logo
logo

Zdjęcie: Aw58/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Tylko człowiek uzbrojony w łaskę Bożą może coś dokonać

Niedziela, 25 grudnia 2016 (22:03)

Z ks. dr. Michałem Bajcarem, proboszczem parafii rzymskokatolickiej pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach k. Sambora na Ukrainie, sędzią Sądu Metropolitalnego Archidiecezji Lwowskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia będzie Ksiądz przeżywał z wiernymi w nowej parafii pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach k. Sambora. Nowa parafia to także nowe wyzwania…

– Tak, od 2 lutego br. sprawuję posługę w parafii pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach k. Sambora. Parafia tradycyjna, niewielka, licząca zaledwie ok. 80 wiernych, z czego na niedzielnej Mszy św. jest ok. 50 osób – czasami więcej, to zależy od wielu czynników. W mojej parafii są polskie rodziny, kilka rodzin mieszanych, niestety ma zbyt wielu młodych rodzin i młodzieży. W domach rozmawiają po polsku jest to tzw. polszczyzna wiejska. Starsze pokolenie mówi bogatszą i piękniejszą polszczyzną, z młodszymi jest gorzej, bo daje się odczuć braki w czytaniu literatury, którą zastępuje Internet i telewizja. Myślę sobie, że gdyby uważniej słuchali kazań w kościele – po polsku, to w jakimś zakresie osłuchaliby się z językiem ojczystym. Ludziom – zwłaszcza młodszym – doskwiera brak pracy stąd częste ich wyjazdy za granicę, najczęściej do Polski. Ci, którzy nie mogą wyjechać, podejmują dorywcze prace na miejscu, a to stwarza ciągły brak spokoju i szarpaninę życiową.

W tej sytuacji pewnie niełatwo być duszpasterzem. Jak widzi Ksiądz swoją rolę w tej konkretnej rzeczywistości…?

– Po prawie roku pracy wśród swoich wiernych widzę potrzeby wspólnoty parafialnej i kierunki, którymi musimy iść, razem. Przede wszystkim potrzeba zjednoczyć tą małą trzódkę, rozmodlić ją. W naszych kresowych warunkach ważną rzeczą jest stabilne i ciągłe duszpasterstwo. Nie wolno tych ludzi „szarpać” i na nich eksperymentować, bo tyle razy w przeszłości byli oszukiwani, zradzani, opuszczani w tym posowieckim społeczeństwie. Żeby komuś zaufali na nowo, żeby się przed kimś otworzyli potrzeba czasu i stabilnej, cierpliwej, sukcesywnej pracy duszpasterskiej. Tymczasem w parafii w Strzałkowicach duszpasterz zmieniał się co kilka lat. Te częste zmiany miały swoje negatywne skutki w postaci braku ciągłości i jakości nauczania młodszego pokolenia tego wszystkiego, o czym mówi Kościół słowami św. Jana Pawła II, że człowiek jest drogą Kościoła. Człowiek jest w centrum Kościoła, stanowi jego świadomą i mądrą cząstkę i jest także odpowiedzialny za Kościół, a współpracując z hierarchią, tworzy widoczny obraz niewidzialnej łaski Bożej w Kościele. Ten problem nie tylko istnieje w parafii w Strzałkowicach, ale i w wielu innych parafiach naszej diecezji.    

Jakie warunki do modlitwy mają wierni ze Strzałkowic w porównaniu do Gródka Jagiellońskiego i Komarna, gdzie przez wiele lat sprawował Ksiądz posługę?

– W Strzałkowicach wierni mają dobre warunki do modlitwy. Niewielki, zabytkowy kościółek pochodzi z XVII wieku. Wierni odzyskali go 1994 r., bo wcześniej był tu magazyn kołchozowy. Odzyskali też plebanię, w której obecnie mieszkam. W Strzałkowicach był bardziej sprzyjający klimat, stąd udało się odzyskać świątynię. Natomiast w Gródku Jagiellońskim mimo ponad 25 lat zabiegów niestety do tej pory nie udało się odzyskać plebanii. Mieszkałem w domku niewielkim zimnym i zawilgoconym i cały czas liczyłem na dobrą wolę u rządzących, ale na próżno. Po 12 latach sam musiałem ten domek wyremontować i adaptować go na tymczasowe mieszkanie dla kapłana. Podobna sytuacja jest z XVII-wieczną świątynią w Komarnie, która od lat nieużytkowana z roku na rok popada w coraz większą ruinę. Pomimo obietnic strony ukraińskiej i naszych starań, ogromnej pomocy Polaków udzielanej Ukraińcom wspólnota greckokatolicka wciąż blokuje oddanie kościoła łacińskiego wspólnocie rzymskokatolickiej. Porównując Komarno i Strzałkowice, widać, że choć jest to ten sam kraj, ale jakże różne podejścia. Tak czy inaczej prawo na Ukrainie nie działa, ludzie są bardzo różni i niestety świadomość wiary jest słaba.

Jak będą wyglądały święta w parafii pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach?

– W naszej parafii święta Bożego Narodzenia będą wyglądały spokojnie. Przygotowaliśmy się duchowo do tego wydarzenia wiary, ludzie generalnie wszyscy przystąpili do spowiedzi, parafianie otrzymali opłatki, kalendarze i świece wigilijne. Świątynia jest wysprzątana, choinki ubrane. W parafii istnieje zwyczaj, że choinki ubierają poszczególne rodziny, co sprawia, że są one różne, ale całość tworzy piękną kompozycję. Nasi parafianie otrzymali też z Polski paczki świąteczne w ramach Akcji Polacy Rodakom organizowanej przez senatora Stanisława Gogacza. Skoro my otrzymujemy pomoc i wsparcie, to musimy się dzielić dobrem z innymi. Dlatego organizowałem dobrowolną akcję pomocy dzieciom w Ugandzie, gdzie pracują siostry pallotynki. Takie akcje organizowaliśmy w Gródku Jagiellońskim, gdzie współpracowałem właśnie z siostrami pallotynkami i teraz przeniosłem tą ideę do Strzałkowic. Muszę powiedzieć, że ludzie są chętni i chcą pomagać. Starsi przynoszą ofiary, dzieci słodycze i małe zabawki. Jednym słowem, większość parafian czuje ducha ofiary, a to świadczy o ich świadomości religijnej. 

Czy są jakieś różnice w obchodzeniu i przeżywaniu świąt na Ukrainie i w Polsce?

– Wielkich różnic między obchodzeniem i przeżywaniem Świąt w polskich rodzinach na Ukrainie i w Polsce nie ma. Wszystko zależy od tego na ile polska rodzina potrafiła zachować swoje własne tradycję i zwyczaje sama we własnym domu i z drugiej strony, na ile ta sama rodzina potrafiła przeciwstawić się odmienności środowiska ukraińskiego, które nie zawsze było i jest życzliwe. Oczywiście nie można tego generalizować, bo wszystko zależy od miejsca i podejścia samych ludzi. W tym kultywowaniu polskich tradycji i zwyczajów świątecznych Polakom na Ukrainie zawsze pomagał Kościół katolicki. To pozwoliło przeciwstawić się presji asymilacyjnej środowiska. Obecnie wygląda to bardzo różnie. Niestety, Ukraina do tej pory nie potwierdziła prawnie dnia wolnego dla mniejszości narodowych, które obchodzą święta Bożego Narodzenia według kalendarza łacińskiego. I dlatego, jeżeli święta wypadają poza niedzielą, to ludzie muszą iść do pracy, dzieci do szkoły, najczęściej studenci mają w tym czasie egzaminy. Taka sytuacja stwarza nerwową atmosferę u ludzi i nie sprzyja przeżywaniu tych rodzinnych świąt. Powiem więcej, to świadczy też o braku szacunku wobec Polaków. To bardzo dziwne i niezrozumiałe podejście władz ukraińskich wobec Polski i Polaków, tym bardziej, że na Białorusi święta Bożego Narodzenia obchodzone według kalendarza gregoriańskiego są dniami wolnymi od pracy.  

Boże Narodzenie to święta rodzinne, jak wygląda wigilia w polskich domach na Ukrainie?

– W polskich domach na Ukrainie na święta zjeżdża się cała rodzina. Wspólnie przygotowują podwórko, aby było wszędzie czysto, dom także powinien być przygotowany. Kobiety, gospodynie przygotowują jedzenie, pieczywo i różne potrawy świąteczne. Młodzi i dzieci pomagają przy ubieraniu choinek, stołu wigilijnego. Jednym słowem, przy dobrej organizacji  każdy ma zajęcie. W Adwencie ludzie chodzą na Roraty, a świętowanie Bożego Narodzenia podobnie jak w Polsce rozpoczyna się Pasterką, przed która rodziny, w domach spożywają wieczerzę wigilijną. Potrawy na stole wigilijnym są podobne jak w Polsce. Zawsze jest barszcz z uszkami, śledź, inne różne ryby, są pierogi w wielu odmianach, jest kapusta smażona i oczywiście opłatek oraz kutia z miodem i bakaliami. Wigilia rozpoczyna się modlitwą, następnie głowa rodziny składa wszystkim życzenia i wszyscy sobie nawzajem. Na stole jest pusty talerz dla niespodziewanego gościa, dla potrzebującego. Po spożyciu wieczerzy gospodarz domu idzie do zwierząt z kawałkiem chleba, młodzi idą do ogrodów i przewiązują sianem drzewa owocowe, aby dobrze obrodziły. Rodziny kolędują najpierw w domu, a później idą do kościoła. Każda rodzina może mieć jeszcze jakieś swoje, indywidualne zwyczaje czy praktyki, które zachowały się w pamięci Polaków i kultywowane są do dzisiaj.       

Czy na Ukrainie jest praktykowana kolęda (wizyta duszpasterska), jak wygląda, od kiedy do kiedy trwa i jak wierni przyjmują księdza?

– Oczywiście kolęda jest na Ukrainie praktykowana. Zazwyczaj księża w polskich parafiach zaraz po Świętach Bożego Narodzenia odwiedzają rodziny po kolędzie. W parafiach, gdzie jest więcej rodzin mieszanych i nie polskich, kapłani odwiedzają parafian już po świętach Bożego Narodzenia według kalendarza wschodniego, czyli po 7-8 stycznia, a więc po uroczystości Trzech Króli. W cerkwiach kapłani grekokatoliccy i prawosławni odwiedzają swoich parafian po święcie Jordanu, czyli po 19 stycznia. W domach mieszanych wizyta duszpasterska jest – można powiedzieć – podwójna, bowiem odwiedza je ksiądz z kościoła i ojciec z cerkwi.   

Jak układają się relacje między Polakami a Ukraińcami w Strzałkowicach?

– Relacje między Polakami i Ukraińcami układają się różnie, generalnie są jednak dobre. Wszystko zależy od świadomości indywidualnego człowieka, jego kultury i oczywiście od wyznawanej wiary. Sytuacja na Ukrainie powoduje, że wszyscy przeżywamy jednakowe trudności, a bieda i nędza nie mają narodowości. Różnica jest taka, że Polska i Polacy bezinteresownie pomagają nam, Polakom, na Ukrainie, a także Ukraińcom. Natomiast biznesmeni ukraińscy pomagają tylko Ukraińcom, rzadko kiedy Polakom. Często są to kradzione pieniądze, bo korupcja pożera to społeczeństwo. Korupcja na Ukrainie tak na dobrą sprawę zaczyna się już od urodzenia dziecka w szpitalu, bo lekarzowi za poród trzeba zapłacić. Dalej korupcja rozszerza się na wszystkie sfery życia ludzkiego niczym infekcja. Trzeba też powiedzieć, że Ukraińcy nie są Polsce i Polakom wdzięczni za okazywane wsparcie. Zachowują się tak, jakby im się to należało, nie ma więc wzajemności, a często Ukraińcy mają jeszcze roszczenia wobec Polski. Tego, o czym mówię, nie da się dostrzec podczas wyjazdów turystycznych na Ukrainę, aby to wszystko sprawdzić, trzeba choćby na krótko zamieszkać w tym kraju tak jak przeciętny obywatel. 

Ks. abp Mieczysław Mokrzycki ostatnio wyraził zaniepokojenie faktem, że mimo usilnych starań póki co nie ma mowy o zwrocie polskich świętych katolickich wiernym. Czy polskie władze, które angażują się w pomoc Ukrainie nie powinny być bardziej stanowcze w tej kwestii?

– Tak, to prawda, w tej kwestii nie ma postępu. Ukraina i wszystko w tym państwie jest niestabilne i niepewne. Kościół łaciński nie wypracował pewnej strategii wobec tego procesu, ale z drugiej strony nie ma zespołu ludzi, aby tym problemem się zająć. Owszem była komisja dwustronna łacińsko greckokatolicka, w skład której wchodziłem – zajmująca się problemem zwrotu świątyń: Św. Marii Magdaleny we Lwowie, kościoła seminaryjnego przy kurii, czy kościoła w Komarnie, tyle że po kilku spotkaniach komisja zakończyła swój żywot. Polskie władze wobec tego chaosu i braku stabilności, wobec bezprawia na Ukrainie mają problem, jak do tego podejść. Z całą pewnością traktują Ukrainę poważnie i chcą pomóc, tyle tylko, że strona ukraińska tak naprawdę nie wie, w którym kierunku chce podążać. Tu – jak sądzę – przydałaby się znajomość mentalności wschodniej, która być może nie uratowała sytuacji, ale z całą pewnością pomogłaby zorientować się lepiej w tym społeczeństwie. Nie wolno zapominać, że w świadomości Ukraińców na Zachodzie spotykają się dwa światy, Wschodu i Zachodu, i jaki zwycięży, nikt nie wie, nawet oni sami, bo kraj ten jest nieuporządkowany i chaotyczny. Dalej Bardziej na wschód Ukraina jest krajem, gdzie kończy się cywilizacja łacińska i jej idee, a zaczyna się cywilizacja wschodnia ze spuścizną sowiecką. Wszystko to sprawia trudności dla obu stron. W tej sytuacji tylko człowiek uzbrojony w łaskę Bożą może coś dokonać.   

Jak jest oceniane na Ukrainie wsparcie, jakiego udziela Polska na rzecz suwerenności tego kraju? Czy zarówno władze, jak i społeczeństwo doceniają tego gesty?

– Ludzie świadomi i mądrzy czy to Polacy, czy Ukraińcy doceniają starania Polski na rzecz suwerenności Ukrainy. Jednak sama Ukraina jako kraj nie stwarza wrażenia, że chce być suwerenna. W społeczeństwie ukraińskim nie widać zmian uzdrowienia sytuacji, raczej na odwrót pogłębia się kryzys ekonomiczny, ubóstwo społeczne, kwitnie korupcja, szerzy się anarchia. Ten kraj potrzebuje zdrowej idei, świadomych i silnych przywódców, co więcej prawdy historyczno-religijnej.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl