logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kandydat szkodliwy dla Polski i Europy

Wtorek, 10 stycznia 2017 (05:14)

Z Markiem Jurkiem, europarlamentarzystą, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Guy Verhofstadt zapowiedział ubieganie się o fotel przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Jak ocenia Pan tę kandydaturę?

– To kandydatura skrajna, niosąca zagrożenie dla współpracy europejskiej. Guy Verhofstadt może zostać wybrany tylko dzięki poparciu lewicy i skrajnej lewicy. Będzie orędownikiem budowania Państwa Europa i ideologicznej radykalizacji Unii Europejskiej. To wszystko oznacza wszczynanie nowych konfliktów wewnątrz Unii. Pamiętajmy, że Verhofstadt był najaktywniejszym promotorem ataków na Polskę, a jego zastępczyni Sophie in ’t Veld zapowiedziała na początku działalności obecnej Komisji Europejskiej, że ma nadzieję, że wobec takich państw jak Węgry (więc obecnie i Polska) Komisja Junckera będzie „odważniejsza i mniej legalistyczna” niż dotychczasowe władze unijne. To ich program.

Europa może jeszcze przyśpieszyć w swoim lewicowym przeobrażeniu?

– Lepiej mówić o kierunku lewicowo-liberalnym. To tak jak w czasie Czarnej Rewolucji u nas. Na co dzień Nowoczesna i Razem przedstawiają się jako przeciwieństwa, w walce z cywilizacją życia poszli ręka w rękę. Ta klasa rządząca w Europie chce przede wszystkim przejmowania kompetencji państw narodowych. Już przed Brexitem było słychać wiele głosów, że bez Wielkiej Brytanii łatwiej będzie konsolidować władzę Unii Europejskiej. Traktują to jako usunięcie decydującej przeszkody w budowie Państwa Europa. Ale przecież wiele państw Europy Środkowej z tym kierunkiem się nie zgadza, więc jego wzmocnienie to zarzewie dalszych szkodliwych konfliktów.

Kandydatura Belga może uzyskać realne poparcie?

– Może liczyć na poparcie tych, którzy uważają oficjalną centroprawicę (i tak przecież mocno przesiąkniętą kulturą skrajnej lewicy) za czynnik spowalniający budowę, federalizację i radykalizację ideologiczną Unii. Verhofstadt nie jest faworytem, bo musiałby najpierw rozbić skonsolidowany blok chadecko-socjalistyczny, ale ma na to szanse.

Polacy poznali Verhofstadta jako osobę, która angażuje się w konflikt między rządem a opozycją…  

– Jest nie tylko promotorem ataków na Polskę, ale również politykiem aktywnie wspierającym walkę o zmianę władzy w naszym kraju. Jego partia jest bezpośrednio sprzymierzona z Nowoczesną pana Petru.

A więc trudno liczyć na poprawę relacji między Warszawą a europarlamentem?

– Choć to trudno sobie wyobrazić, myślę, że Verhofstadt mógłby prowadzić jako przewodniczący Parlamentu politykę jeszcze bardziej agresywną niż Martin Schulz.

Schulz ma pokierować niemiecką dyplomacją. Mimo jego niechęci do rządu Beaty Szydło widzi Pan szansę na zwycięstwo pragmatyzmu i kontynuowanie dialogu polsko-niemieckiego?

– Każdy urząd tworzy ramy, w których działa polityk, który nim kieruje. Są sprawy bieżącej współpracy polsko-niemieckiej, które będą kontynuowane. Jesteśmy przecież dla siebie bardzo ważnymi partnerami gospodarczymi. I tu się nic nie zmieni. Natomiast Schulz może w sposób jeszcze silniejszy forsować federalizację Europy, której domagał się obecny minister, Frank-Walter Steinmeier, zaraz po Brexicie. W każdym razie jego projektowana rola polityczna nie jest znakiem zwycięstwa odpowiedzialności w polityce europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 10 stycznia 2017 (19:37)

NaszDziennik.pl