logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Hollande, terroryzm i fundusze strukturalne

Niedziela, 19 marca 2017 (11:11)

Podczas ostatniego szczytu Rady Europejskiej w Brukseli, kiedy wybierano jej przewodniczącego na kolejną kadencję, po wypowiedzi premier Beaty Szydło, że Polska ze względu na przestrzeganie zasad nie poprze kandydatury Donalda Tuska, prezydent François Hollande miał powiedzieć: „Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne”.

Była to wyjątkowo głupia uwaga, w dodatku nieprawdziwa, bo na unijne fundusze strukturalne składają się wszystkie państwa członkowskie, oczywiście proporcjonalnie do swojej zamożności.

Co więcej, była ona wypowiedziana przez człowieka, który ma tak niskie poparcie społeczne, że nie zdecydował się wystartować w kolejnych wyborach prezydenckich w obawie przed całkowitą kompromitacją.

Okazuje się jednak, że mimo posiadania tych funduszy strukturalnych Francja prezydenta Hollande'a od wielu miesięcy jest dotknięta wręcz plagą terroryzmu i różnego rodzaju zamieszek, w których uczestniczą młodzi muzułmanie mieszkający na obrzeżach dużych miast w swoistych gettach.

Prezydent Hollande i jego rząd mają wyjątkowo duże „zasługi” w doprowadzeniu bezpieczeństwa we Francji do takiego poziomu, że nie ma w zasadzie tygodnia, aby nie było jakiegoś zamachu terrorystycznego.

Wszystko to odbywa się w sytuacji, kiedy od listopada 2015 roku na terytorium całej Francji obowiązuje stan wyjątkowy, ograniczone są liczne prawa obywatelskie, a zagrożenie staje się coraz większe.

We Francji trwa intensywna kampania wyborcza, 23 kwietnia odbędzie się I tura wyborów prezydenckich, 7 maja druga tura i według badań opinii publicznej Marine Le Pen z dużym prawdopodobieństwem wygra w pierwszej, choć w drugiej na zwycięzcę wskazywany jest Emmanuel Marcon.

Ale to są tylko badania i nie ulega wątpliwości, że do wyborów może się jeszcze dużo zmienić, a niewątpliwie wywoływanie niepokojów społecznych czy też przeprowadzenie kolejnych zamachów terrorystycznych będzie wpływało na nastroje, a tym samym może powodować zmianę zachowań wyborców.

Tak było w Hiszpanii w 2004 roku, kiedy straszliwe zamachy w kilku pociągach w Madrycie, w wyniku których zginęło blisko 200 osób, a niemal 2 tysiące było rannych, zmieniło zasadniczo preferencje wyborcze i wybory wygrała lewica.

Takiego rozwoju wypadków należy spodziewać się także we Francji. Być może nie będą to już tak spektakularne zamachy jak ten w Madrycie, służby bowiem pracują pełną parą, ale zamachy takie jak ten wczorajszy na lotnisku Paryż-Orly mogą być wręcz codziennością.

Francuzom należy współczuć, że rządzące tym krajem zarówno rządy prawicowe, jak i lewicowe swoją polityką także w odniesieniu do imigrantów doprowadziły do takiej sytuacji, że nikt nie może znać „dnia ani godziny”.

Każdego kolejnego miesiąca przez kilka dni, wtedy kiedy uczestniczę w posiedzeniu Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, jest mi dane oglądać te smutne obrazki: uzbrojeni po zęby komandosi na lotniskach i na ulicach, mnóstwo policji we wszystkich miejscach publicznych oraz kontrola samochodów i ludzi na granicach – to francuska codzienność.

Prezydent Hollande – jak można się jednak domyślać – nie czuje się wcale odpowiedzialny za tę sytuację, co jakiś czas odwiedza rannych w zamachach i pociesza rodziny zabitych czy uczestniczy w marszach protestacyjnych.

Potrafi jednak pouczyć innych, i to nawet bardzo brutalnie, jak to zrobił w odniesieniu do Beaty Szydło, choć szefowa polskiego rządu nie pozostała mu dłużna i stwierdziła, że nie będzie się przejmować uwagami człowieka, który w swoim kraju ma niecałe 5% poparcia.

Współczując Francuzom tej sytuacji, wypada jednak podpowiedzieć prezydentowi Hollande'owi, żeby do walki z terrorystami użył tych funduszy strukturalnych, z których niedawno w Brukseli był tak bardzo dumny.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

Aktualizacja 19 marca 2017 (12:26)

NaszDziennik.pl