logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Zanosi się na „twardy” Brexit

Czwartek, 6 kwietnia 2017 (10:34)

Wczoraj w Parlamencie Europejskim odbyła się debata związana ze złożoną przez Wielką Brytanię notą o wyjściu z Unii Europejskiej, zakończona przyjęciem rezolucji określającej zasady prowadzenia negocjacji i ogólne warunki, na których mają być oparte przyszłe stosunki pomiędzy UE-27 a tym krajem.

W debacie oprócz szefów frakcji politycznych w PE wziął udział Jean-Claude Juncker (tym razem w dobrej formie), w imieniu Rady wicepremier Malty Ian Borg (nie było przewodniczącego Rady Donalda Tuska), a także powołany przez Komisję na szefa negocjatorów Francuz Michel Barnier (były unijny komisarz).

Debata przebiegła spokojnie, bardzo wyważone wystąpienie miał przewodniczący Juncker, jak zwykle najbardziej konfrontacyjne wystąpienia wygłosili szef frakcji liberałów Guy Verhofstadt i szef frakcji EFD zrzeszającej eurosceptyków Nigel Farage.

Przypomnijmy tylko, że już kilka dni po ogłoszeniu wyników referendum w Wielkiej Brytanii 28 czerwca poprzedniego roku ówczesny przewodniczący PE Martin Schulz zwołał jego nadzwyczajne posiedzenie, żeby przyjąć przygotowaną „na kolanie” rezolucję.

Wydźwięk przyjętej wtedy przez PE rezolucji był mniej więcej taki, że Wielką Brytanię trzeba wyrzucić z UE wręcz „na zbity pysk”, i to najlepiej natychmiast, bo tak sobie życzą europejskie elity, sądząc prawdopodobnie, że taki, a nie inny sposób rozstania z tym krajem wpłynie ostrzegawczo na inne kraje, w których rodziłyby się tego rodzaju pomysły.

Stąd zdecydowane wypowiedzi szefów chadeków, socjalistów i liberałów, którzy wręcz domagali się, aby ówczesny premier Wielkiej Brytanii David Cameron już na posiedzeniu Rady w dniach 28-29 lipca złożył wniosek w oparciu o art. 50 traktatu lizbońskiego o wyjściu tego kraju z UE.

Po zaledwie dwugodzinnej dyskusji z udziałem Rady, Komisji i szefów frakcji w PE rezolucja w zaproponowanym kształcie została przyjęta – za głosowało 395, przeciw było 200, a wstrzymało się od głosu 71 europosłów.

Tym razem debata odbywała się w oparciu o projekty kilku rezolucji złożone przez różne grupy polityczne, przy czym wspólną przygotowały 4 grupy polityczne (chadecy, socjaliści, liberałowie i zieloni), pozostałe zaproponowały własne.

Rezolucja przygotowana przez parlamentarną większość nie jest już tak konfrontacyjna jak ta z poprzedniego roku, ale zawiera wiele warunków, których już na tym etapie Wielka Brytania nie akceptuje.

W liście do przewodniczącego Rady Donalda Tuska, premier Wielkiej Brytanii Theresa May napisała bowiem o „twardym” Brexicie, informując, że przyszłe stosunki z UE nie będą obejmować członkostwa w rynku wewnętrznym, członkostwa w unii celnej, swobodnego przepływu ludzi, a także że Zjednoczone Królestwo wyraziło zamiar wystąpienia spod jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wygląda jednak na to, że Wielka Brytania jest gotowa płacić składkę do budżetu UE do końca tej perspektywy finansowej, czyli do roku 2020 (płaci około 10 mld euro netto rocznie), ale pod warunkiem, że do 30 marca 2019 roku zostanie zawarte porozumienie o warunkach wyjścia i umowa dotycząca relacji z UE-27 po tym fakcie.

Jeżeli takiego porozumienia nie będzie i nastąpi tzw. wyjście nieuporządkowane W. Brytanii płatności tego kraju do budżetu UE skończą się już w roku 2019, a wymiana towarów i usług z UE-27 zostanie objęta stawkami celnymi i ograniczeniami pozataryfowymi w oparciu o regulacje WTO.

A bilans handlowy tego kraju z UE jest ujemny i wyniósł w 2016 roku blisko 90 mld GBP (UE sprzedaje znacznie więcej do UE, niż stamtąd kupuje), przy czym piątka największych eksporterów do Wielkiej Brytanii to: Niemcy-60 mld GBP, Holandia- 32 mld GBP, Francja- 23 mld GBP, Belgia-22 mld GBP, Włochy-16 mld GP.

Razem eksport tych pięciu krajów unijnych do W. Brytanii to ponad 200 mld GBP i wydaje się ciągle możliwe, że w toku tych 2-letnich negocjacji, to właśnie eksporterzy z UE-27, przywołają unijnych polityków do porządku i wzajemnie korzystne porozumienie z W. Brytanią, zostanie jednak zawarte.

Ostatecznie jednak frakcja ECR głosowała za odrzuceniem tej rezolucji, bo za dużo w niej zapisów konfrontacyjnych, co nie najlepiej wróży negocjacjom w sytuacji, kiedy także strona brytyjska wyraźnie usztywniła swoje stanowisko.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Aktualizacja 15 października 2017 (20:21)

NaszDziennik.pl