logo
logo

Zdjęcie: http://marchforlife.be/ -

Marsz dla Życia w Brukseli

Wtorek, 28 marca 2017 (12:35)

Ulicami Brukseli przeszedł w niedzielę Marsz dla Życia. Belgijski dziennik „Le Soir”, który opisuje to wydarzenie z jednoznacznie krytycznych pozycji, nie ukrywa zdumienia faktem, że jego uczestnicy to głównie ludzie młodzi, duże rodziny z dziećmi, nowa generacja pro-life.

Marsz był młodzieżowy nie tylko w obliczach jego uczestników, ale i w formie. Obrońcy życia nieśli w ręku białe róże jako symbol równości wszystkich ludzi, zarówno tych najmniejszych, jak i chorych czy umierających. Złożono je przed Pałacem Sprawiedliwości, siedzibą władz sądowniczych.

Główną postacią marszu był młody filozof Stéphane Mercier, wyrzucony z Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium za to, że na jednym wykładów z antropologii nazwał aborcję morderstwem. Zwracając się do uczestników manifestacji, stwierdził, że swobodna refleksja nad sensem i godnością stanowi jego zadanie jako filozofa. Podkreślił, że każdy powinien móc bronić praw najsłabszych w miejscu publicznym, w tym na uniwersytecie, tym bardziej, jeśli jest on katolicki.

Według szacunków organizatorów w Marszu dla Życia wzięło udział 3 tys. osób, zdaniem policji 2 tys. Te doroczne manifestacje przeciw aborcji i eutanazji były dwa razy liczniejsze, kiedy uczestniczył w nich ks. abp André-Joseph Léonard, ówczesny prymas Belgii. Po złożeniu urzędu wyprowadził się jednak z archidiecezji Brukseli i Mechelen, a nowy arcybiskup w Marszu dla Życia nie uczestniczy.

W każdym razie liczba uczestników marszu jest dużo niższa niż na przykład w sąsiedniej Francji. Ubolewa nad tym katolicki tygodnik „Dimanche”, stwierdzając, że wynika to z faktu, iż aborcja stała się w Belgii tematem tabu.

RS, KAI

NaszDziennik.pl