6:3, zaskakująco szybko, bo po zaledwie godzinie rywalizacji.

Druga wygrana, efektowna, niebudząca wątpliwości, zapewniła już najlepszej parze sezonu awans do półfinału londyńskiego turnieju. Kubota i Melo czeka jeszcze co prawda jeden mecz grupowy, z Brytyjczykiem Jamie’em Murrayem i Brazylijczykiem Bruno Soaresem. Będą chcieli go wygrać, ale nawet porażka miejsca w najlepszej czwórce imprezy już im nie odbierze.

Kubot gra w mastersie po raz czwarty w karierze. W latach 2009-2010, w parze z Austriakiem Oliverem Marachem, odpadał po fazie grupowej. Lepiej wypadł przed trzema laty, gdy ze Szwedem Robertem Lindstedtem dotarł do półfinału. Wtedy na jego drodze stanął jednak… Melo, który w „teamie” z Dogigiem okazał się skuteczniejszy i awansował do finału – przegranego, z Bryanami. Teraz polsko-brazylijski debel chce wreszcie znaleźć się na szczycie i w fantastyczny sposób zakończyć fantastyczny dla siebie sezon.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 10 grudnia 2017 (11:49)

NaszDziennik.pl