Rosja jest dziś największym zagrożeniem dla narodów europejskich. To chuligan i barbarzyńca w jednym, który wmówił sobie, że świat to ja. Jeżeli w Europie ma zapanować prawdziwy pokój, a jest to dobro par excellence, bez którego nie można budować żadnej przyszłości, to z Rosji powinien zniknąć Putin i jego ekipa, a sama Rosja musi dokonać fundamentalnych zmian w procesie głębokich reform demokratycznych. Można to sformułować jeszcze inaczej: dopóki w Europie istnieje agresor, taki jak Putin, to pokoju nie będzie nigdy i możemy przygotować się na najgorszy z możliwych scenariuszy.
Rosja terrorem stoi
Na Ukrainie od tygodni szaleją rosyjscy i prorosyjscy terroryści, którzy destabilizują sytuację wewnętrzną tego największego kraju Europy. Zastraszają cywilów, dopuszczają się gwałtu, rozrób, tortur, brutalnych mordów i militarnych akcji. Zabijają ludzi w niepodległym państwie. W biały dzień, bezkarnie, chronieni przez putinowską mafię, tworzą państwo w państwie. W wielkiej polityce na salony dostali się barbarzyńcy. Rosyjscy terroryści szantażują ważnych, lecz cywilizowanych graczy i nie zasiadają z nimi do stołu obrad (patrz skandal w Genewie). W gospodarce terroryści rosyjscy blokują normalny, cywilizowany handel, nakładając embargo na produkty żywnościowe, mszcząc się prymitywnie za to, że ktoś ośmielił się nazwać Rosję agresorem. W energetyce rosyjscy terroryści straszą, że przestaną dostarczać zakupione i zamówione dostawy gazu do swoich stałych nabywców w całej Europie, destabilizując normalność handlową i podstawowe zasady biznesu. Oto współczesna Rosja. Zniknięcie postsowieckiej mafii, postKGB-owskiej szajki wydaje się jeszcze odległe, dlatego cywilizacja europejska musi znosić bandytów, terrorystów i chuliganów, poszukując w sposób dyplomatyczny metod na rozwiązanie kryzysu rosyjsko-ukraińskiego.
Czy zagraża nam rosyjski totalitaryzm?
W tej chwili Rosję postradziecką możemy jeszcze nazywać dyktaturą. Putin chce za wszelką cenę zachować swoją władzę dla samej władzy, poszerza jej wpływy, ale jego apetyty rosną. Widzi szansę, w związku z niezdecydowanym, skłóconym Zachodem, dzięki bierności mocarstw, poszerza pole walki, wykorzystując doskonałą okazję do destabilizowania sytuacji w postradzieckich republikach.
Nietrudno dostrzec, że powoli zaczyna kiełkować tu system totalitarny, który tym różni się od dyktatury, że, idąc za myślą Samuela Huntingtona, posiada rozwiniętą ideologię, sprawuje władzę absolutną nad mediami, nadzoruje życie obywatelami za pomocą służb specjalnych i oczywiście jest systemem jednopartyjnym.
Putin traktowany jest już dziś przez zdecydowaną większość Rosjan za męża opatrznościowego. Z powodzeniem hoduje parasłowiański nacjonalizm, który przeradza się w panslawizm. Partie opozycyjne są fikcją, parlamentaryzm nie istnieje, ta jednomyślność Dumy zatrważa, zaś media państwowe mówią, piszą i pokazują to, co chce reżim. Aparat bezpieczeństwa działa w najlepsze. Potrzebna jeszcze tylko ideologia.
Idea główna, stanowiąca fundament tego nowego totalitaryzmu rosyjskiego, jest dość prosta i nawiązuje swoją koncepcją do lat 70. XIX wieku, a więc Rosji carskiej, której burze i zamęty zostały odzwierciedlone przez Fiodora Dostojewskiego, m.in. w „Biesach”.
Promowana przez sztab propagandy i usłużne media reżimu wizja panslawizmu zakłada, że Putin w tej ideologii jest nowym carem zesłanym z niebios, legitymizowanym przez Cerkiew moskiewską, którego zadaniem jest zgromadzenie pod berłem wielkiej Rosji jej „siostrzanych” i „bratnich” narodów, wyzwalanie ich spod władzy nihilistycznego Zachodu i tworzenie nowej wspólnoty słowiańskiej. W tej narracji ziemie zamieszkałe przez Rosjan rozumiane są oczywiście jako rosyjskie. Bałtowie czy Ugrofinowie stoją niżej w kreowanej klasyfikacji narodów słowiańskich i nie mogą bez końca ciemiężyć Rosjan. Eksperyment ideologiczny zdobywa wielkie uznanie w Rosji i poza jej granicami i kto wie, czy na naszych oczach nie rodzi się nowe piekło europejskie.

