logo
logo

Zdjęcie: Sergei Karpukhin/ Reuters

Wina Asada nie jest udowodniona

Piątek, 14 kwietnia 2017 (22:22)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja wetuje projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa, który jako winnego użycia broni chemicznej w Syrii wskazuje prezydenta Baszara al-Asada. Czy porozumienie w tak oczywistej kwestii między Moskwą a Waszyngtonem jest możliwe?

– Problem polega na tym, iż wina władz Syrii, Baszara al-Asada nie jest bezwarunkowo udowodniona. Mamy tu do czynienia z podobną sytuacją, która zaistniała w Syrii w sierpniu 2013 roku i do dzisiaj nie ma jednoznacznie winnego. Syryjczycy mówią, iż być może ich bomby uderzyły w magazyny broni chemicznej będące w posiadaniu terrorystów. Tak więc dopóki nie będzie jednoznacznie udowodnionej winy Asada, to Rosja zawetuje wszystkie rezolucje w tej sprawie, gdyż nie może sobie pozwolić, żeby władzę w tym kraju przejął Zachód.

To Rosja nie chce dopuścić do śledztwa. Czego się obawia, torpedując te działania?

– Myślę, iż Rosja będzie dążyła do śledztwa, tylko jak zwykle w takich sprawach będzie ono trwało latami i zakończy się tylko podejrzeniami. To jest – jak wspomniałem – w interesie Rosji, żeby cała sprawa była w sferze podejrzeń, domysłów, ale bez wskazania winy Baszara al-Asada, bo to oznaczałoby odsunięcie od władzy dyktatora i utratę strefy wpływów przez Moskwę.

Dlaczego Putin tak zażarcie broni Asada, twierdząc, że jest on niesłusznie obarczany odpowiedzialnością za atak na Chan Szajchun?

– Rosja walczy w Syrii o swoje istotne interesy gospodarcze. Gra idzie o zasoby surowcowe, głównie o wydobycie ropy naftowej i jej przesyłanie. Rosja torpeduje, aby nie doszło do budowy rurociągów z państw Zatoki Perskiej nad Morze Śródziemne, i nadal będzie to robić. Zmiana władzy w Syrii na prozachodnią oznaczałaby realizację tego niekorzystnego scenariusza dla Rosji.

Jak długo świat będzie milczał wobec zbrodni, tylko dlatego że Putin stoi po stronie syryjskiego dyktatora?

– Uważam, że tutaj należy wykazać się dużą dozą rozsądku. Pamiętajmy, iż Zachód zaatakował Irak w 2003 roku na podstawie fałszywych i bardzo wątpliwych dowodów o posiadanie przez ten kraj broni jądrowej. Ówczesny amerykański sekretarz stanu Colin Powell przedstawił na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ „dowody” na to, że Irak ma broń masowej zagłady. Mówił o setkach ton substancji do produkcji broni chemicznej, o mobilnych laboratoriach, o dążeniu Saddama Husajna do wejścia w posiadanie broni nuklearnej, ponadto zarzucał irackiemu dyktatorowi powiązania z Al-Kaidą. Powoływał się przy tym na informacje wywiadowcze, na anonimowe źródła, pokazywał zdjęcia satelitarne i wykresy, mające uwiarygodnić tezę, że Irak stanowi bezpośrednie zagrożenie dla świata. Jednak to uzasadnienie, które stało się pretekstem do ataku Stanów Zjednoczonych i państw koalicji zachodu na Irak, nigdy nie zostało potwierdzone, bo w konsekwencji twardych dowodów nie znaleziono. Przez tę „pomyłkę” prezydenta Georg’a W. Busha i chęć rozprawienia się z reżimem Saddama Husajna zginęło setki tysięcy osób i zdestabilizowano cały region.

Tym, co zastanawia, jest postawa wspomnianych przez Pana Chin, które wcześniej mówiły jednym głosem z Rosją, a teraz wstrzymały się od głosu. Czym należy tłumaczyć tę zmianę retoryki Pekinu?

– Wstrzymanie się od głosu Chin w sprawie głosowania nad projektem rezolucji Rady Bezpieczeństwa winnego użycia broni chemicznej w Syrii wskazującym jako winnego Baszara al-Asada, to licytowanie przez to państwo poparcia dla swoich interesów przez Rosję na Dalekim Wschodzie. Obecnie trwa rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi z Chinami o stałe partnerstwo z Moskwą.

Stosunki na linii Moskwa – Waszyngton – jak powiedział prezydent Trump, są najgorsze w historii. Co z tego wynika dla Europy i Polski?

– Mianowicie to, że Polska jako sojusznik Stanów Zjednoczonych jest w grze, czy też ustawia się przeciw Rosji. Należy jednak założyć, że w pewnym momencie Waszyngton z Moskwą się dogadają, dlatego zważając na to, Warszawa nie powinna politycznie zbytnio szarżować. 

Na linii Moskwa – Waszyngton chłód, natomiast Niemcy w najlepsze układają swoje relacje gospodarcze z Rosją, obchodząc sankcje. Czy to tylko element rozgrywania państw Zachodu przez Putina…?

– Niemcy walczą o swoją gospodarkę, a rosyjski rynek to ponad 140 milionów obywateli, czyli ponad jedna czwarta konsumentów wszystkich państw Unii Europejskiej. Nie łudźmy się zatem, iż Berlin trwale ostudzi swoje relacje gospodarcze z Moskwą, zawłaszcza że światowe rynki zbytu na towary luksusowe się kurczą. Dla Niemiec zawsze gospodarka była ważniejsza od bieżącej polityki, a obchodzenie sankcji przez Berlin jest tego najlepszym przykładem.

Ostatnio prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z szefami MSZ państw Grupy Wyszehradzkiej i Partnerstwa Wschodniego powiedział, że „tylko działając razem, kraje Unii są w stanie stanowić potencjał, który dla największych światowych potęg będzie wymagającym i adekwatnym partnerem”. Czy to współdziałanie jest realne?

– Grupa Wyszehradzka będzie regionalnym graczem, gdyż ma wiele wspólnych istotnych interesów w Europie. Natomiast relacje poszczególnych państw grupy V4 z Rosją i Stanami Zjednoczonymi będą rozgrywane indywidualnie. To jest polityka.

Jaką rolę w tym zjednoczeniu może odegrać program Partnerstwa Wschodniego?

– Partnerstwo Wschodnie częściowo traci na znaczeniu. Mołdawia już obrała prorosyjski kurs, pomiędzy Armenią a Azerbejdżanem są coraz bardziej napięte stosunki. Najistotniejsze jednak jest to, że największe państwo tego programu, czyli Ukraina jest jego destabilizatorem. Powodem jest sytuacja wewnętrzna w tym państwie. W tej sytuacji oparcie się na tej grupie, to wciąganie innych państw Partnerstwa Wschodniego w kolejne konflikty. Polska powinna się skoncentrować na Grupie Wyszehradzkiej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl